[百 三] 103 (hyaku san)
Tak się przypadkowo złożyło, że wpis poświęcony Sakkurze będzie pisany, gdy dookoła trwa nasz europejski odpowiednik tego czasu.
Sakura
Po japońsku określana jedny znakiem 桜 a oznacza dosłownie wiśnię, lub kwiat wiśni. Ale to coś znacznie więcej – to drzewo symbol, którego podziwianie przeistoczyło się w formę festiwalu zwanego hanami. Jest to czas w roku bardzo mocno kojarzony z Japonią. Podziwianie Sakury w Nipponie było od dawna na naszej bucket list (lista rzeczy do zrobienia przed śmiercią). Bardzo czekaliśmy na ten moment, podróżowaliśmy od wielu miesięcy i w kwestii pogody do tej pory zasadniczo oscylowaliśmy pomiędzy tropikalnymi deszczami a pustynnymi upałami, ale trochę nam się cniło za polską, swojską wiosną. I wtedy wjeżdża Sakura, cała na biało-różowo i w dodatku na końcu świata.

Najbardziej powszechną odmianą wiśni w Japonii jest somei-yoshino – charakteryzująca się białymi płatkami kwiatów z minimalnym różowym zabarwieniem. Motyw kwiatu jest wszechobecny w kulturze i sztuce – wystarczy wspomnieć o drzeworytach, motywach wyszywanych na kimonach, mandze, anime, poezji, a nawet w kulinariach – bardzo popularne jest używanie w deserach (ciastka sakura-mochi, sakura-anko-mushipan, galaretki sakura-yokan czy lodach). Jest również używane jako żeńskie imię. Motyw sakury wykorzystywany był również za czasów II Wojny Światowej, gdzie piloci kamikaze malowali kwiaty wiśni na samolotach, zaś po przegranej w 45’ spadający płat wiśni symbolizował ich oddane życie dla cesarstwa i cesarza.
Zatrzymajcie się i wyobraźcie sobie całą alejkę drzew wiśni, każda gałązka obdarzona pięknym kwieciem, aż uginają się gałęzie od tego piękna. A teraz zawiewa mocniejszy wiatr i masz wrażenie, że przyszła zima i pruszy wielkimi płatkami śniegu.





Kwitnienie Sakury to czas święta Hanami, czyli moment podziwiania kwitnienia, zatrzymania się nad ulotnością życia i okazja do spędzenia czasu z rodziną i przyjaciółmi. To czas, który nie ma sobie wrogów, bo jest świętem piękna i ulotnych chwil życia. To coś, co przyciąga miliony przed ekrany telewizora, by śledzić pogodę. Tak – specjalne wydanie pogody, które śledzi tzw. Front Kwitnienia. Od lutego do ostatniego opadniętego płatka japończycy śledzą informację o tym, gdzie zaczynają się pojawiać pąki, a gdzie już przekwitły.
Jeszcze przed przylotem trzymaliśmy rękę na pulsie i sami zaczęliśmy śledzić japońską aurę, żeby czasem plan uknuty rok wcześniej nie spalił na panewce. Apogeum i pełny rozkwit trwa bowiem zaledwie około tygodnia.
#TravelTip: Sakura zaczyna się końcem marca (południe) i trwa aż do początku maja (północ) więc kwiecień da nam 100 % pewności, że gdzieś drzew się zaróżowią.
W informacji turystycznej znaleźliśmy mapkę, która pokazywała rejony kraju z podziałem na przewidywane terminy kwitnienia. Innym razem wpadła nam do rąk darmowa gazetka, w której załączona była mapka okolicy z zaznaczonymi drzewami wiśni i proponowanymi trasami spacerowymi (pan który je rozdawał otworzył nam od broszurę od razu na stronie w języku angielskim).





Tegoż dnia wybraliśmy się nad Rzekę Kandę. Nic Wam ta nazwa nie musi mówić – dopiero co ją na mapie odnalazłem. Poszliśmy w kierunku Pałacu Cesarskiego. Wyszliśmy z metra na stacji Ichigaya Station 市ケ谷駅 i odpaliliśmy aplikację geocachingu (dla niezorientowanych, to gra, gdzie poszukuje się poukrywanych po świecie skarbów, a w Tokio są ich tysiące – dosłownie) i ruszyliśmy na polowanie. Ale zanim to nastąpiło – złapaliśmy matchę latte w pobliskim 7-eleven.
Zaraz po przejściu przez ruchliwą drogę i most, znaleźliśmy się na początku deptaka (a przynajmniej takie sprawiał wrażenie). Wiódł on wzdłuż wspomnianej rzeki Kandy, i był bosko obsadzony wiśniami z białymi płatkami i piknikującymi grupami japończyków . Nasza ścieżka keszowa wiodła daleko przed siebie, ale my w pewnym momencie odbiliśmy „w głąb lądu”.




Dotarliśmy do ukrytego za murem fragmentem ogrodu (z ukrytym keszem rzecz jasna). Skorzystaliśmy z okazji i przeszliśmy przez jego centrum – które okazało się być świątynią szintoistyczna Yasukuni Jinja 靖國神社 – obsadzoną wiśniami w hołdzie poległych żołnierzy. Jest to dosyć nietypowa świątynia – jako jedna z niewielu ma swój portal Torii skierowany nie od strony południowej. Jest też źródłem kontrowersji – w tak zwanej Księdze Dusz, czyli liście umarłych, zapisanych jest 1068 postaci, które zostały skazane za zbrodnie przeciw ludzkości w Międzynarodowym Wojskowym Trybunale dla Dalekiego Wschodu (odpowiednik procesów norymberskich). Te Procesy Tokijskie same w sobie były kontrowersyjne, bo ludzie przydatni aliantom jakoś zdobywali immunitety (jak też było w przypadku nazistowskich naukowców) – ale zbaczamy z tematu. Dość powiedzieć, że każdorazowa wizyta polityków w tym miejscu kończy się napięciami społecznymi.
Ale my o tym nie wiedzieliśmy – weszliśmy po prostu do jakiegoś ładnego miejsca (darmowe) i się nim zachwycaliśmy. A było czym – fakt, że poza chodnikami ziemia zasypana była drobnym jasnym żwirem, z którego wyrastały ciemne drzewa obwieszone białym kwieciem dał wrażenie pewnej czystości i niebiańskości, a masywne, drewniane konstrukcje dopełniały mistycyzmu otoczenia. Definitywnie jeden z tych obrazów, które zostaną w pamięci. Naszym zdaniem jest to najpiękniejsze miejsce do podziwiania Sakury w Tokyo.
#TravelTip: Na tyłach kompleksu znajduje się Japoński ogród – polecamy zwiedzić, tylko trzeba się oddalić od szpaleru drzew wiśni.








Kolory Japonii
Kolory w kulturze Kraju Wschodzącego Słońca mają bardzo duże znaczenie (podobnie zresztą jak w domu w którym mieszka histeryczka sztuki) zatem winni jesteśmy słów kilka.
O różu (桃色 – momoiro) sakury wspominaliśmy – znaczenie ulotności, melancholii. Postacie w mandze, czy anime, które można określić “różowymi” często charakteryzują się delikatnością, pięknem i słodyczą.



Biały (白 – shiro) – tu nie ma zaskoczenia – główne znaczenie oscyluje wokół czystości i duchowości. Dlatego też panny młode noszą białe kimono. Po ślubie zaś zmieniają na kolor czerwony. Jest bardzo istotny w religii Shinto – noszony przez kapłanów, a niegdyś również podczas pogrzebów.
Czerwień (赤 – aka) to symbol szczęścia, życia, energii, ale także ochrony przed złymi duchami.
Czarny (黒 – kuro) – siła i tajemnica. Bardzo często idzie w parze z białym – przeciwieństwa, które tworzą harmonijny zestaw.



Granat (紺 – kon) – symbol rzemiosła, dyscypliny, spokoju. Można go powszechnie znaleźć chociażby na mundurkach uczniów, a kiedyś strojach samurajów. Ciekawym faktem jest, że to był zasadniczo jedyny kolor, którym normalni ludzie mogli się oblec. Barwnik był tani i do tego miał właściwości antybakteryjne. W okresie Edo (siogunat Tokugawa) rząd wprowadził surowe ograniczenia w tej kwestii – kolory świadczyły o statusie społecznym i za nie przestrzeganie tych praw można było się spodziewać kar. Wymóg stonowanych, nie krzykliwych strojów wzbudził cichy bunt – zaczęto stosować taktykę ‘ukrytego luksusu’ – na zewnątrz ubrania miały wymagane barwy, za to podszewki były bardzo bogate. Być może te zakazy zaowocowały japońskimi tendencjami do skromności i elegancji.
Były też kolory zakazane – jak złoto i żółty (黄櫨染 – kōrozen) – zarezerwowane wyłącznie dla cesarza (nawet najbliższe otoczenie nie mogło ich nosić), lub purpura – dla bogaczy i arystokracji. Takie praktyki wzmacniały hierarchizację społeczeństwa, aczkolwiek teraz jest to już pieśń przeszłości.
Można za to zaobserwować sezonowość kolorów. Przykładowo na wiosnę nosi się różowy i jasno zielony, latem niebieski i biały, jesienią pomarańczowy i czerwony, zaś zimą – czarny, biały i złoty.
Dlatego jak już wybierzecie się na wyprawę do Japonii i wypożyczycie sobie kimono, to będziecie już wiedzieć jaki kolor Wam odpowiada i co o Was mówi (albo będziecie mną i weźmiecie po prostu coś, co nie jest do połowy łydek).








Tokio Niebo-Drzewo
A na chwilę zejdźmy z estetycznych tematów i pomówmy o wcale-nieukrywającą-się-a-totalnie-górującą-nad-wszystkimi wieżą. Nazwa wybrana w krajowym konkursie nazwa Tokyo Skytree 東京スカイツリー, Tōkyō Sukaitsurī) nieźle oddaje charakter konstrukcji – drzewopodobne coś sięgające nieba. Zbudowana w 2012 roku (29 lutego), ma 634 metry wysokości, co czyniło ją w chwili otwarcia trzecią najwyższą budowlą na świecie. Co ciekawe, wysokość też nie jest przypadkowa – jeśli rozbić ją na cyfry, to dostaniemy 6 (mu), 3 (sa), 4 (shi) co odpowiada „Musashi”, która to była historyczną prowincją obejmującej m.in.. okręg metropolitalny Tokio, w której ta wieża stoi.



Mijaliśmy ją niejednokrotnie i rozważaliśmy nawet się nań wybrać – z racji naszych doświadczeń choćby w Malezji, ale jednak pozostaliśmy przy poziomie gruntu tym razem (jest zbyt dużo do zobaczenia, by tracić czas na powtórne doświadczenia).
Jest to obiekt ciekawy pod względem inżynieryjnym, bo w kraju tak często nawiedzanym przez trzęsienia ziemi, budowanie wysokich obiektów jest średnio wygodne. Ale tutaj zastosowano metodologię zainspirowaną wiekowymi rozwiązaniami przy budowie japońskich pagód – poprzez zastosowanie masy bezwładnościowej przebiegającej przez jej środek. Jest to ogromny, żelbetonowy słup, który przez swoją masę ma inną częstotliwość drgań własnych. Jest ona tak dobrana, by móc niwelować drgania zewnętrznej konstrukcji swoimi ruchami – a te są też ograniczone ogromnymi, olejowymi tłumikami drgań – by nie uszkodzić konstrukcji poprzez zderzenie z zewnętrzną konstrukcją. Innymi słowy to taki wielki dzwon, którego masywne serce ma ograniczone ruchy – by nie zadzwoniło.
Zdecydowanie była to ulubiona konstrukcja Baltazara i wszystkie dzieci – ze skrzywionym przez nas postrzeganiem świata – krzyczały Žižkov věž” na jej widok.







Dodaj komentarz