[108] 36 widoków na górę Fuji

[百八] 108 (hjaku haći)

Fuji (wybaczcie, ale wolimy taką pisownię niż polskie “Fudżi”, więc tak będziemy się do niej zwracać). Myślisz, że to tylko zwykła Góra, ale to zdecydowanie coś więcej, to symbol, To duma, to inspiracja. Porozmawiamy dzisiaj o świętej górze Fuji i wspólnie będziemy się nią zachwycać.

Święta góra Nipponu

Mont Fuji to najwyższy szczyt w Japonii, ma 3776 m n.p.m. a, że morze jest tutaj bardzo blisko to góra od podstawy obejmuje prawie całą swoją wysokość. Nazwa 富士山 Fuji-san, a szczególnie ostatni znak 山 sprawiają, że na tę górę mówi się zarówno Fuji-san a także Fuji-yama. Wynika to z faktu, że znaki w języku japońskim można wymawiać po japońsku i sinojapońsku (czyli wymowa zapożyczona z chińskiego). A końcówka -san jest przecież używana jako sufiks honoryfikatywny – czyli jest naszym odpowiednikiem grzecznościowego Pan/Pani (mówcie mi Adam-san). Zatem mamy Pana/Panią Fuji, jeśli musimy się trzymać założeń językowych.

W kwestii etymologii nazwy pojawiają się różne wersje, my wybierzemy tę, która nam najbardziej pasuje – a mianowicie pochodzącej z legendy.

Owa klechda pochodzi z okresu Heian (VIII – XII w n.e.) i opowiada o Księżycowej Księżniczce Kaguya. Została ona znaleziona jako niemowlak przez biednego zbieracza bambusów. Rosła ona bardzo szybko (jak bambus), była niesamowicie piękna i wręcz lśniła księżycowym blaskiem. Dom zbieracza (który już nie był biedny, bo zaczął znajdować kamienie szlachetne w bambusach) szybko otoczył kordon absztyfikantów, ale Kaguya nie chciała słyszeć o zamążpójściu. Poddała próbie pięciu śmiałków (po namowie rodziców), którzy jednak im nie sprostali. Po pewnym czasie, na tapecie pojawił się cesarz, który całkiem nieźle sobie radził w nawiązywaniu kontaktu z młodą pięknością. Jednak i jemu odmówiła ręki (a żniwa były), bo miała wrócić na księżyc, do swoich prawdziwych rodziców. Okazało się, że na Ziemi odbywała karę i najwyraźniej mogła wrócić wcześniej za dobre zachowanie. Przed odlotem z księżycowym orszakiem, przekazała cesarzowi eliksir nieśmiertelności i pożegnalny list. Ten kazał zanieść je na górę najbliżej nieba i tam je spalić. Dym z płonących pamiątek po friendzone sprawił, że ludzie nazwali górę 不死の山, Fushi-no-yama, gdzie fushi oznacza „nieśmiertelność”.

Imię Kaguya powinna brzmieć znajomo dla fanów mangi i anime „Naruto”.

W pogoni za Fuji

Z świętą górą spotkaliśmy się stosunkowo późno, bo dopiero w tydzień od przylotu do Japonii. Zasadniczo zobaczyliśmy ją na zjeździe z autostrady (wielopiętrowej, rzecz jasna), majaczącą w oddali, jak Tatry w Tarnowie. Nie było wiele widać, ale poczuliśmy to samo – jest! Ona tam jest i na nas czeka!

Ruszyliśmy zatem w jej stronę.  Spotkaliśmy ją wiele razy na naszej drodze, ale ciągle nam umykała, chowała się, uchylała tylko rąbka tajemnicy – jak wstydliwa panna na Nocy Kupały.

Ale przyszedł czas, że ją dogoniliśmy przy jeziorze Kawaguchiko przy miejscowości Fujikawaguchiko 富士河口湖町. Jechaliśmy wzdłuż jej podnóża szukając idealnego miejsca, by ją podziwiać.

I może Wam się wydawać trochę dziwna ta personifikacja, ale w kulturze japońskiej Fuji-san jest nie tylko piękną, najwyższą górą Japonii. Jest też symbolem harmonii i piękna – dzięki swojej niemal idealnej stożkowatości i symetrii. Jest też ważnym miejscem duchowym – miejscem zamieszkania różnych bóstw – dlatego wycieczka na szczyt ma przynieść oczyszczenie. Jest wszechobecna w sztuce – jak choćby w drzeworytach ukiyo-e. Jest dumą narodową jednym z najbardziej rozpoznawalnym symbolem Japonii.

Dlatego, gdy już dotarliśmy – ja starałem się nie przyglądać jej zbyt dużo, gdy szukałem miejsca parkingowego – całkowicie się nią zachwyciliśmy. I nie tylko my, ale dzieciaki również. Dość wspomnieć, że Baltazar wiedział o Fuji już wcześniej, a że łączy ona przynajmniej dwie z jego pasji (rzeczy naj- wyższe/szybsze/bardziej i Japonia), to również wypatrywał. I każde z dzieci wyraziło w pewien sposób swój zachwyt. Dlatego z radością pozowały do zdjęcia i ustawiały się tak, by się nie ruszać (hue hue). Ale ponowne usłyszenie od dziecka, że ta góra jest piękna, utwierdza, że się nie przewidzieliśmy.

Fuji stała się i dla nas ważnym totemem – odcisnęła się jak pieczątka na naszych sercach i już zawsze będziemy ją traktować jako jeden z totemów – kamieni milowych na naszej ścieżce życia (i jednocześnie “bucket list”).

Za każdym razem jak wyskakiwała znienacka podczas podróży przez Japonię wszyscy krzyczeli “FUJI!” a uśmiechy nie schodziły nam z twarzy do momentu aż się znowu schowała. A można ją zobaczyć czasem w naprawdę zaskakujących momentach na trasie. Zrobiliśmy jej więcej fotek niż całej rodzinie w kimonach. Jakby się dało to zapakowalibyśmy ją do bagażu i zabrali ze sobą – tak żeby „somsiad” patrzył z zazdrością. 

Nie jesteśmy jedynymi, którzy tak czują – jest ona od wieków inspiracją dla wszystkich – zarówno artystów jak i zwykłych zjadaczy ryżu.

I właśnie z tego powodu  2013 roku góra Fudżi (i jej otoczenie) została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO jako obiekt dziedzictwa kulturowego – święte miejsce i źródło artystycznej inspiracji.

#TravelTip: Tutaj namiar na punkt widokowy, na miejscu znajduje się duży, darmowy parking.

Starzec opanowany malarstwem

Wspominaliśmy o drzeworytach ukiyo-e – nie można zatem nie przywołać najsławniejszego twórcę tychże – Hokusai Katsushika 葛飾 北斎.

Ten niezwykle płodny artysta tworzył w okresie Edo i to zasadniczo jemu zawdzięczamy współczesne wyobrażenia o tej epoce. Był świetnym grafikiem, drzeworytnikiem, rysownikiem, ilustratorem, pejzażystą, karykaturzystą – uwieczniał współczesną sobie Japonię, gęsto zaludniał swoje obrazy postaciami, ale nie uciekał od malowania roślin czy widoków.

W drzewie ten ryt

Zaczął tworzyć w wieku 6 lat i działał aż do śmierci mając 84 lata. A szkoda, ponieważ – jak to sam określał – dopiero mając 73 lat pojął podstawy malowania roślin i zwierząt. Założył sobie czasową linię rozwoju – do 80 będzie poprawiał swój warsztat, do 90 będzie rozwijał ich głębię, mając 100 lat osiągnie boski wymiar, a przy 110 latach każda kreska i kropka wręcz będą żyły własnym życiem.

Według niego, wszystko co stworzył do 70 jest jedynie fraszką, ale dla wszystkich innych był inspiracją już za życia. Szczególnie mocno zainspirowali się nim europejscy impresjoniści jak Claude Monet.

Najbardziej znanym dziełem jest Wielka fala w Kanagawie – jeden z drzeworytów z serii 36 widoków na górę Fuji.

Przyszło nam ją zobaczyć na żywo, ponieważ wybraliśmy się do Osaka Ukiyoe Museum. I tak – widzieć oryginał w przypadku drzeworytu, to trochę nadużycie, ponieważ (dla niewtajemniczonych) drzeworyt taka metoda tworzenia obrazów, która polega na odbijaniu serii “pieczątek” w różnych kolorach (przepraszam każdego specjalistę za to barbarzyńskie uproszczenie). Zatem zobaczyliśmy jedynie jedną z odbitek, ale wciąż robiła wrażenie!

Bardzo ciekawe było zobaczenie, że to, co znamy, to jest któraś z kolei iteracja tego pomysłu. Wcześniejsze wręcz wydają się “prymitywne” z bogactwem ostatniej wersji.

Tytuł serii to 36 widoków na górę Fuji, ale faktycznie było ich 46. Ale i tak pod koniec życia Hokusai stworzył serię 100 widoków na górę Fuji, więc miał miejsce na to, by się wyżyć w tej kwestii.

Jego twórczość uosabia wspomniane ukiyo-e, więc by go lepiej zrozumieć, doprecyzujmy czym ono jest.

Takie tam drzeworyciki

Ukiyo-e

Styl ukiyo-e 浮世絵 (obrazy przemijającego świata) jest również filozofią stojącą w kontrze z buddyjską wizją świata, jako miejsca “przejściowego”, które można traktować jako “zło konieczne”, “karę” lub “smutny czas oczekiwania”.

Ta buddyjska wersja nosi nazwę, którą wymawia się dokładnie tak samo jak ukiyo-e, o którym rozmawiamy, ale zapisywana jest innymi znakami kanji (homonim – zapamiętać do krzyżówki – wyrażanie różnych znaczeń tymi samymi formami językowymi). Zaś omawiana kultura uwielbia życie w tym “przemijającym świecie” – jak chcecie, to możecie określić ją hedonistyczną.

W kontekście drzeworytów – to technologia dająca możliwość szerokiej dystrybucji przedstawień kurtyzan, aktorów teatru kabuki, pięknych i romantycznych widoków, które współgrają z takim myśleniem.

Technologia rozwijała się z latami i można wyznaczyć etapy historyczne, które wpływały i kształtowały nie tylko metodę wykonania, ale popularność, tematykę, czy nawet i ograniczenia dzieł. Zainteresowanych odsyłamy do cioci Wikipedii, ale zachęcamy do przeczytania wcześniej naszej “krótkiej historii Tokio”, by lepiej złapać kontekst.

Sumida Hokusai Museum

Absolutnie pierwszym miejscem które odwiedziliśmy w Japonii było tokijskie muzeum mistrza ukiyo-e. Jest to relatywnie “nówka” na mapie stolicy (otworzone w 2016 roku) utworzona w miejscu, gdzie urodził się i tworzył artysta, poświęcone jest tylko jego pracom. Lecieliśmy trochę na złamanie karku by zdążyć przed zamknięciem ale się udało, dzieci miały nadmiar energii więc obejrzenie całej wystawy nie zajęło nam zbyt dużo czasu.

Niebieska wyszła zachwycona chociaż z uczuciem niedosytu, ledwo liznęła tematu a trzeba było wychodzić. Dzieci natomiast wyszły zachwycone, bo mogły w końcu oddać się błogiej zabawie na placu zabaw który znajduje się przed muzeum.

Jedna odpowiedź do „[108] 36 widoków na górę Fuji”

  1. […] piękny pejzaż, chociaż tutaj ponownie najwięcej uwagi znów przyciąga majaczące w oddali Fuji. I trzeba dodać, że robi to na tyle skutecznie, że nawet XVIII wieczne (albo stylizowane na […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *