[088] Holi – Święto kolorów

Wyobraźcie sobie takiego śmingusa-dyngusa, tyle że oprócz wody rzucacie się kolorowymi proszkami. Rzecz jasna ubrania będą do wyrzucenia, ale jak zareaguje na to reszta społeczeństwa? Skoro kolorowe tęcze namalowane przez dzieciaki na chodnikach powodowały, że niektóre głowy się gotowały… No chyba, żeby używać tylko białego i czerwonego proszku? Problem, że jak się zmieszają to będzie różowe, a to jeszcze bardziej rani męska dumę. Szary! Tak to jest pomysł! Szary kolor nikogo nie obrazi! A nie, wróć – my już to mamy i zwie się Środą Popielcową…

Happy Holi!

Holi (होली) – zwane świętem kolorów, wiosny i miłości, to najbardziej znane hinduskie święto na świecie. Jest to celebracja nadejścia wiosny, niebiańskiej miłości pomiędzy Redną i Kriszną, a takż upamiętniające zwycięstwo Viszny w postaci Narasimy nad Hiranjakaszipu (łatwe do zapamiętania, nie?). Obchody zaczynają się wieczorem w czasie pełni wypadającej w miesiąc Phalguny w Indyjskim kalendarzu – wypada to gdzieś w pomiędzy lutym a marcem.

I can see you!

Holi jest też punktem na tak zwanym „bucket list” Niebieskiej (czyli liście rzeczy do zrobienia przed dziećmi… a nie, sorki – przed śmiercią – nie wiem skąd ta pomyłka). Udało się już nam świętować karnawał w Rio de Janeiro, Dzień Świętego Patryka w Irlandii (czterokrotnie), więc będąc w tej części świata nasza podróż została dostosowana pod kalendarz hinduski. Z innych ciekawych przeżyć to raz spędziliśmy sylwestra na Białorusi socjalizując się z lokalsami.

Ale wracając: Jak więc się świętuje Holi?

Wszystko zaczyna wieczór z pełnią księżyca- wtedy to rozpalają się ogniska, przy których ludzie tańczą i śpiewają. Ten etap nazywany jest Małym Holi, albo Holiką (wraz z paleniem Holiki – na szczęście nie jest to wytypowana w tym roku ofiara). No ale palenie ognisk nie jest czymś wyjątkowym – na całym świecie pali się je z różnych okazji i bez okazji.

Tutaj chodzi o KOLORY.

Posypywanie się kolorowymi proszkami, wzniecanie kolorowych chmur, do tego polewanie się wodą i ogólna radość – tak to można podsumować.

Jedna z legend głosi, że Kryszna obawiał się, że piękna, jasnoskóra Radha nie pokocha go ze względu na jego ciemną cerę. Najwyraźniej głośno o swoich wątpliwościach dawał znać, bo zmęczona jego desperacją (cytat z wiki!) matka poradziła, by Kryszna podszedł do Randej i by poprosił ją o pomalowaniu jego twarzy na dowolny kolor. Pomysł najwyraźniej się spodobał, bo do ślubu doszło, a na pamiątkę teraz się twarze maluje na radosne kolory.

Inna z legend mówiąca o zwycięstwie dobra nad złem ucieka się do niedopowiedzeń i kruczków w absolutnych mocach (coś jak we Władcy Pierścieni, gdy Nazgula zabiła kobieta, bo „no man can kill me”). W skrócie była sobie taki niezbyt przyjemna postać króla Hiranjakaszipu, który to był niemal boski, ponieważ nie może go zabić ani człowiek, ani zwierzę, ani przez broń miotaną, ani przez broń białą, nie zginie ani w domu, ani na zewnątrz, ani w dzień, ani w nocy, ani na lądzie, ani na wodzie, ani w powietrzu. Dlatego Wisznu przybrał postać formę Narasimhy – pół lwa pół człowieka – zatem ani człowiek, ani zwierzę. Wziął go na kolana (ani woda, ani powietrze, ani ląd), na progu domu (ani wewnątrz, ani na zewnątrz) o zmierzchu (nie dzień, nie noc) i rozszarpał pazurami (nie broń biała, ani miotana).

Dlatego dzieci, pamiętajcie, że życzenia do dżina z butelki muszą być bardzo precyzyjne – być bogatym ale według współczesnych standardów, teraz, na zawsze, niczyim kosztem i tak dalej…

Holinka

Jak już wspomnieliśmy – noc wcześniej miejsce mają tańce przy ogniskach. I chociaż w tym nie uczestniczyliśmy (zaczynali jak już dzieci spały), to zdążyliśmy się przyjrzeć przygotowanym stosom do spalenia. I o ile stosy drewna pośrodku chodników były trochę zaskakujące (i wywołujące obawy natury pożarniczej), to najbardziej było szokujące ich przystrojenie – w kolorowe kwiaty, wstążki i … krowie placki. Tak, wysuszone krowie placki zawieszone na sznurkach niczym wielkie, niehigieniczne naszyjniki potwierdziły przynajmniej jeden ze stereotypów… Dobrze, że były to już okazy wysuszone, więc to nie aromat zwrócił naszą uwagę.

Tabu alkoholowe

Indie jako kraj nie ma jednoznacznie określonej polityki alkoholowej (bo o nim będzie mowa) – są stany, które całkowicie zakazują konsumpcji procentów, są takie, które dopuszczają sprzedaż z wyjątkiem świąt lub wybranych dni (na przykład 1-go każdego miesiąca – czyżby ochrona przed efektami ubocznymi odbierania wypłaty?). Są takie, które dopuszczają do spożycia trunków sporządzonych z zepsutych palm, ale nakładają na towar spore podatki. Społecznie, picie alkoholu jest postrzegane negatywnie – czego fakt może wpłynąć na pozycję negocjacyjną potencjalnego kandydata na męża, pijąca alkohol kobieta jest wręcz ostracyzmem. Ale wiecie jak to jest – zakazany owoc, prohibicja – to idealny grunt dla czarnego rynku, nielegalnych i niepewnych źródeł napojów wyskokowych, czy problemów zdrowotnych, które nie znajdują uznania w oficjalnych mediach – wszak „u nas się nie pije”…

Delhi znajduje się w tym „średnim” układzie – źródło można znaleźć w wybranych punktach sprzedaży, raczej nielicznie porozmieszczanych po mieście. My natrafiliśmy na jeden punkt niedaleko nas i zasadniczo był on oblegany przez cały czas swojego otwarcia (zazwyczaj tylko kilka godzin wieczorem), zaś zakup czegokolwiek odbywał się na zasadzie ruchu taśmowego – na pytanie „jakie są dostępne piwa?” odpowiedź brzmiała „jest” (o zimne nawet nie pytałem). Innymi słowy – nie zachodziliśmy tam często, zaś w restauracjach nie ma dostępnych opcji piwa w menu.

Testowe Holi

Wybraliśmy się na zajęcia wprowadzające dla dzieci w tematykę Holi. Tak, byliśmy jedynymi obcokrajowcami, a przynajmniej jako jedyni tak wyglądaliśmy, więc jak zwykle wzbudzaliśmy spore zainteresowanie. Niebieska znalazła taką opcję w Internecie i z racji, że było to dosyć tanie wydarzenie i mniej więcej w naszej okolicy, zdecydowaliśmy się, że będzie to ciekawe doświadczenie – szczególnie, że było one dedykowane dzieciom i prowadzone po angielsku.

Gdy się udało nam znaleźć grupę (miejsce spotkania w jednym z parków opisane było „przy bramie nr 2”, która rzecz jasna nie była zaznaczona w google maps, więc musieliśmy trochę się naszukać). Tu mała ciekawostka – wejścia do parków są ograniczone, by nie dało się skuterem/rikszą/samochodem/tuk-tukiem wjechać do środka. Oznaczało to, że z naszym wózkiem też nie dało się tam wjechać. Ale gdzie siła, tam znajdzie się sposób, więc jedno ograniczenie pokonaliśmy zdejmując tylne koła z wózka, zaś inne dzieląc wózek na dwie części i przerzucając przez płot. Zastanawiające jest jak osoby rozmiarów amerykańskich mogą dostać się do środka. Od razu zaznaczymy, że nie można przeskoczyć przez płot ponieważ jest on otoczony zasiekami.

Wracając do samych zajęć – była to organizowana przez kilka osób mała grupa osób (około 20 sztuk) z kilkoma zajęciami plastycznymi mającymi wprowadzać w historię Holi, jej znaczenie i tłumaczyć pewne tradycje. Niestety organizacyjnie było daleko od ideału – ilość przyborów do prac plastycznych była niewystarczająca, ich redystrybucja opieszała, zaś tłumaczenia ledwo słyszalne. Przekąski były lekko pikantne, ale dzieci przemogły się i zjadły te chipsy (ależ poświęcenie!). Ale to wszystko było ocenione przez nasze europejskie standardy, zresztą stosunek jakości do ceny (20 pln za naszą czwórkę) był zadowalający. Natomiast dzieci wyszły z tego doświadczenia ubrudzone farbami i proszkami od stóp do głów. A jak każdy wie: dzieci brudne to szczęśliwe dzieci.

Rozgrywany w pobliżu mecz krykieta (przez prywatne osoby na terenie parku – nic zorganizowanego) skutecznie przejęły resztki zainteresowania dzieciaków. Odwiedzenie parku było przyjemne, ale nic nie dowiedzieliśmy się ze „szkolenia”.

Dorosłe Holi

Niebieska sporo czytała na temat świętowania Holi i – nie będzie to wielkim zaskoczeniem – dowiedziała się, że w różnych rejonach kraju świętuje się inaczej.

Największe obchody odbywają się na północy kraju i trwają przez tydzień. Jest to wówczas bodaj najbardziej zatłoczone miejsce na świecie i zdecydowanie zmaskulizowane. Ta opcja nawet nie wchodziła zatem w grę.

Jeśli ktoś natomiast przebywa na południu kraju, to tam jest znacznie spokojniej, można bez obaw chodzić po mieście, że ktoś natrze Ci twarz proszkami. Wspólne obchody mają raczej kurtuazyjny charakter i turyści są traktowani łagodnie.

W większości kraju świętowanie odbywa się na ulicach i w formie zorganizowanej – zamkniętej imprezy.

My zdecydowaliśmy się na pozostanie w stolicy i prywatny event. Wynikało to z faktu, że nie mogliśmy przewidzieć gwałtowności i zaangażowania lokalsów w podążanie za tradycją, czyli polewanie i sypanie kolorowymi proszkami, a każdy kto został potraktowany kiedyś wiadrem wody z przejeżdżającego samochodu na śmingusa-dyngusa wie, że może być to w pewien sposób traumatyczne. Dodatkowo recepcja w naszym hotelu ostrzegała wielokrotnie, by raczej nie wychodzić tego dnia na ulice. Czy podjelibyśmy taką samą będąc tam bez dzieci? Na pewno inne miejsce, ale chyba dalej zdecydowalibyśmy się na organizowaną imprezę.

A jest w czym wybierać, atrakcji nie brakuje – jest to wszak święto miłości, radości i nadchodzącej wiosny, więc uciech ma nie brakować.Wybraliśmy miejsce, które oferowało nieograniczone jedzenie, basen, nielimitowany kolorowy proszek do posypywania się oraz kącik zabaw dla dzieci, dodatkowo było relatywnie blisko.

Nim się jednak tam udaliśmy, trzeba było się wyposażyć w… ubrania. Tak, wybierając się na taką imprezę należy wybrać coś, co będzie przeznaczone do wyrzucenia. Okazuje się, że jest to wiedza powszechna, więc dzień przed świętem pojawiają się sprzedawcy z t-shirtami w każdym rozmiarze w bardzo niskiej cenie.

Uzbrojeni w dobre nastroje, robocze ubrania, pistolety na wodę i kolorowe proszki wybraliśmy się na miejsce. Przyjechaliśmy stosunkowo wcześnie, nie było jeszcze tłoczno, stanowiska z jedzeniem się jeszcze rozkładały i był porządek. Jak się domyślacie – zaznaczam to ostatnie z jakiegoś powodu.

Zrobiliśmy obchód po terenie, złapaliśmy proszki i zaczęliśmy fiestę!

#TravelTip: Okulary przeciwsłoneczne są obowiązkowe aby zabezpieczyć oczy.

Nie ma co ukrywać – możliwość sypania się po głowach kolorowymi pyłami szczególnie przypadła do gustu dzieciakom – nawet Tamara się cieszyła mogąc przyozdobić nas kolorami.

Powoli zaczęło się zapełniać ludźmi, pojawiła się muzyka, prywatne stoły zaczęły się zapełniać jedzeniem (były strefy VIP, które miały bogatsze wyposażenie), my zaś zaczęliśmy próbować dań z bufetu. Jak wszędzie – pikantne, często nie wyglądające zachęcająco, ale zdecydowanie pyszne. Na szczęście byliśmy też przygotowani jeśli chodzi o nasze dzieci i przywieźliśmy ze sobą wszystkie jadalne elementy z wyposażenia sklepów na Głównym Bazarze.

#TravelTip: Kup jakieś jedzenie dla dzieci dzień wcześniej. Podczas Holi wszystko jest zamknięte.

Do dyspozycji nie-VIPowców były okrągłe stoły rozstawione nad niewiele dającego cienia zadaszeniem. Jest to istotne, ponieważ słońce świeciło mocno, a pojawiające się grupy ludzi przynosiło ze sobą sporo alkoholu. Wspomnieliśmy o tabu alkoholowym – w praktyce wyglądało to tak, że na Holi wszelkie hamulce są zwalniane i na jeden stolik przypadała skrzynka whisky. Nikt nam nie powiedział, że trzeba się wyposażyć, ale to dobrze – przy takim słońcu mogłoby się skończyć to skończyć „udarem”.

Z czasem impreza się rozkręciła – szczególnie wokół basenu, przy którym stanowisko miał DJ, a z czasem pojawili się panowie z bębnami. Basen zapełniał się dzieciakami i dorosłymi w ubraniach, proszki latały we wszystkie strony (chociaż te od organizatorów szybko się zakończyły), muzycy się rozszaleli – ludzie zdecydowanie się dobrze bawili! Ma być głośno i kolorowo! Oczywiście dzieciaków nie wpuszczaliśmy do basenu – zarówno z powodu obaw o czystość wody, której dzieci by wypiły sporo, ale przede wszystkim ze względu na praktyczną niemożliwość upilnowania czwórki w takim szaleństwie.

Ale nie oznacza to, że nie było co robić – pojawiły się balony z wodą, zaś powstałe kałuże zmieszane z kolorami tworzyły fascynujące barwne rzeki. Były kolorowe ścianki do robienia zdjęć, mały plac zabaw, przystrojony traktor no i wielgachna, nadmuchiwana zjeżdżalnia, a na ochłodę woda ze zraszaczy.

Bawiliśmy się przednio! Widok tych wszystkich ludzi świętujących na całego i bez cienia żenady zdecydowanie dodał im człowieczeństwa w moich oczach. Wszyscy wołali „Happy Holi!”, co szczególnie Aurorze przypadło do gustu, bo nawet teraz powtarza to kiedy tylko sobie o tym przypomni. Jest to też chyba jej ulubione wspomnienie z całej wielkiej, azjatyckiej wyprawy.

Powrót się trochę przeciągnął, ponieważ nie mogliśmy znaleźć naszego kierowcy, który to zadeklarował się, że będzie na nas czekał, by nas odwieźć. Okazało się, że nie poczekał, więc musieliśmy zamówić kolejnego, a z racji, że to było trochę dalej od centrum to przyszło nam poczekać. Szczerze mówiąc obawiałem się, czy w ogóle uda nam się jakoś wrócić, ponieważ w głowie już widziałem jak jesteśmy wypraszani ze względu na to jak bardzo jesteśmy pobrudzeni… A później do mnie doszło, że przecież WSZYSCY tego dnia będą tak wyglądać – i kierowcy o tym wiedzieli, ponieważ siedziska były wyłożone foliami dla ochrony tapicerki. Doświadczenie!

Znaczenie kolorów

W hinduizmie kolory mają swoje znaczenia i symbolikę, więc sprawdźmy sobie czym właśnie rzucaliśmy sobie w twarz.

Pomarańczowy (Bhagwa) – najważniejszy z kolorów, kolor święty, symbol ognia, czystości, duchowości i zniszczenie zła. Osoby wyrzekające się życia materialnego noszą pomarańczowe szaty.

Czerwony (Lal) – symbol życiowej energii, piękna, namiętności i mocy, ale także i gniewu. Kolor krwi, czyli życia. Panny młode w wielu regionach Indii noszą czerwone stroje (sari), co ma przynieść szczęście w małżeństwie i dobrobyt.

Biały (Safed) – czystość, pokój, wiedza, prostota i światła. Jest kolorem żałoby, bo odnosi się do czystości duszy opuszczającej ciało. Nikt go nie używa podczas Holi.

Żółty i złoty (Peela i Sone ka) – kolory wiedzy i nauki, a także dobrobytu i boskiego blasku.

Zielony (Hara) – płodność, pomyślność, sił witalnych, Ziemi, jest bardzo ważnym kolorem w islamie, więc niejako spoiwem z hinduizmem.

Niebieski (Neela) – kolor nieskończoności, wody, oceanu, nieba, siły duchowej i boskości. Z tego powodu często widzi się przedstawienia bóstw z niebieską skórą – szczególnie właśnie Kryszna i Rama są tak przedstawieni.

Czarny (Kala) – zło, ignorancja, ciemność ale także odrzucenie złej energii. Często nosi się czarne amulety (na przykład czarną nitkę), która ma odstraszyć złe oko (nazar). Kolor, który się unika podczas świąt i uroczystości religijnych. Nam się kojarzy przede wszystkim z obrysowanymi na czarno oczami dzieci.

Więc jak przyjdzie wam wydmuchiwać nos po festiwalu, to przynajmniej będziecie wiedzieć czym zostaliście naznaczeni.

P.S. Spędziliśmy na świętowaniu cały dzień który zakończył się deszczem, pustymi ulicami i zamkniętymi sklepami. Jedyny taki dzień w roku…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *