[百九] 109 (hjaku kjuu)
Wyruszyliśmy z Tokio – ale nie powiedzieliśmy w jaki sposób! Otóż postanowiliśmy wynająć sobie kampera, by mieć swobodę podróżowania. I taką też mieliśmy!
Kamperem w świat
Pewnie teraz myślicie, że pakowanie się w szóstkę do ciasnego pudełka na kółkach to szaleństwo. I pewnie macie rację, ale my mieliśmy szczęście – nasze dzieci były bardzo zachwycone ideą spania w kamperze. Zresztą posiadanie domu na kółkach jest wysoko na naszej liście pożądania, mamy w planach kiedyś jakiś wygrać.

Był to pomysł Niebieskiej, która miała okazję porozmawiać z jedną matką, która była wcześniej w Japonii z trójką swoich dzieci – od której wypłynęła inspiracja.
Podobnie jak z mieszkaniem – również z kamperem lekko się spóźniliśmy z rezerwacją – wszak to okres Sakury, więc idealny czas, by przemierzać kraj i śledzić front kwitnienia wiśni. Dlatego zajęło nam trochę czasu zanim udało się znaleźć wóz dostępny do wypożyczenia w danym terminie, który były wystarczająco duży, by nas pomieścić. Wystarczy dodać, że doszliśmy do drugiej strony wyszukiwarki w google! Ale się udało – skorzystaliśmy z usługi firmy https://tokyo-rv.com
Nie jest to tani biznes, ale zdecydowanie warty spróbowania.
Nasz pojazd miał pewne ograniczenia – nie było bieżącej wody – w związku z tym nie było możliwości korzystania z wbudowanego prysznica ani toalety. Ale wyszło nam to na dobre! Trudno było sobie wyobrazić, gdyby wszyscy skorzystali… a tak przynajmniej zmieniliśmy toaletę w przechowalnię bagaży (a mieliśmy wszystkie ze sobą – dwa wielkie plecaki podróżne i wózek).
Dodatkowo wynajęliśmy pościele i zestaw do przyrządzania jedzenia: garnki, kubki i talerze, czajniczek, palnik gazowy (naboje do tego palnika można łatwo znaleźć w sklepach 7-eleven i podobnych), sztućce, noże i deska do krojenia. W środku mieliśmy piętrowe łóżko, podwójne łóżku na wysokościach, przestrzeń do pracy (biurko) która na noc zamienia się w łóżko, minikuchnię z minilodówką. Dla Tamary nawet udało się zdobyć fotelik dziecięcy! Zgodnie z kulturą japońsko-polską przed wejściem do środka należy ściągnąć obuwie.


Kamperowe wskazówki
Wynajem i przejazdy
By wynająć kamper w Japonii potrzebne są: paszport, karta kredytowa (może przejdzie debetowa), a także międzynarodowe prawo jazdy konwencji genewskiej. O tym ostatnim już wspominaliśmy kilkakrotnie, ale przypomnimy:
#TravelTip: Międzynarodowe prawo jazdy (konwencja genewska i konwencja wiedeńska wydawane są osobno) kosztuje 35 zł i wyrabiane jest od ręki w Starostwie. Warto sprawdzić, czy kraje, na które dana konwencja pozwala, pokrywają się z waszym planem podróży!
#TravelTip: Foteliki w wypożyczalniach kamperów nie są popularne więc dobrze pomyśleć o tym zawczasu. Nie ma oczywiście żadnych isofixów, trzeba się się trochę nagimnastykować by fotelik był dobrze przymocowany.
Ruch na wyspie odbywa się po lewej stronie, ale nie ma czego się obawiać – proces przyzwyczajania jest bardzo szybki, a z naszego doświadczenia wiemy, że trudniejszy jest powrót do prawej strony.


Warto pilnować ograniczeń prędkości, ponieważ mandaty w Japonii są bardzo wysokie (pokłosie nielegalnych wyścigów drifterskich) chociaż kamperem i tak się nie da rozpędzić. Na tolerancję na promile we krwi też nie można liczyć.
Przejazd autostradami jest płatny, ale warto się zainteresować systemem elektronicznych opłat za przejazdy ETC – wypożyczalnia proponuje takie wyposażenie, jest to karta umiejscowiona w specjalnym czytniku w samochodzie. Płaci się wypożyczalni po oddaniu kampera, system przesyła rozliczenie do właściciela pojazdu i w ten sposób na końcu dostajemy podsumowanie płatności. Jest to bardzo wygodne.
Chyba, że ma na podorędziu dzieci które mają lepkie rączki. W którymś momencie okazało się, że Aurora (siedząca w pierwszym rzędzie) zaczęła bawić się tą kartą. Zbiegło się to akurat ze zjazdem z autostrady. Przez przypadek i w stresie (auta już czekały za nami by przejechać przez bramki) źle włożyłem kartę do czytnika. Wtedy trzeba liczyć na dłuższy postój przy bramkach i próby dogadania się przez głośnik z nie mówiącą po angielsku obsługą. Po jakimś czasie na szczęście przyszedł żywy człowiek który zmaterializował się znikąd i mogliśmy już „swobodnie” porozmawiać przez translator google. Przepuścili nas przez bramki, kazali zaparkować za nimi i już na spokojnie odkryli przyczynę problemu.


#TravelTip: W takim przypadku zostaniecie poproszeni o nazwanie miejsca, gdzie wjechaliście na autostradę – dlatego warto mieć włączone w telefonie śledzenie aktywności. Być może będzie to dla kogoś przerażająca myśl o Wielkim Bracie, który śledzi każdy nasz krok, ale będąc w tak stresowej sytuacji, jest to nieopisana pomoc.
https://www.google.com/maps/timeline – ten link zabierze Was na Waszą Oś Czasu.
Parkowanie i spanie
W Japonii jest bezwzględny zakaz dzikich kempingów. Ale nie bójcie się – jest gdzie się zatrzymać.
Są 3 opcje:
- 1. Płatne pola kempingowe
Płatne pola kempingowe i dedykowane parking z najróżniejszymi formami płatności. W takich miejscach znajdziecie prąd do doładowania akumulatorów, łazienki pachnąc nowością, kosze na śmieci. Nie wiemy jak jest z kwestią możliwości uzupełnienia wody, lub zrzucenia szarej wody.
Miejsca te wyszukiwałem za pomocą tej mapki:
https://www.locationsmart.org/?tag=_collabo_kurumatabi_all&lat=37&lon=138&z=6
Jest bardzo bogata, każde z miejsc ma pokazane dokładnie w co jest wyposażone, ile jest miejsc parkingowych, ile kosztuje nocka, numery kontaktowe, strony internetowe i wskazówki dojazdów. Jest to link, który trzeba mieć zawsze pod ręką! Minusem tej strony jest bardzo nieprzyjemny interfejs dla telefonów komórkowych.


Problematyczne jest to, że każdy oferujący parking dla RV (Recreactional Vehicle – skrót do zapamiętania!) ma swój system rezerwacji miejsca. Raz tylko zdarzyło nam się spotkać człowieka/stróża który sprawował pieczę nad parkingiem, generalnie wszystko jest zautomatyzowane. Czasem wystarczy zjawić się na miejscu, czasem trzeba zadzwonić, ale najczęściej jest to kwestia rejestrację przez dedykowane strony. I o ile jest to do przejścia, to są miejsca z automatyczną bramką, która otworzy się na podstawie tablicy rejestracyjnej. A te mają swoje japońskie szlaczki. Moim pierwszym podejściem była instalacja japońskiej klawiatury w telefonie i próba znalezienia najbardziej przypominającego kształtem znaku, ale nie jest to wykonalne – ponieważ wprowadzanie azjatyckich znaków w telefonie polega na składaniu znaku z pojedynczych elementów – dla kogoś niezaznajomionego z tym systemem pisma nie do przejścia.
#TravelTip: Dlatego mam małą sztuczkę – współczesne telefony mają możliwość rozpoznawania tekstu – wystarczy zrobić zdjęcie tablicy rejestracyjnej i przycisnąć odpowiedni (vide zdjęcia) przycisk, by następnie skopiować tekst.


Raz musiałem się nawet zarejestrować do jakiegoś klubu przyjaciół i pasjonatów starych pojazdów, ale nie udało mi się przejść przez cały proces, więc zdecydowałem się na inny parking.
Podróżowaliśmy kamperem łącznie prawie dwa tygodnie więc widzieliśmy różne parking i każdy miał coś innego do zaoferowania. Przykładowo jeden był wręcz całym kompleksem z różnymi możliwościami rekreacyjnymi – boiskami, placami zabaw, miejscami na grilla i tak dalej. Nie przyszło nam z nich korzystać, bo przyjechaliśmy późnym wieczorem, a do tego padał deszcz, więc wszystko było mokre. Ale skorzystaliśmy z prysznica, który swoją czystością przewyższał te na ekspozycjach w sklepach. To było takie przyjemne! Dodatkowo: na miejscu są do powszechnego użytku szampon, mydła, suszarki i kapcioszki.
Innym razem zatrzymaliśmy się przy prywatnym domu/restauracji, gdzie nie było nikogo. Dosłownie, nikogo z obsługi, kto by nas mógł przyjąć, czy chociażby przyjąć zapłatę! Spędziliśmy tam nockę, a dopiero rano ktoś się pojawił – tu była możliwość zostawienia śmieci za dodatkową opłatę. A kwestia śmieci, to jeden z najbardziej uciążliwych kwestii w Japonii (jak wspominaliśmy w pierwszym wpisie).
#TravelTip: Sklepy 24godzinne typu 7-eleven mają kosze na śmieci, z których można skorzystać, jeśli się człowiek zachowuje odpowiednio naturalnie i nie zwraca na siebie zbyt dużej uwagi. Wychodzi z nas polski Janusz ale nie zawsze istnieje alternatywa.


Inną ciekawostką była kwestia dostępu do prądu. Niestety nasz kamper nie miał opcji ładowania akumulatorów, z jakiegoś powodu były osobne obwody od akumulatora potrzebnego do obsługi samochodu, a osobne dla akumulatorów od wyposażenia kamperowego. Jest to bardzo dziwny układ i bardzo irytujący, bo dodatkowo było takie ograniczenie, że gniazdka nie działały w trakcie jazdy. Oznaczało to że niebieska nie mogła pracować na komputerze gdy jechaliśmy, jeśli miała wyczerpany laptop, a po naładowaniu laptopa i telefonów, zostawało bardzo mało baterii żeby móc na przykład włączyć lodówkę. Dodatkowo system ogrzewania również zależał od tego układu, więc jeśli chcieliśmy się ogrzać to musieliśmy mieć dostęp do prądu. I tak niektóre z miejsc oferowały nieograniczony dostęp do gniazdek, A w niektórych trzeba było korzystać z dedykowanych, takich którymi można ładować sobie baterie w kamperze. I w przypadku tego parkingu gdzie wjazd był przez automatyczne bramki, dostęp do gniazdka również został zautomatyzowany, trzeba było wpisać specjalny kod przy gniazdku żeby go zdalnie uruchomić, więc bywało to całkiem skomplikowane. Tych niuansów na pewno będzie więcej, I na pewno nie widzieliśmy wszystkiego, ale trzeba się przygotować że będziemy musieli bawić się z różnymi systemami.
#TravelTip: W miejscach turystycznych często te parkingi są bardzo małe więc trudno o dostępność miejsc. Dobrze zarezerwować coś z wyprzedzeniem.
- 2. Miki-no-eki
Miki-no-eki Jest to system bezpłatnych miejsc postojowych rozsianych po całej Japonii. Jest ich ponad 1200 w kraju, i jest to zasadniczo połączenie takiego MOP-u, informacji turystycznej, miejsca z lokalną kuchnią, często miejsca z pięknymi widokami, z czystą toaletą i bieżącą wodą. Niekiedy daje możliwość zrzutu wody szarej, uzupełnienie wody czystej.
https://www.michi-no-eki.jp/search




A co najważniejsze jest to darmowe. Nie trzeba sobie rezerwować miejsca, Można zajechać kiedy się chce – chociaż o ile toaleta będą czynne, to restauracje i inne przybytki mogą być zamknięte. Najważniejszą zasadą jest, że jest to miejsce postojowe, a nie biwakowe. Nie można więc rozstawiać sobie krzesełek i stolików, nie można zajmować innych miejsc parkingowych żeby się rozłożyć, ale nie przeszkadzało nam to w przyrządzaniu sobie śniadań na palniku. Do dyspozycji jest mapa z punktami, o wiele lepiej zbudowana niż ta którą wcześniej pokazywaliśmy. Dodatkowo są to miejsca oznaczone znakami drogowymi informacyjnymi, więc można znaleźć takie miejsce postojowe idąc ich śladem. Korzystaliśmy z nich bardzo często, chociaż brak możliwości ładowania akumulatorów był uciążliwy. Niestety również jest problematyczna kwestia śmieci, i zdarzyło się nam widzieć górka śmieci w publicznej toalecie pozostawionych przez innych podróżnych.
- 3. Publiczne parkingi
Opcja numer trzy to parkowanie na miejscach parkingowych. Potencjalnie można mieć z tego powodu problemy, chociaż nam się nie zdarzyło żeby ktokolwiek się do nas przyczepił. Parkowaliśmy w Tokio, w Osace, Kioto i wszędzie nam się udało bez problemów przenocować na publicznym parkingu.
Musimy się tu przyznać że raz nagieliśmy system, ponieważ jednego wieczoru zostawiliśmy kamper na zamykanym parkingu i byliśmy gotowi skakać przez płot by się do niego dostać wieczorem. Ale Japończycy są na tyle sympatyczni, że za oknem kampera znaleźliśmy tylko karteczkę, z prośbą by nie zostawiać samochodu na noc, a do tego niedomkniętą bramę, pozwalającą nam wejść na teren parkingu. Jeśli chodzi o postoje w większym mieście (przykładowo w Tokio) są one oczywiście płatne, zaś kwestie pilnowania opłaconych godzin jest scedowana na automat. Działa to w ten sposób, że pod samochodem jest podnosząca się platforma, która automatycznie się podnosi, po upłynięciu czasu parkowania. Uniemożliwia ona wyjechanie z parkingu, więc chcąc nie chcąc trzeba opłacić czas. Ciekawe, że parkingów jest w Tokio naprawdę sporo, ale są to takie po 2-4 miejsca, powciskane gdzieś pomiędzy budynkami i bardzo często samochody stoją w rzędach zastawiając siebie nawzajem. Taka obserwacja…





Ale jak to policja?
Jazda kamperem po Nipponie nie jest bardzo wymagająca – większość znaków ma również nazwy alfanumeryczne, ludzie nie szaleją i jeżdżą zgodnie z przepisami. Nie miałem problemu z niechęcią, wrogością na drodze, czy agresywnymi zachowaniem innych kierujących.
Problematyczne było jeżdżenie po mieście, gdy na mapie wypatrzyliśmy potencjalny parking, by się zatrzymać, a okazywało się, że trzeba przejechać bardzo wąskimi uliczkami. Był taki jeden zakręt o 900, który do tej pory wspominam – prowadzący w dół uliczki z lekko pochyłą drogą. Trzeba było tak skręcić, by wziąć pod uwagę pochylenie pojazdu, i nie zahaczyć o znak – oj co się napociłem to moje – na szczęście robiliśmy to już nocą, więc nie było za mną kolejki zniecierpliwionych kierowców. Również trzeba wziąć pod uwagę, że wąskie uliczki wymuszają ruch jednokierunkowy – zdarzyło nam się, że poczułem się jak uwięziony w niekończonym się labiryncie bez wyjścia, gdy próbowałem bez GPSa znaleźć wyjście z uliczkowej matni.
Jestem kierowcą z rodzinnym SUVem, a zawodowo nie jeżdżę ciężarówkami, więc samochód wielkogabarytowy prowadzę bardzo rzadko.
Niestety nie obyło się bez szkód. Jeden z tych przypadków była sytuacja, gdy nocą, w deszczu po długiej trasie parkowałem na jednym z miki-no-eki. Cofałem na miejsce parkingowe i zapomniałem, że kamper ma też drabinkę z tyłu. Nie wziąłem pod uwagę jej wymiaru i zahaczyłem o zaparkowany obok samochód. Szkoda była bardzo mała – jedynie lekkie wgniecenie – ale wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, gdy z samochodu wyłonił się właściciel, który ewidentnie w tym samochodzie pomieszkiwał. Nie miałem zamiaru uciekać, więc to nie była kwestia przyłapania. I teraz wyobraźcie sobie taką sytuację – pierwsze czego człowiek się spodziewa to pretensje. A tu proszę – pełna kultura – razem z tym mężczyzną poszliśmy do przestrzeni wspólnej, by tam porozmawiać o sytuacji bez padającego na nas deszczu. Z jego pomocą skontaktowaliśmy się z ubezpieczalnią i zawiadomiliśmy policję (niezbędna wizyta, by ubezpieczyciel uznał roszczenia), która przyjechała i bez problemu spisała protokół. Może bez problemu to nadużycie, bo musiałem tłumaczyć gdzie w paszporcie jest moje imię, a gdzie nazwisko.
Dostałem kontakt do wydziału policji, który się tą sprawą zajął – fascynujące było oglądać jak Japończyk pisze te ichniejsze szlaczki na kartce papieru i bardzo się głowił by przełożyć to na alfabet łaciński.



Inną kwestią było rozbite przez mnie lusterko – dosłownie 2 zakręty przed zwróceniem samochodu do wypożyczalni. Niestety wystarczy na chwilę stracić czujność i proszę. Ale nie pomagał fakt, że wypożyczalnia była na osiedlu z wąskimi, jednokierunkowymi uliczkami na dojazd…
#TravelTip: Trzeba mieć na względzie, że ubezpieczenie ma swój „próg, od którego obowiązuje”. Oznacza to, że wszystkie szkody do pewnej kwoty pokrywamy z własnej kieszeni, nim wskakuje ubezpieczenie. Oznaczało to, że na koniec przyszło nam dopłacić niemały grosz.
Czy było warto? Absolutnie tak. Mieliśmy ogromny apetyt na Japonię, już po dwóch dniach użytkowania przedłużyliśmy wypożyczenie kampera bo wiedzieliśmy, że nie będzie nam mało. Standardowy koszt 6 osobowego trucka to cena w okolicach 600pln/noc.
Biała plaża z czarnym piaskiem
I ponownie wyskakujemy z lokalną legendą – wszak chyba nie ma lepszej metody zrozumienia zachowania mieszkańców, niż zagłębienia się w leżące u podstaw mapy moralnej opowieści z archetypami…
Historia, o której mówimy nosi tytuł Hagoromo 羽衣, czyli „Suknia z piór” i mówi o pewnym rybaku i niebiańskim bycie (na nasze potrzeby nazwijmy go aniołem). Przelatując nad Miho no Matsubara zachwyciła się (bo ten anioł to ona była) pięknem białych plaż i zielonych sosen rosnących przy jej brzegu. Postanowiła więc się tu zatrzymać i zażyć kąpieli. Ściągnęła więc swoją suknię z piór i powiesiła ją na jednym ze wspomnianych sosen. Przechodzący niedaleko rybak imieniem Hakuro zobaczył suknię. Zwinął ją z drzewa i odmawiał jej zwrócenia (bo pierwszy znalazł na na na na na), chyba, że anioł zatańczy dla niego niebiański układ. Nie mogąc bez sukni wrócić do nieba, Tennyo (天女) zgadza się na warunki i tańczy dla niego. Ten taniec jest powodem, dzięki któremu dzień przechodzi w noc. I wtedy również zapada zmierzch, zaś anioł wraca do niebios na promieniach księżycowego światła.





Mamy więc legendę z szantażem, podglądaniem i wymuszeniem – klasyczne opowieści z czasów, gdzie inaczej rozumiano pewne kwestie. Ale nie trzymajcie urazy do japończyków – ta powieść jest bowiem kolejnym powieleniem tak zwanego „Swan Maiden” ( po polsku „Łabędziowa dziewica” albo „Dziewczyna-Łabędź”). Jest to powtarzająca się historia w podaniach ludów z całego świata. Rzecz jasna różni się szczegółami – jak wyborem ptaka, miejscem spotkania, finałem – ale historia niebiańskiej istoty, która ściągnęła swoje ubranie, by zostać znalezionym przez mężczyznę, który ten strój bierze (i czasem niszczy), by później na przykład wziąć ją sobie za żonę – jest bardzo częstym motywem. Chociażby nasze słowiańskie rusałki można było do siebie uwiązać jeśli schowało się ich skrzydła/wianek/szatę. Zachęcamy do dalszego zgłębiania tematu we własnym zakresie (jak to łatwo zgubić się w gąszczu odnośników na Wikipedii).
Wróćmy do Miho no Matsubara 三保の松原 – jest to siedmio kilometrowa, czarna plaża z lasem sosnowym, jedno z najbardziej ikonicznych punktów do podziwiania góry Fuji. Wspomniana legenda zaś jest wystawiana jako dramat Nō 能 – i jest to najczęściej wystawiana sztuka w tym teatrze.
#TravelTip: Drugiego weekendu października w mieście Shizouka odbywa się festiwal Hagoromo – podczas którego wystawiana jest ta sztuka przy drzewie Hagoromo no Matsu – to jest ta sosna, na której anioł miał zawiesić swoje szaty. Termin warty zapamiętania!
Zajechaliśmy na parking niedaleko głównego deptaku wiodącego do wspomnianej sosny. Parking był darmowy, co też jest warte zanotowania, bo nie jest to jedyny raz, gdy się spotykaliśmy z faktem darmowymi postojami w zasięgu głównych atrakcji!
Definitywnie byliśmy w pozasezonowych godzinach i pozasezonowej pogodzie, bo ludzi było bardzo mało – mieliśmy więc teren dla siebie. Sosnowy „gaj” daje odczucie wiekowości, a ktokolwiek widział drzeworyty ukio-e takich artystów jak Hiroshige Andō (安藤 広重), czy Hukosai’ego na pewno potrafi sobie wyobrazić ten klimat – ziemistości, mgły, wiekowości, ciszy i zadumy.
Możliwe, że suma tych czynników była powodem, dla którego że w 2013 ten sosnowy gaj został dopisany do listy światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO jako część Obszaru Kulturowego Fujisan.


Z gaju wychodzi się bezpośrednio na czarno-piaszczystą plażę. „Ale jak to? Przecież legendy mówią o białym piasku!?” – zapytacie zapewne. Faktycznie – plaża ma czarny piasek dzięki wulkanowi Fuji, którego bazaltowe twory uformowały półwysep. Ciocia Wikipedia wspomina o jednym człowieku, który twierdzi, że biały piasek był dostarczany przez rzekę Abe, ale podczas budowania pobliskiej linii Shinkansen w latach 50. XX w. zbyt dużo tego piasku zostało wydobytych z tej rzeki, przez co ilości dostarczane do morza były zbyt niskie aby przezwyciężyć prędkość jego wypłukiwania i tak pozostaliśmy z czarnym osadem. Chciałem potwierdzić gdzieś tę informację, ale trop szybko się urywa, więc jeśli ktoś ma znajomego Japończyka – niech się zapyta o to w naszym imieniu.
Wypadliśmy tam i rzecz jasna – dzieci były zachwycone, a jednocześnie zawiedzione, że nie mamy ze sobą nawet jednej łopatki, czy wiaderka (ale te zostawiliśmy na Phuket, gdy opuszczaliśmy Tajlandię).
My z kolei próbowaliśmy znaleźć naszą Fuji, ale pogoda, na którą trafiliśmy skutecznie mam to utrudniała. Zdjęcia, które zobaczycie, trochę ją wyciągają z tła, ale wymagało to od nas użycia w aparacie trybu „dramatycznego” (czyli istnieją dramatycznie słabe warunki do robienia zdjęć?).
Serdecznie zachęcamy Was do zaglądnięcia w ten zakątek – a przed wizytą polecamy zanurzenie się w świecie drzeworytów ukio-e i twórczości Horoshige’go! Na miejscu znajduje się darmowa wystawa w centrum kultury, znajdującym się przy parkingu.










Dodaj komentarz