[065] Good Morning Wietnam!

Czy wiecie, że aby podróżować do Wietnamu Polacy nie potrzebują wiz? Albo może raczej trzeba dodać „już nie potrzebują wiz” ponieważ zmieniło się to bardzo niedawno temu. Jak „bardzo niedawno” – ano jakiś miesiąc po tym jak (w teorii) mieliśmy się w nim znaleźć. Co zatem było przed Chwalebnym Czasem Bezwizowym? Przede wszystkim trzeba było się orientować i pomyśleć zawczasu o dokumencie wjazdowym, bowiem tzw. „visa on arrival” od jakiegoś czasu, z nieznanego nam powodu, była niedostępna. Można było aplikować o promesę albo o e-wizę. Czas oczekiwania na zrealizowanie to 3-5 dni roboczych, generalnie przez cały czas. No chyba, że mówimy o Nowym Roku. Nowym Roku Księżycowym który przypada dokładnie wtedy gdy My się tam wybieramy.

Pieczęć Hanoi

Lunary Nowy Rok

Następne, niecenzuralne, wprowadzające zdanie wstępu było wynikiem wielkiej frustracji i złamanych (tymczasowo) nadziei: Nadszedł czas kiedy księżyc robi nas w ***** i  nie ma ***** by wyrobić sobie wizę i ****.

Lunarny Nowy Rok przypada na drugi nów po przesileniu zimowym. Łatwe do zapamiętania, szczególnie, że każdy śledzi fazy księżyca w odniesieniu do ważniejszych dat astronomicznych. A nie, przepraszam, nie każdy uprawia ryż i nie każdy pamięta o tak ruchomym święcie… Przemawia przez nas gorycz i europejska ignorancja, no ale co zrobisz jak Polska ziemniakiem stoi?

TET to Najważniejsze święto w Chinach oraz okolicznych krajach, którego termin uzależniony jest od widocznej części tarczy księżyca. Obchodzony jest hucznie (jest to skrót od słowa „Tết Nguyên Đán” oznaczającego pierwszy dzień w roku). Legendy głoszą, że potwór Nian, który upodobał sobie konsumpcję ludzi w noc sylwestrową przestraszył się koloru czerwonego. Od tego czasu ludzie zaczęli dekorować swoje domy paskami czerwonego papieru, a także później latarniami, za pomocą petard i pochodni próbują odgonić Niana (Nianę? Nianka? Nianowskiego?). Do tego spotykają się na sytej uczcie, gdzie musi być ryba (symbol obfitości), makaron (długowieczność), czy ichniejsze pierożki (symbol zjednoczenia rodziny).

Taka fajna tradycja, która spowodowała, że musieliśmy przesunąć nasze plany, ponieważ proces wyrabiania wiz został zawieszony na tydzień w związku z tym świętem.

Wiza

I chociaż dobrze się bawiliśmy w Kambodży, to plan zakładał, że będziemy już w Wietnamie. No niestety, człowiek może sobie robić plany, a Wietnamczycy mogą mieć swoje.

Z racji, że Polacy już nie potrzebują wiz, to nie będziemy zbyt dokładnie się rozpisywać w naszych perypetiach – zdecydowaliśmy się skorzystać z pomocy pośrednika, który złoży wniosek o promesę (a więc jeszcze nie wizę) pierwszego dnia po przerwie noworocznolunarnej. Tutaj stąpaliśmy bardzo ostrożnie, ponieważ Niebieska wcześniej czytała o oszukanych ludziach, którzy wysyłali pieniądze, a później kontakt się urywał i o ile byli dostępni polscy pośrednicy, to zdecydowaliśmy się wyważyć ryzyko i koszt i wybraliśmy jednak hanojskiego pośrednika, który miał bardzo dużo pozytywnych opinii w Internecie i wpływy w administracji. Normalny czas oczekiwania wynosi 3-4 dni, jednak przez TET bardzo dużo wniosków utknęło na biurkach czekając na swoją kolej więc jeśli sami byśmy aplikowali to była szansa, że znowu trzeba będzie przesuwać daty naszego wyjazdu. Szczęśliwie dla nas, okazał się to człowiek solidny i szybko dostaliśmy zielone światło i mogliśmy wsiadać do samolotu (Vietnam Airlines – absolutna perełka wśród azjatyckich linii lotniczych).

Taki mamy klimat, sorry

Jest taka jakaś dziwna zależność – przylot do mniejszych, biedniejszych krajów owocuje zadziwiająco sprawną obsługą kontroli paszportowej i celnej. Zaś kraje większe i bardziej turystyczne – sytuacja jest gorsza. Po raz pierwszy uderzyło nas to właśnie w Wietnamie, gdzie po wylądowaniu natrafiliśmy na ogromną kolejkę do kontroli paszportowej. I nie było zmiłuj – czwórka dzieci, czy nie – kolejki były na całą długość sali i by nie zwariować, podzieliliśmy się na dwie grupy: zawodowi stacze w kolejkach (Niebieska) i zajmowacz dziecięcy (Ja z Tamarą na nosidle i dziećmi na wózku bagażowym). Bitą godzinę jeździłem tym wózkiem symulując kolizje ze ścianami i wchodzenie w ostre zakręty ku uciesze gawiedzi i zniechęceniu kolejkowiczów. Dopiero na samym finiszu pracownicy wydzielają rodziny i kierują do osobnej kolejki familijnej.

Gdy już wyczerpani (a dopiero odebraliśmy bagaż) wyszliśmy złapać GRABa zobaczyliśmy tłum ludzi na stanowisku dedykowanym tej formie przejazdu. Być może to te same osoby, które stały i obserwowały niepoprawne wykorzystanie wózka bagażowego, ale pewności nie mamy. Efektem tego zdecydowaliśmy się na zwykła taksówkę (portfel zapłakał po raz kolejny).

Do wynajmowanego mieszkania (w fajnej kamienicy, tym razem trafiło się nam dwupiętrowe, trzyłazienkowe cacko i po raz pierwszy od września mogliśmy skorzystać z wanny) dotarliśmy blisko północy, ulice puste, latarnie święcą i niewielki, raczej ciepły deszcz siąpi sprawiając, że ulice błyszczały, zaś klimat bliski był Nocnym Markom Edwarda Hoppera.

Deszcz nie będzie nas już opuszczał w Hanoi, nie będzie jednak cały czas padał- chociaż temperatury znacznie spadną w porównaniu do Kambodży, co znajdzie odzwierciedlenie w naszej codzienności, szczególnie wyborach kulinarnych… ale o tym innym razem.

Ale nie ma co się dziwić pogodzie – przylecieliśmy na wiosnę! Z letnich klimatów, odwrotnie do wskazówek kalendarza, trafiliśmy na zimniejszy czas. Nam to jednak nie przeszkadzało, swoje się nasłoneczniliśmy, przyjemniej też zwiedza się miasto, kiedy z nieba nie leje się żar, a zresztą – to była nasza pierwsza wiosna w sezonie, a kto nie kocha primavery? Najwyraźniej Polacy (których to licznie spotykaliśmy w stolicy) bo zgodnie narzekali na pogodę.

Jeśli chodzi o tamtejszy klimat to wato pamiętać, że Wietnam jest krajem dosyć rozciągniętym, bardzo wąskim (marzenie wybiegowych modelek) a Hanoi leży na północy, wcale nie daleko od gór, dlatego pory roku tutaj są raczej zrejonizowane. Zastanawia jak nauczają pór roku w szkołach – „teraz mamy wiosnę, chociaż od Da Nang to raczej już lato, ale niebawem tam zacznie się pora deszczowa”.

Przylecieliśmy przygotowani na takie klimaty – taszczone ze sobą dodatkowe kilogramy ubrań ponownie po Laosie weszły na scenę. Pakowanie na taki wyjazd, to pakowanie się na cały rok.

A jakim zwierzakiem Ty jesteś?

Przylecieliśmy w momencie rozpoczęcia się chwalebnego roku węża, całkiem kozackie zwierzę, zwłaszcza w porównaniu do innych. Wszędzie widać było świeżutkie plakaty ze smokiem i słowem „TET”. Chiński zodiak, w odróżnieniu od naszego przypisuje znak ludziom urodzonym w danym roku, a nie w danym miesiącu. Jeśli zatem weźmiemy dwie, totalnie nieprawdopodobne bzdury sugerujące wspólne cechy ludzi urodzonym w podobnym czasie, to ten podział na miesiące ma trochę więcej sensu (ale to dalej bzdury – wybaczcie wszyscy wierzący w tę źle napisaną astronomię – astrologię).

No ale pobawmy się w sprawdzenie jak to u nas działa. Oto i wyniki:

Baltazar – Pies – ma serce na dłoni, przyjacielski, pogodny, optymista, wierzy w pozytywne zakończenia i fair play – tutaj całkiem nieźle się sprawdza.

Aurora – Świnia – łagodna, szczera, otwarta, nie szuka poklasku, chętniej daje niż przyjmuje, domatorka – mam wrażenie, że ktoś pomylił słownik synonimów ze słownikiem antonimów w tej kwestii. Nie mówcie jej jakim jest stworzeniem bo się zapłacze mimo całej swojej miłości do różowego.

Makary – Bawół – spokój, stabilizacja, dobrobyt, wytrwale dąży do celu, stały, lojalny, oddany – kolejne trafienie, Makary to nasza ostoja, ale wytrwałości się jeszcze musi nauczyć.

Tamara – Królik – uprzejmy, spokojny, wrażliwy, wierzy intuicji, artystyczna dusza ze smykałką do biznesu – tutaj się jeszcze okaże, ale wygląda na to, że ze spokojnością można się pożegnać.

Natalia – Tygrys – pełen energii, nie lubi się podporządkowywać, wierzy, że jest stworzony do wielkich działań, śmiały, kreatywny, nietuzinkowy – kolejne trafienie, a do tego najfajniejsze ze zwierząt.

Adam – Koń – indywidualista, uwielbia zmiany i szybkie tempo życia, niespożyta energia i poczucie humoru, prostolinijny i szczery – tutaj prawie trafione, ale zamiast konia wyścigowego powinien być koń pociągowy.

50% skuteczności, wartość niczego nie dowodząca, ale wciąż jest to miła rozrywka.

Jeśli ktoś jest ciekawy swojego znaku i wytłumaczenia, to można to sprawdzić choćby na stronie https://houseofasia.pl/sprawdz-swoj-chinski-znak-zodiaku/

Pochwalcie się w komentarzach co wam wyszło i jak z trafnością przewidywań!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *