[百六] 106 (hjaku roku)
Stań przed lustrem i zrób groźną minę. A teraz smutną, wesołą, zaskoczoną, rozczarowaną, zmęczoną (bardziej przypomina katolika, żyda czy kapelusznika?*)… Jakoś wyszło? Nawet było śmiesznie, nie? Ale jak zwiększyć intensywność wyrazu twarzy? Jak swoją ekspresją zmusić widza do skupieniu się właśnie na niej? To wiedzą aktorzy teatru Kabuki.
*puszczamy tutaj oczko do rewelacyjnego serialu o polskiej szlachcie „1670” z którego zaczerpnęliśmy podział społeczeństwa pod kątem religii.
Teatr Kabuki
Jeden z trzech głównych rodzajów teatrów w Japonii, teatr Kabuki (歌舞伎) w 2005 został uznany arcydziełem ustnego i niematerialnego dziedzictwa ludzkości (to taka lista ogłoszona w latach 2001-2005 przez UNESCO, która miała wyróżnić szczególnie ważne elementy kultury ludzkości), a w 2008 roku wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO (czy możemy sobie policzyć dwa punkty UNESCO za ten teatr?).


Jego historia jest bardzo szczególna, bo jego zmiany można określić dokładnymi datami.
I tak – lata 1603-1629 określane są jako kobiece kabuki. Wynika to z faktu, że występy oryginalnie wykonywane były przez kobiety – już samo to wyróżnia ich tak bardzo od europejskich wówczas przedstawień gdzie nawet kobiece role grali mężczyźni. Izumo no Okuni – miko (kapłanka i tancerka shintō) wraz ze swoją trupą taneczną dawała występy w chramie (świątyni), a także w wyschniętym korycie rzeki w Kioto. Występy składały się z tańców i skeczy (również o charakterze erotycznym), które przyciągały rzesze ludzi. Powstawało dużo naśladowców, zaś charakter występów przesuwał się w stronę rubaszności – niejednokrotnie aktorki były również prostytutkami (albo ujmując to bardziej współcześnie „sexworkerkami”), co dawało możliwość skorzystania z oferowanych usług po występach. A że chętnych było sporo, to wybuchały bójki o względy tancerek. Władzy się to nie spodobało i w 1629 roku siogunat rodu Tokugawa zakazał występów kobiet.
Lata 1629–1652 okres: chłopięce kabuki. Aktorki zostały zastąpione młodymi chłopcami. A że ludzie o konserwatywnych poglądach bardziej w tamtych czasach obawiali się przeziębienia, czy utraty honoru, aniżeli relacji nienormatywnych, to występy również kończyły się wymianą usług…


Wiemy, że reakcją władzy na niedziałające przepisy jest… spróbowanie ich ponownie. Zatem w 1652 roku wszystkie role grane były przez mężczyzn. Mieli mieć ogoloną przednią część głowy (oznaka pełnoletności) i składać oświadczenie, że nie będą prowokacyjnie pokazywać ciał i angażować się w prostytucję. W tym czasie rozbudowano scenę, która wchodziła w głąb widowni, gdzie aktorzy mogli wejść lub zejść ze sceny (lub grać kogoś, kto jest daleko). Kioto, Osaka i Edo otrzymały pozwolenie na wybudowanie stałych teatrów kabuki.
1688–1704: okres Genroku zwany również japońskim renesansem. Działało wtedy wielu najsłynniejszych artystów (Matsuo, Ihara, Chikamatsu czy Hishikawa), zaś teatr kabuki wszedł w fazę prawdziwego rozkwitu. Powstało wiele dzieł granych do dzisiaj, ale najsłynniejszym było Sonezaki shinjū (Samobójstwo kochanków w Sonezaki) – które okazało się być inspiracją do tak wielu prawdziwych samobójstw, że rząd znów musiał interweniować i w 1723 roku zabronił wystawiania tej sztuki.
1868–1912: okres Meiji – wraz z upadkiem siogunatu Tokugawów, likwidacją klasy samurajskiej i otwarciem Japonii na Zachód nastał czas wpływów zagranicznych kultur na teatr.


Po II wojnie światowej – początkowo okupacyjne władze amerykańskie nie dopuszczały wykonywania najważniejszych występów, uważając je za antydemokratyczne i feudalne. Jednak już w 1947 roku można było wykonywać całe repertuar. Z czasem część teatrów zaczęła wystawiać skrócone spektakle, by były bardziej przystępne dla publiczności – oryginalne występy trwały nawet 5 godzin.
Teatr Kabuki charakteryzuje się naciskiem na pozę i gesty (mie 見得, 見栄) – aktor przybiera pozę, robi minę i utrzymuje ją by podkreślić emocje swojej postaci. Uważa się, że to skupienie energii ciała w twarzy działa niczym przybliżenie w filmie. Podczas występów można było wydać okrzyk kakegoe, który jest odpowiednikiem klaskania, ale teraz raczej się to robi w punktach kulminacyjnych występu.
I tak – na występ wybrała się Niebieska. W ramach zrobienia czegoś dla siebie (ja jeździłem na gokartach, Aurora odwiedziła kapibary, a chłopaki szkolili się na ninja) miała czas bez dzieci, zaś ja się pokręciłem ze stworkami po okolicy i poszukałem keszy.


Prosto z desek teatru
Oto jej relacja:


W Tokio teatr kabuki można zobaczyć w kilku miejscach ale najsłynniejszym jest Kabuki-za którego specjalnością są tylko ta tradycyjna, japońska forma przedstawienia i tam właśnie się wybrałam. Biorąc pod uwagę fakt, że w japońskich restauracjach składa się zamówienie poprzez robota to niesamowicie dziwi to, że nie da się kupić biletów poprzez oficjalną stronę internetową. Można to zrobić telefonicznie, na miejscu bądź przez pośrednika i właśnie na tę ostatnią opcję się zdecydowałam. Spektaklów jest dużo i w teorii jest duża dostępność biletów, jednak pośrednicy wykupują je zawczasu więc zdarza się, że nie można kupić wejściówek pomimo tego, że widownia nie jest wypełniona.
#TravelTip: Jeśli jakiś spektakl jest „wyprzedany” wykup bilet poprzez GetYourGuide albo inny podobny serwer.
Na spektakl należy przyjść przed czasem ponieważ najpierw trzeba odebrać fizyczny bilet. Wyremontowany przed kilkoma lat gmach teatru ma kasy znajdujące się poniżej poziomu gruntu, zjeżdża się tam ruchomymi schodami a w środku wygląda to jak dawny stadion Tysiąclecia (tylko wiecie, taki czysty, japoński). Na miejscu na szczęście pracownicy „wyłapują” z tłumu zdezorientowanych obcokrajowców słusznie zakładając, że najpewniej mieli rezerwację przez pośrednika. Potem poszło już gładko (mimo, że pracownicy nie mówili zbyt dobrze po angielsku): dostałam bilet, tablet i program przedstawienia (tablet jest potrzebny do tłumaczenia dialogów na język angielski w czasie rzeczywistym, spisał się znakomicie).


Widownia teatru nie jest przytłaczająco duża, zatem widoczność jest bardzo dobra. Niestety kategorycznie zakazane jest robienie zdjęć w czasie trwania spektaklu. A jest to bardzo długi czas, dochodzący do pięciu godzin. Całość podzielona jest na 3 różne formy wizualne (taniec klasyczny, teatr klasyczny, taniec współczesny) pomiędzy którymi można wyjść. Zawczasu stwierdziłam, że jest to odrobinę za długo i umówiliśmy się na spotkanie po drugiej odsłonie (3,5 h) ale z perspektywy czasu bardzo żałuję tej decyzji. Ten teatr to jest doznanie, jest jak taniec emocji i „chodzące” ukyio-e. Ekspresja muzyki, póz, mimiki i makijażu osiąga poziom który ociera się o karykaturalność (w myśl europejskiej estetyki) ale rezonuje „w punkt” osadzona w tamtym miejscu i czasie.
Bardzo ciekawą rzeczą są „niewidzialni” pomocnicy na scenie. Są to osoby ubrane w stylu ninja – całkowicie na czarno, zakryte mieli nawet oczy – który pomagają aktorom, trzymają ich rekwizyty czy nawet „znikają postaci”. Zgodnie z konwencją widzowie udają, że ich nie widzą. Aż na początku przecierałam oczy ze zdziwienia bo nie wiedziałam czy mi się coś nie przywidziało ale nikt nie zareagował. Tylko Ja i jeden brytyjczyk obok mnie patrzyliśmy po sobie zdziwieni ale przecież nie będziemy się wyrywać nieproszeni do tablicy.
Każdy kolejny akt budował napięcie a jego kulminacją było pojawienie się największego herosa, głównego bohatera, który swoją czupryną przyćmiewał wszystko inne. Widownia zaczęła dosłownie piać z zachwytu, wszyscy na to czekali, nikt się nie zawiódł.
Teatr sprawił, że wstrzymywałam oddech, chłonęłam każdą sekundę. Było to bardzo dobrze wydane pieniądze. Z wszystkich show jakie widzieliśmy w całej Azji to zajmuje drugie, zasłużone miejsce (pierwsze dzierży Water Puppet Show z Hanoi).
#TravelTip: Przynieść sobie coś do jedzenia. W przeciwieństwie do wielu teatrów na świecie, w Kabuki widzowie mogą jeść podczas przerw. Popularne są specjalne zestawy bento przygotowane właśnie na spektakle.


By to choroba wzięła
Pamiętacie jak bardzo nie przygotowani byliśmy w noc przylotu na zastałą nas pogodę? W krótkich spodenkach przy niemal minusowych temperaturach i mocnym wietrze i opadach deszczu latałem w poszukiwaniu naszego mieszkania. I niestety przyszło mi za taką zuchwałość zapłacić chorobą. Trudno mi powiedzieć, czy to lepiej czy gorzej niż jakby mnie to wzięło w Indiach – z jednej strony Niebieska mogła z dzieciakami spokojnie pozwiedzać, ruszać się od placu zabaw do drugiego, zaś ja nie musiałem się stresować o ich zdrowie i życie. Z drugiej strony przez 3 dni przeleżałem w łóżku zamiast korzystać z tak niesamowitej okazji bycia w Japonii! Niepowetowana strata! Stało się jednak co się stało. Przepociłem wiele zestawów pościelowych, ale na szczęście wyszedłem z tego i mogłem dołączyć do rodziny w odkrywaniu Tokio! Żona nawet ugotowała mi coś pomiędzy rosołem a ramenem a w aptece musiała próbować mówić po japońsku żeby dostać odpowiedni zestaw leków.






Origami
Nasze geocachingowe wojaże zaprowadziły nas do wielu zaskakujących miejsc. Tym razem, naszego ostatniego dnia w Japonii, zawędrowaliśmy przed miejsce, o którym nie miałem pojęcia, że istnieje – przed muzeum origami Origami Kaikan.

Nie udało nam sie go odwiedzić – nie mieliśmy za dużo czasu (i chyba nawet było wtedy zamknięte). Jednak uświadomiłem sobie, że kwestie origami zostały przeze mnie przegapione i bardzo tego żałuję – bo jest to wielce fascynująca dziedzina.
Gdyby ktoś nie wiedział – jest to sztuka składania papieru, by w efekcie ma stworzyć trójwymiarową figurę. Oznacza to, że jest to przekształcanie wymiarów! Sztuka origami sięga okresu jeszcze sprzed 1. tysiąclecia, chociaż początkowo miało wymiar raczej religijny. Sam papier dotarł do Japonii z Chin, aczkolwiek Japończycy wprowadzili pewne swoje innowacje w jego produkcji. Origami przekształcało się wraz z upływającymi latami, wchodząc w poczet rozrywek prostszych ludzi. Przykładowo wraz z założeniem pierwszego przedszkola, origami zostało wyznaczone jako jedna z umiejętności, którą tam się ćwiczyło. Na początku XX wieku do origami zaczęto podchodzić naukowo – matematycznie obliczano wzorce i możliwości zagięcia co zaowocowało wieloma nowymi wzorami i metodami. Co ciekawe, japońskie origami dopuszczało cięcie i używanie kleju, chociaż teraz taka odmiana obecnie nazywa się kirigami. Zaś te ostre reguły, które tego nie dopuszczały, przyszły z Zachodu i weszły w kanon japońskiego origami.


Wspomniane wcześniej muzeum Origami Kaikan przybliżyły też mi postać osoby zwanej Wielkim Mistrzem Origami – Akira Yoshizawa 吉澤 章 (1911-2005). Według jego własnych estymat, stworzył ponad 50 000 różnych modeli origami, z których tylko kilkaset instrukcji zostało opublikowane w 18 książkach, które wydał za swojego życia. Mówi się, że wyniósł on origami z poziomu umiejętności do rangi sztuki. Patrząc na ilość, którą stworzył i czas który przeżył, nasuwa się pytanie, czy można go nazwać zatem właścicielem swoich projektów? Prawa autorskie i patenty w świecie origami są jednym z takich bardziej kontrowersyjnych kwestii i nie ma jasnej odpowiedzi co z tym zrobić.
Origami jest to taka pasja, która jak cię wchłonie, to masz ogromne pole do eksperymentowania. Szczególnie, że zostały wprowadzono różne nowe metody składania papieru – jak chociażby formowanie na mokro, czy też budowanie konstelacji – więc oprócz aspektu czysto estetycznego można tam znaleźć wyciszenie wysiłek umysłowy. No i satysfakcję z budowania czegoś własnymi rękami. Mam wrażenie, że przegapiłem ten moment, kiedy byłem nastolatkiem i miałem dużo wolnego czasu ale emerytura może dać akurat wystarczająco miejsca żeby się nad tą pasją pochylić. Chociaż z tym czasem, to może nie szarżujmy – przy czwórce dzieci aż boję się kiedy przyjdzie czas wnuków.





Shinjuku Golden Gai
Czy ja wspomniałem, że Geocaching zaprowadza nas w bardzo ciekawe miejsce? Otóż i tym razem dzięki niemu trafiliśmy na japoński smaczek (inny niż sushi). Jest nim Shinjuku Golden Gai – jest to dosłownie 6 ciasnych uliczek zabudowane dookoła wieżowcami i nowoczesnymi budynkami. Te 6 alejek jest bardzo wąskich, budynki mają do dwóch pięter, i doskonale oddają to jak Tokio i inne japońskie miasta wyglądały w przeszłości. Szerokość zaułków pozwala na przejście dwóch, może trzech wąskich osób obok siebie (albo jednego zawodnika sumo), ale już przesmyki pomiędzy tymi uliczkami pozwalają na przejście tylko jednej osoby (ćwierć zawodnika sumo).




W obrębie tych sześciu alejek znajduje się ponad 200 barów, pubów, kawiarni, restauracji i klubów spotkań. Są to bardzo małe przestrzenie, zatem w niektórych miejscach mieści się maksymalnie po cztery-sześć osób, do niektórych wejść z ulicy nie można, ponieważ trzeba zostać zaproszonym przez kogoś ze stałych bywalców. Chociaż są miejsca, które próbują ściągnąć turystów do siebie. Te kawiarnie, restauracje i puby są miejscem spotkań elit, artystów, myślicieli – istna Bohemia. Jednocześnie jest to teren prywatny, to oznacza że kategorycznie nie wolno tam kręcić filmów czy robić fotografii bez pozwolenia zarządzających. Chociaż my sobie zdjęcie zrobiliśmy – w ogóle tego nie byliśmy świadomi.
Jest to jedno z takich miejsc, które bardzo do nas trafia, może wyglądać odpychająco, może wyglądać niebezpiecznie, ale ma swojego ducha i ma coś nietypowego do zaoferowania. Nie pchaliśmy się z dziećmi do żadnej restauracji, czy pubów – jedynie przeszliśmy przez ten obszar. Zabudowa dała wyobrażenie, że Tokio przed remodelingiem wyglądało zgoła inaczej.





Lolita Fashion
Japonia ma bardzo specyficzną mieszankę kulturową. Z jednej strony jest to kraj samurajów, honoru, gejszy, bardzo ostrych reguł zachowania, zasad których złamanie rzuca cień na ich łamiącego jak i całą jego rodzinę nie wiadomo ile pokoleń wstecz. Z drugiej strony jest to kraj mangi, anime – postaci, które są wszechobecnie używane zarówno przez młodych i starych w aspektach prywatnych, nieformalnych – ale również w środowisku poważnym i oficjalnym, biznesowym czy politycznym. Objawia się to też doborem ubrań, ponieważ na ulicach można spotkać zarówno ludzi ubranych w kimona, ale można też znaleźć ludzi przebranych za postacie z anime.

Albo po prostu ubrane jako słodziutkie, obwieszone falbankami dziewczyny. Strojach, które w naszym zachodnim postrzeganiu raczej zarezerwowane są dla kilkuletnich dziewczynek, które mają fazę księżniczki. Zaś w Japonii są to dorosłe osoby, które zdecydowały się po prostu, że tak się będą nosić. Jest to wręcz cała subkultura. Dlatego gdy spacerowaliśmy mogliśmy dojrzeć grupki dziewczyn ubrane właśnie w takie stroje, które dla niezorientowanej osoby sugerowałoby jakieś wydarzenie z cosplayem (czyli przebieranie się za postacie z filmów bajek i gier), a okazuje się że tak się ludzie noszą na co dzień. Nie wiem kto komu zrobił więcej zdjęć, my im, czy one dużej europejskiej rodzinie. Chyba najciekawszą wariacją tej subkultury jest muzułmańska wersja, ponieważ są to kobiety z zasłoniętymi włosami, nogami, rękami, a jednocześnie są w różu z falbankami i z pluszakiem pod pachą. To jest dopiero dysonans poznawczy.











Dodaj komentarz