[017] Wypożyczenie kulturowe

Przybywają do nas z zachodu różne mody, poglądy czy też nowe tabu. Czy są dobre, czy też nie, to zostawiamy na inną dyskusję, jednak dzisiaj poruszmy kwestię przywłaszczenia kulturowego, czy też zapożyczenia kulturowego. Jest to zjawisko, gdy osoby nienależące do danej kultury wykorzystują pewne jej elementy, zazwyczaj bez zrozumieniu znaczenia tych elementów w danej kulturze. Innymi słowy, jeśli kiedyś ktoś w waszej rodzinie wysmarował się pastą do butów na szkolny bal przebierańców, to obecnie nie jest to dobrze widziane.

No ale to na zachodzie – tu na wschodzie nie ma z tym problemu – wręcz jesteśmy zachęcani do przywdziania rytualnych strojów mimo braku skośnych oczu – co też z radością uczyniliśmy.

Wielka Pagoda Dzikich Gęsi

大雁塔 to ponad 60 metrowa konstrukcja znajdująca się w Xi’an. Pagoda (bo chyba wcześniej nie wytłumaczyliśmy) to specjalna konstrukcja buddyjska, w której przechowywane były księgi i figurki Buddy przywiezione z Indii.

My tę pagodę widzieliśmy z zewnątrz – wynikło to z faktu, że wychodząc z metra zaglądnęliśmy do jednej z wypożyczalni tradycyjnych strojów, co też możecie podziwiać na zdjęciach przy tym wpisie. Trochę czasu zajęło znalezienie wystarczająco długiej szaty dla mnie, przebranie chłopaków, zrobienie makijażu Aurorze i Niebieskiej i utrzymanie wszystkich w zasięgu wzroku. Rzuciliśmy się na tę wypożyczalnie, bo już od dłuższego czasu się za taką rozglądaliśmy – by później zobaczyć, że chyba wszystkie takie wypożyczalnie się skupiły właśnie w tej okolicy.

Pagoda, jajo gęsi i nasze księżniczka

Hanfu (汉服) – czyli „Ubrania Han” jest to moda ostatnich lat, gdzie ludzie przebierają się w stroje z czasów dynastii Han.

Wraz z wypożyczeniem strojów, wypożyczyliśmy też i fotografa, który poprowadził nas po parku z dobrym widokiem na Pagodę i tam też urządziliśmy sobie sesję. Oprócz sesji firma fotografa oferowała obróbkę zdjęć z użyciem, najwyraźniej, najmodniejszych azjatyckich filtrów. Wszystkich na raz. Gdy zobaczyliśmy efekt końcowy, bardzo ładnie poprosiliśmy o nieprzerobione zdjęcia, bo jesteśmy jeszcze w stanie poznać na nich swoje twarze. No dobrze, to nie było ładne proszenie – to była walka, by przekonać, że ich przerobiona wersja wcale nie jest beautiful, zaś oryginalne jest beautiful. Zajęło nam to zdecydowanie za długo, by wyłuskać od nich te zdjęcia w nieobrobionej wersji. Jeszcze, jak nam się w końcu to udało, to najwyraźniej wzbudziliśmy sporo niedowierzania i najwyraźniej powodów do rozmów. Brakowało jeszcze tylko gestów sugerujących, że oszaleliśmy.

Przedstawiamy bohaterów odcinka:

Tamara – przespałam prawie całe przebieranie – nie mogła nam pomóc bardziej.

Makary – tak bardzo zmęczony tym, że wszyscy od miesiąca chcą robić mu zdjęcia, że odmawiał wzięcia udziału w sesji. A przynajmniej wzięcia udziału entuzjastycznie. Stąd, jak widać, mina pt.: „Skazuję Ciebie i cała Twoją rodzinę na wygnanie. Wygnanie z tego świata!”

Aurora – Księżniczka, która prawie została przefarbowana na czarno, ponieważ jedyne doczepiane włosy (które są nieodłącznym elementem wystroju) były koloru czarnego. Znaleźliśmy kompromis w ukrywaniu wkładek pod jej włosami, ponieważ zażądała korony (w końcu to najprawdziwsza księżniczka!), a nie dało się niczego przyczepić bez tych wstawek.

Baltazar – bardzo szybko wybrał strój, a w momencie, gdy w jego ręce wpadł miecz – żaden niewidzialny przeciwnik nie ostał się wśród żywych. Miecz i jego Kung-Fu stały się nieodłącznym elementem jego kreacji, więc został wykonawcą wyroków nakładanych przez Makarego.

Niebieska – strój musiał być niebieski, jednak strój w odcieniu, który ją interesował był zbyt krótki (a to niespodzianka). Rude włosy ułożone we w miarę tradycyjny wzór (wszak również bez wkładek) przyciągał wzrok wszystkich przechodniów.

Adam – „poproszę strój, który zakryje moje nogi” – taki też dostałem. I nawet na mnie był za długi, więc chodziłem niczym ksiądz przez wysokie trawy ze strojem zagarniętym w ręce. No ale ponoć tak się nosili cesarzowie, więc duma została na swoim miejscu.

Ciekawym aspektem jest fakt, jak bardzo tradycyjne stroje różnią się od regionu, co możecie podziwiać poniżej.

Nudle

Czy znów będziemy rozmawiać o jedzeniu? Tak, ale wcześniej rzucę okiem do lodówki, bo coś głód zaczyna mi doskwierać.

Xi’an znane jest z nudli! Jest to ponoć jedna z cecha tego rejonu – makaronowa stolica Chin (widzę wasze skrzywione twarze, ale nie mogę ciągle pisać nudle, więc używam słowa makaron. Mój (nasz) blog, więc możemy robić co nam się żywnie podoba).

Jedne z najbardziej rozpoznawalnych są Biang Biang Noodles. Nazwa Biang pochodzi od dźwięku jaki wydaje upadający szeroki nudel (szerokość 3-5 cm) do miski. Biang jest jednocześnie najbardziej skomplikowanym Chińskim znakiem – potrzeba od 42 do 71 pociągnięć pędzla by go narysować, a do 2020 roku nie dało się go wprowadzić na komputerze (dopiero aktualizacja zestawu znaków to wprowadziła). No rzućcie okiem na tę nazwę

𰻞𰻞麵.

Jeśli ktoś lubi zabawę w „znajdź 10 różnic”, to zobaczcie sobie na warianty tego znaku i poćwiczcie spostrzegawczość: Tutaj link do Wikipedii

Trafiliśmy na te noodle w restauracji, nie wiedząc jeszcze co takiego zamówiliśmy. I chociaż byliśmy sceptyczni po naszych ostatnich ekscesach z flakami (Kaczka po Pekińsku) efekt przerósł nasze oczekiwania i w końcu mogliśmy powiedzieć „to było naprawdę smaczne”.

Inne, bardzo charakterystyczne to zimne nudle 凉皮. Tutaj akurat szerokość nudla jest jak w Biang Biang, aczkolwiek serwowany jest na zimno (te jedliśmy w stołówce w kompleksie Terakotowej Armii).

Kolejny przykład to nudle chlapnięte chili 油泼面 (tutaj nazewnictwo polskie to już nasz wytwór) – nudle, na które sypie się chili, a to wszystko polewa się gorącym olejem, który powoduje, że powstaje taki grubszy olejowy sosik, spływający warstwa po warstwie.

Kozie nudle 羊肉面 to takie długie nitki, coś średnicy spaghetti, podawane w mięsnym sosie – tradycyjnie z kozim mięsem, ale my wybraliśmy (chyba) wieprzowinę.

Ostatnie, których nam się już nie udało zdobyć, to szpinakowe nudle 绿菜面, które mają ładny zielony kolor, gdyż zwykli ludzie też chcieli jadać jak arystokracja, która jadała swoje makarony z drogimi przyprawami.

Dzielnica muzułmańska

Jest to obszar w Xi’an odchodzący od Wielkiego Meczetu, położona w centrum starego miasta. Samego meczetu nie odwiedziliśmy – uznaliśmy, że za drogo jak na zobaczenie jednej budowli, szczególnie, że chyba już mogliśmy przewidzieć jak będzie wyglądać po tylu odwiedzonych zabytkach. I zdjęcia w Internecie to zweryfikowały.

Interesująca za to była ścieżka – dosłownie kilometry straganów z przeróżnymi rzeczami. Począwszy od jedzenia – z Chin, krajów muzułmańskiej czy czegoś pomiędzy, po wyroby ręczne – szlifowane na miejscu kamienie, wystukiwane na miejscu rzeczy w brązie i innych metalach, kończąc na miejscach trudnych do zakwalifikowania, jak choćby wytwórnię pereł. Dosłownie były to małże w zbiornikach wodnych, które tworzyły perłę na masową skalę. W zestawie była obróbka i aranżacja biżuterii z perłami.

Trudno było utrzymać małe rączki przy sobie, więc po raz pierwszy usłyszeliśmy pretensję ze strony Chińczyków w stronę naszych dzieci. To był szok.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *