Wpisz w google „indian train”, a pierwsze co wyskoczy, to pociąg obładowany ludźmi niczym porzucony na chodniku lizak objuczony przez miejskie mrówki. Tłoczno, znaczy się. I teraz wpadamy my – cali na biało-czerwono z czwórką nielotów i całkiem ambitnym planem odwiedzenia różnych miejsc. Czy uda nam się wejść do pociągu? Czy będziemy musieli oddać jakieś dziecko w zastaw? Czy warto było w ogóle ruszać się z domu?
O pociągach słów wiele


Na początku krótko: Da się podróżować pociągiem w Indiach w komfortowych warunkach. Trzeba pamiętać, że tamtejsza kolej ma drugą najbardziej rozwiniętą siatkę połączeń na świecie (po Chinach)! Najdłuższa trasa ma ponad 4200 km i jej pokonanie zajmuje 82 godziny.
Szczęśliwie (albo i nie) istnieją klasy wagonów, więc znajdzie się też coś, co polski turysta będzie w stanie przyjąć ze spokojem. Istnieje aż 8 kategorii biletów (nie mylić ze zniżkami), których nazwy są podobne i o ile człowiek się nie doinformuje, to nie wie co zastanie w każdym wagonie (poza trzecim, w nim siedzą same grubasy. Siedzą i jedzą ostre malasy). Mamy zatem klasy: Car Chair, 1AC, 2AC, 3AC, 3E, SL, CC, 2S.
– Car Chair oraz Executive Car Chair – Są to klasy biznesowe w pociągach dalekobieżnych, zarówno siedzące jak i śpiące opcje. Jest to odpowiedników takowych w samolotach, można po prostu je porównać do 1 klasy.



Klasy wagonów z obowiązkową rezerwacją miejsc, które w tym kraju znaczy tyle co „kuszetka”. Nie ma bowiem miejsc w rozumieniu siedzenia/fotela. Poniższe kategorie są do dyspozycji na trasach krótkodystansowych (rozmiar kraju ma tutaj znaczenie). Wszystkie klasy, które są klimatyzowane mają „AC” w nazwie:
- First Class AC, lub 1AC – są to opcje sypialniane luksusowe. 2-4 wygodne łóżka w zamykanym przedziale z zasłonkami. Odpowiednich naszej klasy pierwszej, wagon sypialniany. Są czyste łazienki, więcej miejsca, przyjemna pierzynka i luksusowa podusia.
- 2AC – wagony sypialne otwarte z 2 rzędami kuszetek. Wygląda to tak samo jak polski sleeper z 4 łóżkami. Zasadnicza różnica polega na tym, że wszystkie te kuszetki są w jednym wagonie bez przedziałów ale można się odseparować od innych za pomocą kurtynki (znane nam z tajskich kolei Do trzech Bangkok sztuka). Dodatkowo wzdłuż ściany z przejściem znajduje się dodatkowy rząd łóżek ponieważ azjatyckie tory (i za tym idzie pociągi) są szersze niż te europejskie. Do użytku są koce i prześcieradła, jest dużo miejsca na bagaż pod łóżkami. Dzieci były zachwycone swoim własnym piętrem, mogły się bawić w małpy zwisające z gałęzi.
- 3AC – trzy rzędy łóżek, z których środkowy się składa w ciągu dnia i powstają miejsca siedzące. Tutaj relatywny komfort spotyka się z rewelacyjną ceną. Nie ma kurtyn, ludzi jest więcej i można nawiązać rozmowy z innymi podróżującymi. Łazienki ciągle są akceptowalne, wcale nie gorsze niż w latach 90 w polskich PKP, co nie jest może najlepszą reklamą ale ciągle lepiej niż to sobie wyobrażaliśmy wcześniej. Gorzej jak trasa jest oblegana ponieważ wówczas zawsze się znajdzie ktoś kto chce się do Ciebie dosiąść.
- 3E – podobne do wcześniejszej klasy ale tańsze. Różni się szerokością łózek więc są mniej komfortowe. No i nie ma klimatyzacji – wentylatory i otwarte okna muszą wystarczyć.
- CC – wagon z miejscami siedzącymi, odpowiednik Chair Car w dalekobieżnych – odpowiednik naszej klasy 2 z bezprzedziałowego wagonu.
Czas na gatunek SL. Legendarny na skalę kontynentalną, to właśnie TEN rodzaj wagonów, o których się myśli wyobrażając sobie jazdę na dachu pociągu. Wagony są nieklimatyzowane, zamiast tego ma się wentylatory i otwarte okna. Te klasy są naprawdę bardzo, bardzo tanie i dlatego tak oblegane. Niestety tutaj nie ma możliwości rezerwacji miejsca
- SL – to samo co 3AC, ale bez udogodnień. Lubiana przez hinduskie rodziny.
- 2S – drewniane ławki, brak klimatyzacji i ogólnie najtańsza klasa – i tu najważniejsze – bez możliwości rezerwacji miejsca! Tak – to tutaj dochodzi do tych dantejskich scen, gdy ludzie wciskają się do środka, przekazują sobie dzieci przez okna i stoją na schodach i innych wystających częściach pociągu. Oknem wejść się nie da bo są w nich kraty więc przypomina to wagon więzienny.
A jeśli chodzi o zakup biletów na pociągów: Jest to praktycznie niemożliwe. A przynajmniej przez Internet – oficjalna strona przewoźnika jest tak awaryjna, że mimo wielu, usilnych prób zakupów biletu, nie udało nam się nic. Niebieska musiała przyznać, że przerosło ją to (a rzadko się to zdarza). Przede wszystkim trzeba mieć aktywny, hinduski numer telefonu (mieliśmy) i kartę płatniczą (mieliśmy kilka rodzajów). Zatem po utworzenia konta (przychodzi sms potwierdzający) i podania danych karty w celu weryfikacji (poprzez pobranie symbolicznej kwoty), należy wybrać przejazd, by w kolejnym kroku podać dane pasażerów – w tym dane z paszportu. I tu – po wybraniu „dalej” – lądujemy na głównej stronie, wylogowani i bez biletu. I cały proces był następnie ponownie wymagany. Próbowaliśmy wiele razy, no ale się nie udało. Ktoś tu chyba niedopracował stronę, która powinna obsłużyć ponad 20 milionów użytkowników dziennie. A może to jedynie zabezpieczenie, by obcokrajowcom nie szło zbyt łatwo?


Pozostało nam skorzystać z usług pośredników, o czym już wspomnieliśmy we wpisie Tak, nie nie wiem, może. A to już wtedy skończyło się tym, że zamiast zamówionych biletów na klasę 2AC dostaliśmy na 3AC i to o jeden bilet za mało, bilet powrotny był w ogóle na inny dworzec a do tego prowizja była europejsko zawyżona. Kiedy próbowaliśmy się z nimi skontaktować powiedzieli by zaniżać wiek Aurory ale koniec końców skończyło się nam tym, że współpasażerowie powiedzieli konduktorowi by nie robił problemu, przecież widać, że nie ogarniamy (tyle zrozumieliśmy).
Łącznie wybraliśmy hinduską kolej czterokrotnie, zaczynając od krótkiego odcinka Delhi-Agra-Delhi.
#TravelTip: Możesz zabrać co tylko chcesz do pociągu. Postawione bramki ze skanerami to tylko ściema, nikt tam nie umieszcza bagażu najwyraźniej (poza nami).
Gdy po raz pierwszy przybyliśmy na dworzec, naszym problemem było znalezienie miejsca odjazdu naszego pociągu – wszak wszystko było napisane hinduskimi szlaczkami, a stres utrzymania w grupie stada, nie dawania się okraść i nie spóźnienia się na pociąg nie pomagał. Pozostało nam jedynie zaufać instynktowi i wątpliwym wskazówkom zaczepianych hindusów. No ale udało się – teraz kwestia znalezienia swojej klasy i swojego wagonu. Oznaczenia wagonów oraz biletów nie pomagały – bo nie były do końca zgodne z naszą znajomością tych klas ale uczciwie trzeba przyznać, że na peronach wyświetlane są informacje gdzie która klasa stanie. Więc gdy przyjechał pociąg i wagon, który się znalazł obok nas był oznaczony 2S, my zaś na biletach mieliśmy 2A (którego to oznaczenia nie rozumieliśmy, gdy nas mijał), zdecydowaliśmy, że jeśli to to – to my nie wchodzimy – i to nie byłoby wręcz fizycznie możliwe (z dzieciakami i wózkiem). Te tłumy ludzi przeciskających się i próbujących wskoczyć do wagonu nim przyjeżdżający wysiedli… szczęśliwie zapytaliśmy jakiegoś przypadkowego, młodego człowieka, który to rozwiał nasze wątpliwości i wskazał nam odpowiedni wagon – oczywiście całkowicie na drugim końcu pociągu.
Przy naszym kolejnym doświadczeniu kolejowym byliśmy już trochę bardziej zaznajomieni z systemem i gdy zobaczyliśmy oznaczenia stref na filarach zadaszenia, sugerujących, że w tej strefie zatrzyma się wagon tej i tej klasy – wiedzieliśmy, że jesteśmy gotowi na kolejną przygodę. A tu psikus! Pociąg długości kilkuset metrów podjechał w odwrotnej kolejności. Nie będąc nawet pewni, czy nasza klasa się tam znajduje, ruszyliśmy w drogę powrotną wzdłuż pociągu, z językami na wierzchu, dzieckiem na barana i niepewnością czy nie odjedzie nam sprzed nosa. Czym jeszcze nas zaskoczysz, o kolejo indyjska!?



Z informacji ciekawych i nie dyskwalifikujących ze względu na klasy, to w każdym wagonie znajdzie się ktoś kto chce nam coś sprzedać. Najczęściej są to małe przekąski, wszystko oczywiście nakładane palcami, ale jak to wygląda i pachnie! Do tego sprzedawcy mają fach w ręku i w ciągu kilku sekund potrafią w powietrzu przygotować mini danie z tego co mają w puszkach ze sobą. My się zdecydowaliśmy zaledwie na chai masala – czyli typową herbatę z masalą. Dla Niebieskiej ten smak to była migawka z dzieciństwa i czekolady zaprawionej właśnie tą przyprawą. Smak który mnie odrzuca ale zdecydowanie ma charakter. Na dłuższych trasach spotyka się nawet sprzedawców skarpet a czasem i wróżki.
Jeśli dotarł do tego wpisu ktoś kto wybiera się w podróż koleją hinduską to tutaj mamy garść podsumowujących informacji:
#TravelTip: Im wcześniej kupujesz bilet tym większa szansa, że dostaniesz taki jaki chcesz. Nie ma możliwości wyboru miejsca w pociągu więc jest to szczególnie ważne przy podróży z osobami towarzyszącymi.
#TravelTip: Bilety należy kupić NAJPÓŹNIEJ 48 godzin przed planowanym odjazdem.
#TravelTip: Dzieci do 5 roku życia nie płacą w ogóle.
#TravelTip: Optymalnymi klasami do polecenia podróży z dziećmi są wszystkie klasy AC (1-2-3). W żadnym wypadku byśmy nie zdecydowali się na inne kategorie.
#TravelTip: Pierwszeństwo miejsc mają kobiety z dziećmi, potem samotne kobiety. Samotnie podróżujący mężczyźni dostają miejsca na dachu 😉
#TravelTip: Najbardziej rzetelnym miejscem na sprawdzenie stanu wyprzedanych biletów i samego ich zakupu jest pośrednik http://www.12go.asia
#TravelTip: Zapisz numer pociągu ponieważ tablice z rozkładami wyświetlają składy z numerami pociągów a nie z trasą jaką przebywają (no chyba, że umiesz czytać po hindusku…).
#TravelTip: Hinduska kolej nie informuje w żaden sposób elektroniczny o zmianach w rozkładzie jazdy. Zaleca się przyjść na dworzec z co najmniej godzinnym zapasem czasowym.
#TravelTip: Pociągi mogą mieć bardzo duże opóźnienie (PKP lubi to) więc przygotuj sobie zapas jedzenia na podróż.

Ale może nie jest tak dziko?
Taka ciekawostka – trzy trasy kolejowe w Indiach zostały wpisane na listę UNESCO! Pewnie się zastanawiacie, razem ze mną, w jaki to sposób kolej wylądowała na takiej liście?
Wszystkie zostały zbudowane za czasów kolonialnych, każdą z nich cechują unikalne rozwiązania techniczne, ale co istotne – są one dalej w użyciu! I zdecydowanie wpłynęły na lokalna kulturę, rozwój obszarów i obecnie – utrzymywanie się turystyki.
Rzućmy więc okiem na listę:
- Kolej Darjeeling Himalaya z 1881 roku nazywana Toy Train (bo tak wygląda), wpisana w 1999.
- Kolej Nilgiri Mountain z 1908 roku, ostatnia wykorzystująca zębatki do wjazdy na strome na 8.3% wzniesienia (wpisana w 2005).
- Kolej wąskotorowa w Kalkach z 1903 roku wymagała wybudowania 102 tuneli, 864 kamiennych wiaduktów i 988 mostów – wpisana w 2008 roku.
Jeśli ktoś więc planuje podróże po północnych Indiach, to macie całkiem za darmo ciekawe punkty do odwiedzenia.
O hotelu słów kilka
Wylądowaliśmy w hotelu w Agrze, który wyglądał jakby zatrzymał się w 90% wykończenia i tak sobie tkwił od dłuższego czasu. Bardzo dziwny układ pomieszczeń z oknami wychodzącymi na wewnętrzny „dziedziniec” – bliżej temu do klatki schodowej. No ale podróżujemy budżetowo, więc na jedną noc mogliśmy ignorować wilgoć w pokojach. Ale nie kolonii komarów, które najwyraźniej zamieszkiwały tamte pokoje przez dłuższy czas. Nie ładnie tak podwójnie rezerwować mieszkanie, oj nieładnie. Jakby tego było mało – w łazience znaleźliśmy taką całkiem żółtą osę. Zwana jest żółtą osą papierową, lub pstrą osą papierową, nie jest szczęśliwie bardziej groźna niż nasze lokalne pasiaki, ale o tym nie wiedzieliśmy. No i ustawiła się na bardzo wysokim suficie i nie miałem czym ją pacnąć, dlatego mimo bólu mojego męstwa, poprosiliśmy o obsługę wyproszenia niechcianego gościa.

Gorzej z tymi komarami – tutaj walka była intensywna. Każdy kolejny, rozmazany komar na ścianie, odkrywał przed nami pięć innych wznoszących się do lotu. Byliśmy z Niebieską w osobnych pokojach i okazuje się, że każde z nas oddało się naszej myśliwskiej misji z zaangażowaniem i zawzięciem ustępującym jedynie naszym rodzimym myśliwym polującym na dziki na rowerach.
Poranek pokazał nam jednak, że nasze wysiłki spełzły na niczym – każdy się obudził pokąsany i zirytowany – widać miesiące spokojnego bytowania w pokoju (bo pokoje wyglądały jak nieużywane od miesięcy) pozwoliły rozmnożyć się im w takich ilościach, że nasze tańce ze ścierką były niewystarczającym remedium.
Czerwony fort… znowu
O Czerwonym Forcie już mieliśmy możliwość porozmawiać przy okazji wpisu Koło zagłady. A tu niespodzianka, bo mamy drugi Czerwony Fort – tylko tym razem w Agrze.


Budowa आगरा का किला została zapoczątkowana przez pierwszego władcę Mogołów Akbara (też mi przydomek – Wielki! Phi! Nie to co nasz Krzywousty – znajdź mi tu takiego drugiego!), a dokładniej był to Dżalal ad-Din Muhammad Akbar – uważanego za jednego z dwóch największych władców Indii. Prace nad tym projektem kontynuowali jego następcy, a w szczególności nasz drogi znajomy Szahdżahana (Najsłynniejsze Mauzoleum Świata). Ten sam od Tadź Mahal, za panowania którego zbudowano podobny w Delhi. Tak się stało, że Szahdżahana obalił jego syn Aurangzeb, który uwięził ojca właśnie w tym forcie – w komnatach z widokiem na Taj Mahal (z łaski, czy za karę?).
Wykonany z czerwonego piaskowca, został wpisany na listę UNESCO w 1983 roku.








Wybraliśmy się tam pierwszego dnia pobytu w Agrze, tak by nabrać smaku na Tadź Mahal. Kolejne miejsce, gdzie nie wolno wchodzić z jedzeniem – o ile z Tadź Mahal można to zrozumieć – całkiem błyszcząca konstrukcja, to wnętrza Czerwonego Fortu to przede wszystkim place i dziedzińce. Ale za każdym zakazem stoi jakaś historia…
Co było ciekawe, to fakt, że po podjechaniu pod Fort i zajęciu miejsca w kolejce do bramy, zostaliśmy niemal przepchnięci do innej, znacznie krótszej kolejki – najwyraźniej dedykowanej rodzinom z dziećmi albo obcokrajowcom. Zaskakująca była intensywność, z jaką wszyscy nas tam odsyłali – jakby bardzo im zależało by obcokrajowcy wyjechali z dobrym wrażeniem… Dzięki Wam!









Sama wizyta w Czerwonym Forcie minęła nam całkiem spokojnie – bardzo nas zaskoczyły rampy dla wózków dostępne na terenie obiektu. Było też sporo małp siedzących na gzymsach, a nasze doświadczenie z tymi stworami sprawiło, że trzymaliśmy się trochę bliżej siebie i staraliśmy się nie zostawiać naszego wózka niepilnowanego.
Obiekt wpisany na listę UNESCO dekadę później niż Tadź Mahal, a mam wrażenie jakby było to zrobione w promocji „drugi obiekt na liście gratis”. O ile jest starszy od Czerwonego Fortu w Delhi, to mają bardzo podobną architekturę – wykonane w stylu mogolskim, wykończone za tego samego władcy.
Wydawać by się mogło, że jest to niepotrzebna powtórka tego co już widzieliśmy. I być może jest w tym coś prawdy – architektonicznie te budynki bardzo blisko. Ale warto się wybrać w tak zwanej Złotej Godzinie. Pomarańczowo złote światło słońca wyjątkowo podkreśla i współgra z czerwienią piaskowca, nadając mu zachwycającego blasku. Wtedy człowiek sobie patrzy i myśli, że to tu mogolscy władcowie odnajdywali pomost łączący ich ducha z mistycznymi bóstwami.













Dodaj komentarz