[百十二 ] 112 (hyaku jū ni)
Podróżowanie w kamperze jest świetne – daje ogrom możliwości, swobody i wolności wyboru drogi. Jednak pojawiają się prozaiczne problemy, które w świecie kempingów wyrastają do ogromnych rozmiarów. Tak jest na przykład z kwestią kąpieli (bo u nas pod prysznicem to stały jedynie bagaże)…
Onsen
Japońska wersja gorących źródeł nazywa się Onsen. Z racji położenia na aktywnie wulkanicznym obszarze, miejsc z gorącymi wodami w Japonii jest pod dostatkiem. Kultura kąpieli w łaźniach jest więc średnio-głęboko (“średnio” bo onseny zazwyczaj są płytkie) zakorzeniona w społeczeństwie. Publiczne łaźnie znajdują się prawie na każdym kroku wszelkich miast, trzeba tylko wiedzieć gdzie ich szukać. Wejścia kosztuje symboliczne kwoty a czas jest nielimitowany. Niektóre z nich są nawet całodobowe, sporo z nich ma wyjście na zewnętrzny zbiornik. Zazwyczaj do dyspozycji dostępne jest kilka basenów z różną temperaturą wody, zaś przed wejściem należy się dokładnie obmyć.

Kobiety i mężczyźni kąpią się osobno i nie jest to pływalnia – nie używa się strojów kąpielowych, każdy się prezentuje jak go bozia stworzyła (albo raczej jak ich natura ulepiła, jak to się ma rzecz w szintoizmie). Zostawia się swoje rzeczy w szafkach, a potem czas na “prysznic” który wygląda w ten sposób, że zasiada się przed lustrem na małym, azjatyckim krzesełku rodem z Wietnamu (Klakson grozy) i szoruje się ciało do zdarcia skóry. A przynajmniej tak robią lokalsi. Co prawda niepisana zasada publicznych natrysków mówi o tym by się nie gapić na innych, ale przecież kątem oka każdy coś podejrzy. Niebieska pamięta, że jedna Pani czyściła się jak my przyszliśmy i dalej to robiła jak wychodziliśmy.
Jest jeszcze jedno ograniczenie – nie ma wstępu z tatuażami! Wynika to faktu, że osoby z tatuażami bardzo często należały do mafii – yakuzy, ale także jest to kwestia symboliczna – onsen ma służyć oczyszczeniu, zaś zdobiona skóra zaburza równowagę (nie pytajcie mnie proszę w jaki sposób).
I tutaj dochodzimy do ściany – zarówno ja, jak i Niebieska, mamy tatuaże, więc zdarzyło nam się pocałować klamkę, gdy chcieliśmy skorzystać z przybytku. Raz nawet dzwoniliśmy by się upewnić, czy będziemy mogli wejść ale po tym jak pokazałem moją dziurę z Moai (to te wielkie posągi z Wysp Wielkanocnych) to zmienili zdanie. Swoją drogą wiemy, że łatwo nas pomylić z modelowym okazem azjatyckiej klasy robotniczej ale chyba jednak dałoby się po nas poznać, że z yakuzą mały niewiele wspólnego. Ale zasady to zasady, a te w Japonii są najbardziej zasadowymi z zasad (chemiczne skojarzenie zamierzone).
Na szczęście są wybrane miejsca, które dopuszczają tatuaże – zarówno publiczne łaźnie jak i prywatne (kashikiri-buro). Ponoć w niektórych łaźniach pozwalające zakryć tatuaże specjalnymi plastrami, a tradycyjne miejsca stają się bardziej liberalne w tej kwestii. Nie znaleźliśmy niestety “mapy” z onsenami nam sprzyjającymi, więc trochę działaliśmy po omacku.
#TravelTip: W opiniach google ludzie dzielą się miejscami, do których można wejść z dziarą. Działa także klasyczne pytanie w recepcji.





Raz zdecydowalismy się skorzystać z prywatnych onsenów – wtedy nie ma podziału na płeć – można wejść całą rodziną, ma się wówczas dedykowane pomieszczenie z własnym basenem, miejsce na prysznic, toaletkę, ręczniki etc. Było to jedna z najdroższych atrakcji w czasie całej naszej podróży po wyspie, na dodatek czas był ograniczony do godziny. Ale byliśmy gdzieś na trasie, pośrodku łąki, słońce prażyło a w kamperze nie było klimatyzacji. Mieliśmy zatem wybór: skorzystać i przepłacić albo podjąć ryzyko zagazowania się w naszym aucie/domu. Trochę jak Wybór Zofii, tylko bez holokaustu. Fakt, że wszystkim się podobało, dodatkowo mieliśmy okno z widokami a w recepcji była nawet strefa dziecięca. Polecielibyśmy to miejsce ale nie mamy pojęcia gdzie to było, jeśli powiemy, że otoczona była panieńskim rumieńcem gdzie dzięcielina pała to może ktoś skojarzy opis i coś podpowie? Tak jakoś w okolicy centralnej Japonii. O tutaj.
Raz znaleźliśmy publiczny obiekt w Tokio, który dopuszczał osoby wytatuowane.
Ja poszedłem z chłopakami i faktycznie – znalazły się tam osoby z całymi plecami pokrytymi malunkami irezumi1– czy to byli członkowie mafii – nie mam pojęcia, nie pytałem bo jeszcze bym stracił palca. Początkowo chłopaki mieli opory przed próbowaniem różnych basenów – ale pod koniec tylko przechodzili z zimnej wody do gorącej i z powrotem.
Dziewczyny mają oczywiście osoba łazienkę, nie jesteśmy pewni jak to wygląda w przypadku malutkich dzieci i płci przeciwnej rodzica. U nas każdy wziął grupę z zakresu swojego biologicznego gender pod pachę i był równy podział sił. Dużym plusem jest to, że nawet malutkie dzieci mają możliwość wstępu. Równie dużym stresem był potencjał “incydentu kałowego”, bo nawet niemowlaki nie mogą być w pieluchach do pływania. Na szczęście znamy się z Tamarą całe jej życie i jej dobowy rytm dnia i wszystkie czynności z nim związane był na tyle unormowany, że mieliśmy zaledwie jakieś 21,37 % szans na wpadkę. Niebieska w każdym razie trzymała rękę na pulsie i dziecko na rękach aby w razie czego uciec zanim młoda by nas “zhańbiła”.
Musimy jeszcze dodać, że największą fanką jest Aurora, która ciągle tylko dopytuje się, kiedy znów wybierzemy się do onsenów. Co rusz robi maślane oczy jak widzi zdjęcia. Jej wodna natura, umiłowanie ciepła i życie w zgodzie z naturą połączyły się tutaj w jedno, cudowne doświadczenie. Jest to jej ulubione wspomnienie z tego kraju, na równi z kapibarami a każdy wie, że Rora je uwielbia!
Po kilku dniach spania w ciasnym (chociaż pojemnym) kamperze, taka kuracja była po wielokroć relaksująca a i sen lepszy ponieważ źródła zawierają w sobie minerały.
- tradycyjny japoński ornament skórny ↩︎





Yakuza
Jak to jest być uznawaną przez rząd mafią? Wie Pan, nie ma tak, że dobrze czy niedobrze…
O Yakuzie wszyscy słyszeli – bardzo często obrazowana przez kinematografię – albo jako wytatuowanych mięśniaków na mokrych, wąskich ulicach Tokio, albo jako szaleni, bezimienni karatecy, którzy atakując grupą, podejmują walkę z głównym protagonistą jeden-na-jednego.


Ale te obrazy raczej już nie są zbyt aktualne – może jeszcze kilkadziesiąt lat temu…
Ale zacznijmy od początku.
Yakuza tłumaczy się jako – „dobry do niczego” albo bezwartościowy i wywodzi się z japońskiej gry w karty, gdzie ręka 8-9-3 (ya-ku-sa) jest właśnie najgorszym rozdaniem. Pochodzenie tej grupy nie jest znane. W swoim kodeksie bardzo dużo korzystają z zasad samurajów, co daje przynajmniej dwa potencjalne źródła ich początków. Albo wywodzą się z grup zbuntowanych samurajów bez pana (tzw. roninów), albo jako oddolna organizacja mająca chronić innych przed rzeczonymi właśnie roninami. Historycy wskazują na okres Edo.
Spektrum działalności jest zaiste imponujące. Zajmują się oni wymuszeniami, hazardem, porwaniami, napaściami, prostytucją, przemytem, handlem narkotykami, ale i tak są najbardziej znani zapewniania ochrony za niewielką, dobrowolną opłatą.
No dobra, ale jak to “mafia uznawana przez rząd”?
Yakuza widzi siebie jako “rycerzy”, którzy bronią słabszych i niejednokrotnie angażuje się w pomoc innym – jak chociażby akcje przekazania darowizn i zaopatrzenia ofiarom trzęsień ziemi i tsunami (jak trzęsienie ziemi w Kobe w 1995 roku, czy tsunami z 2011 roku). Dodatkowo charakter ich przestępstw przesuwa się w stronę tzw. “Białych kołnierzyków”, czyli mniej brutalnych przestępstw – bardziej przekupstwo niż przemoc, zasługując na miano jednej z najmniej morderczych grup przestępczych na świecie (jest się czym chwalić!).








Są bardzo głęboko zakorzenioną instytucją w japońskim społeczeństwie i jest postrzegane jako zło konieczne, które skutecznie temperuje impulsywnych i gwałtownych przestępców. Ale też posiadają bardzo rozległe interesy – również legalne – od świata rozrywkowego, przez IT, budowlankę, wymianę walut aż do samej polityki. W świetle prawa yakuza nie jest zdelegalizowana – co więcej – struktura organizacji, lista członków, siedziby – to wszystko jest wiadome policji, a nawet można znaleźć notatkę na wikipedii o yakuzie, gdzie można zobaczyć strukturę danej grupy i listę ich członków. Nawet mają swoje media, czy wydają komiksy o swojej działalności! Definitywnie niestandardowy, przestępczy model biznesowy.
Wróćmy jednak do obrazu członków tej organizacji w świadomości międzynarodowej – trafimy na człowieka z wytatuowanym ciałem i często obciętym małym palcem. Obcinania palców nie stosuje się już zbyt często (za bardzo się człowiek wyróżnia), chociaż tu warto wspomnieć, że rozróżniało się dwa powody obcinania członka – “palec martwy”, gdy traciło się go za długi lub przewinienia, lub “palec żywy” – gdy oddawało się swój palec w czyimś imieniu.
Tatuażów również jest coraz mniej, ale warto wspomnieć, że te również mają swoje znaczenie. Przede wszystkim świadczyły o “byciu twardym” – wszak tatuowanie jest procesem bolesnym, zaś zamalowanie całych pleców to nie mała sesja. Najistotniejsze jednak jest sama symbolika przedstawiona na dziarach, które mogą przedstawiać pojedyncze postacie z folkloru, buddyzmu, teatru kabuki, czy przedstawieniowe z drzeworytów ukiyo-e, sakury czy kwiatów. Ale są również w postaci całych historii. Z popularniejszych motywów są smoki, karp koi, tygrys, feniks, oni (demony), hannya (maska z teatru kabuki przedstawiającą kobietę opętaną zazdrością i gniewem).


Mocna fascynacja yakuzą – wraz z akcjami ocieplającymi jej wizerunek zmusiło rząd do forsowania nowego określenia – bōryokudan („grupy stosujące przemoc”) i tak też jest często określana.
Jeśli ktoś jest zainteresowany znalezieniem ich siedzib, niech wypatruje na budynkach tabliczek o tym informujących, a także budynków z przyciemnionymi oknami i czarną fasadą. Ale warto zwrócić uwagę, że jakoś przed tymi budynkami jest znacznie mniejszy ruch…
Zamek w Nagoi
Podczas naszych kamperowych wojaży zajechaliśmy aż do Nagoi, byliśmy w drodze pomiędzy skansenem w Toyocie a cesarskim Kioto. Przybyliśmy już bardzo późnym popołudniem, więc gdy tylko zaatakowaliśmy zamek, odbiliśmy się od zamkniętych wrót. Powstrzymaliśmy chęć forsownego zdobycia twierdzy, a zamiast tego ruszyliśmy wzdłuż okalających go murów, by przynajmniej z tej perspektywy zobaczyć, co to za cudo. Dzieci i tak potrzebowały rozprostować nóżki, dodatkowo: cóż może być bardziej romantycznego niż spacer nad jeziorem o zachodzie słońca.


A jest na co patrzeć – Zamek w Nagoi to jeden z najważniejszych budowli z czasów Edo. Jego zadaniem była kontrola drogi łączącej Edo z Kioto i mieścił boczną linię rodu Tokugawa.
To, co obecnie oglądamy jest jedynie rekonstrukcją, ponieważ budowla została niemal w całości zniszczona podczas bombardowań amerykanów w 1945 roku. Ale została odbudowana za pomocą tradycyjnych technik (poza żelbetową podstawą) i prezentuje się bosko!
Przypominamy, że kręciliśmy się tam w okolicach Sakury, więc widoki mieliśmy dodatkowo doprawione.
Charakterystycznym elementem budowli są złote shachihoko 金鯱 na dachu głównej wieży – mityczne stwory przypominające tygrysa z rybim ogonem. Siedzi sobie na dachu, ponieważ chroni budynki przed pożarem i potrafi sprowadzać deszcz.
Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie spróbowali upolować kilka keszów (geocaching.com), które zagnieździły się w okolicach zamku, ale należy wspomnieć, że nasze pociechy również same z siebie dostrzegły wyjątkowe piękno obrazu, który się przed nami malował.
Po krótkim spacerze, czekała nas dalsza podróż. Niby trasa nie jest długa ale jazda kamperem ma swoje znaczne ograniczenia. W ostatniej też chwili przypomnieliśmy sobie, że w mieście (Kioto) może być trudno o miejsce parkingowe i trzeba by znaleźć i zarezerwować jakiś postój zawczasu. Zanim zatem wyruszyliśmy spod zamku to jeszcze przebraliśmy dzieci w piżamę, wiedzieliśmy bowiem, że łatwiej będzie przerzucić półprzytomne ciała niż wybudzać je i ponownie usypiać. Wszystkie drobne elementy rodzinnej układanki nie wydają się wielką sprawą ale w trasie najważniejsza jest organizacja, inaczej jakieś dziecko mogłoby się nam zapodziać po drodze (najpewniej byłby to Makary, ma do tego ciągoty).
W każdym razie (w tempie wolniejszym niż zamierzone) Kioto, nadchodzimy!










Dodaj komentarz