[054] Baśń na dobranoc

Nasz (zbyt) krótki pobyt w Laosie dobiega końca. Z żalem żegnamy się z tym pięknym krajem i dodajemy go do listy „musimy tu kiedyś wrócić” (może bez dzieci?). Byliśmy tam łącznie 7 dni, a wpisów powstało aż 6, bo jest tyle do opowiedzenia! By ładnie podsumować ten pobyt tutaj przytoczymy najdłuższą z zasłyszanych legend. I chyba najbardziej absurdalną…

O tak siadać!

Rozsiądźcie się zatem wygodnie i posłuchajcie.

Tatrzański Śpiący Rycerz – wersja Laotańska

Nie tylko nazwy sugerują historię. Czasem sam kształt góry mówi wiele.

To będzie dłuższa wyprawa, więc przedstawmy bohaterów: Biedny ojciec, 12 córek, olbrzymka, służka olbrzymki, syn jednej z córek i król.

Był sobie biedny ojciec 12 córek. Był tak biedny, że w poszukiwaniu jakiegokolwiek jedzenia musieli się wybrać w głąb dżungli. Zaszli bardzo głęboko w puszczę i zrobili sobie przerwę na odpoczynek. Ojciec stwierdził, że dalej tak żyć już nie dadzą rady i postanowił porzucić córki w lesie. Wysłał je więc, by poszły do strumienia nabrać wody w kije bambusowe. Ojciec potajemnie zrobił dziury w dnach tychże i przez to, mimo usilnych prób, córki nie były w stanie nabrać wody, gdyż ciągle się wylewała. Próbowały, próbowały, aż zrobiło się ciemno. Głośno płacząc wróciły do obozowiska, jedynie by stwierdzić, że ojca nie ma! Zaczęły więc płakać jeszcze głośniej, aż usłyszała je przechodząca nieopodal olbrzymka. Gdy dowiedziała się w czym rzecz, opowiedziała, że widziała kogoś, kto pasuje do rysopisu (niski, czarne, krótkie włosy, zmęczone oblicze). Ten człowiek, nie dalej jak 5 minut drogi stąd tańczył wokół ogniska, wcinając mango i banany i śpiewał piosenkę, której słowa można skrócić jako „miałem ci ja dwanaście córek, do jedzenia ostał mi się murek, córek teraz się pozbyłem i swój brzuszek napełniłem”.

Widząc rozpacz dziewczyn, olbrzymka zaproponowała, że mogą zostać u niej – ma w pobliżu posiadłość i mnóstwo miejsca dla zabłąkanych dusz. Porzucone przystały na propozycję i od tej pory zamieszkały z olbrzymką.

Mijały miesiące i życie dziewczyn układało się całkiem nieźle – miały co jeść, gdzie mieszkać i nie były nękane przez nikogo. Nabierały śmiałości i zaczęły coraz bardziej eksplorować posiadłość opiekunki.

I nawet jeść dają!

Nawet te najgłębsze, najciemniejsze korytarze. Jak się pewnie domyślacie, odkryły pomieszczenie, które zmieniło ich podejście do olbrzymki – pokój pełen kości zwierząt – małych, dużych – jak i ludzkich szczątek. A na centralnej półce leżało serce – żywe i bijące. Ten widok je tak przeraził, że zdecydowały się uciec z posiadłości.

Uciekły przez dżunglę do położonej poniżej mieściny. Od czasu zniknięcia mocno wyrosły i wypiękniały, więc widok 12 piękności wychodzących z lasu wzbudził sporo uwagi. Ta uwaga dotarła aż do samego króla, który to postanowił wziąć sobie je wszystkie za żonę.

Szukam kopciuszka, której to ciżemki znalazłem

Gdy tylko olbrzymka się o tym dowiedziała, również zeszła do mieściny i używając swojej olbrzymowej magii przekształciła się, by wyglądać na najładniejszą kobietę na świecie, która z łatwością może przyćmić urodę 12 dziewczyn. Rzecz jasna po to, by również dołączyć do królewskiej poligamii.

Tak też się stało. Nie minęło dużo czasu i nowej partnerce króla zaczęły przeszkadzać pozostałe konkubiny, więc zaczęła udawać chorobę. Okropną chorobę, którą wyleczyć można tylko poprzez wypędzenie pozostałej 12, a przy okazji ich oślepieniu. Najwyraźniej była tak niesamowicie piękna, że król dał się przekonać (co tylko dowodzi, którą częścią ciała myślą mężczyźni).

O, a tu po prawej zasadzisz pelargonię

Okaleczone córki z pewnością rychło by zginęły – nie łatwo było niewidomym w tamtych czasach. Jednak osoba wyznaczona do wyłupania oczów najwyraźniej nauczyła się liczyć jedynie do 23, ponieważ najmłodszej wyciągnął tylko jedno oko. Dzięki temu, najmłodsza została przewodnikiem stada, doprowadziła siostry bezpiecznie do ukrycia, była w stanie zdobyć pożywienie i jakoś ułożyć sobie i innym życie w tej nowej rzeczywistości. Nie minęło jednak zbyt długo, a okazało się, że jest ona w ciąży.

Urodziła syna, dla którego wyprosiła u bogów opiekuna-koguta*, który czuwałby nad jego powodzeniem i  ułatwił mu w życiu. Koguci anioł stróż spełnił swoje zadanie – chłopak wyrósł na silnego, zdolnego męża, który z łatwością wygrywał wszelkie zawody siłowe organizowane w okolicach.

Historie o niesamowitym sportowcu dotarły do króla, który zechciał go zobaczyć na własne oczy.

Audiencja szybko przerodziła się w święto, ponieważ król zorientował się, że stoi przed nim jego syn (czyżby warga habsburska?) i zdecydował się go przyjąć pod swój dach.

Syn opowiedział królowi jakoby to jego matka i ciotki zginęły, ponieważ wiedział, że urzędująca w pałacu królowa z pewnością zorganizowałaby polowanie. Królowej nie podpasowała jego obecność na dworze, więc znów tragicznie „zachorowała”, tym razem mówiąc, że jedyne lekarstwo znajduje się w jej dawnej posiadłości, gdzie urzęduje jej służka, a jedynie syn króla jest na tyle silny by dotrzeć tam na czas.

Ej weź go wyślij, popatrz jak ładnie proszę

Król ponownie zgodził się z olbrzymką i wysłał syna po lekarstwo. Olbrzymka załączyła list z instrukcjami do służki. Ale syn króla nie był w ciemię bity i gdy tylko oddalił się od pałacu otworzył list i znalazł tam instrukcję „zabij posłańca”. Szybko zniszczył ten list i zastąpił go wiadomością o treści „weź posłańca sobie za męża”.

Gdy dotarł pod wrota siedziby, przekazał list służce, która przeczytawszy go ochoczo przystąpiła do spełnienia polecenia swojej pani. Syn też był zadowolony, ponieważ zakochał się w służce od pierwszego wejrzenia.

Pobrali się i zamieszkali razem w siedzibie olbrzymki.

Mijał czas, a syn zapomniał już o całym świecie, bo tak mu tam było dobrze. Do czasu, aż nie odkrył tajnego pokoju z bijącym sercem i workiem pełnym oczu swojej matki i ciotek. Wtedy też przypomniał sobie o swoim pochodzeniu i zemście, którą nosił w sercu.

By wymknąć się z pałacu zorganizował wielką imprezę. Zastosował angielskie wyjście (które w tym czasie musiało być zwanym jakimś birmańskim wyjściem, bo o Anglii nikt nie słyszał) zabierając ze sobą oczy oraz serce.

Gdy tylko żona się zorientowała, że jej ukochany uciekł, ruszyła w pogoń za nim, razem z całą armią jaką miała do dyspozycji. Dogoniła go, gdy przedzierał się już przez wody rzeki. Z brzegu kazała wystrzelić salwę strzał, ale ta nie dosięgnęła go. Odwołała się do magii i stworzyła ścianę z wody, ale mąż tę również dał radę przebrnąć. Wtedy żona padła na ziemię i umarła z żalu za ukochanym, który nawet się na nią nie obejrzał. Jednak przed śmiercią zdążyła jeszcze wznieść ku niebiosom życzenie, by on również umarł z tęsknoty.

A ten grobowiec będzie naszym grobowcem

Gdy syn dotarł do pałacu króla, ten akurat ucztował przy stole z olbrzymką. Wtedy syn rzucił na stół torbę z bijącym sercem, które to wytoczyło się na widok wszystkich zebranych. Olbrzymka, widząc to, zrzuciła swój czar, przybrała olbrzymią postać i rzuciła się na syna. Ten jednak zdążył przebić bijące serce, uśmiercając ją na miejscu.

Syn wytłumaczył wszystko królowi, który kazał przywołać 12 kobiet z powrotem do pałacu, oddał im ich oczy i przeprosił solennie.

Syn jednak, gdy jego misja została wypełniona, postanowił powrócić do ukochanej i do jej siedziby. Gdy dotarł na brzeg, zobaczył jej martwe ciało i padł na miejscu, u jej stóp, spełniając ostatnie życzenie żony – umierając z tęsknoty za nią.

Gdy bogowie zobaczyli co się stało oburzyli się ogromnie: „Jak to leży u jej stóp? Przecież to mężczyzna jest głową rodziny!”, dlatego też przearanżowali układ ciał, by to mężczyzna był pierwszy.

Od tej pory, gdy się spojrzy na góry  nad Mekongiem przy Luang Prabang, zobaczycie dwie postacie leżące: mężczyznę i kobietę (w tej kolejności).

* Jeśli ktoś czyta te wpisy wybiórczo a chce się dowiedzieć o kulcie koguta w Azji to polecamy wpis [043] O co koko?

Ciepłe wskazówki

Luang Prabang jest pięknym miastem z niewielkim centrum, więc spokojnie można je przedreptać na piechotę. Nic tylko wagabundzić.

I powłóczyć się w trakcie

Poniżej macie nasze również tradycyjne dobre rady zebrane z wcześniejszych wpisów:

#TravelTip – Jedzenie, jakie tam można znaleźć jest laotańskie, tajskie i włosko-francuskie. Rzecz jasna ceny są odpowiednio większe w tych ostatnich. W Luang Prabang też po raz pierwszy w Azji jedliśmy pizzę która była naprawdę włoskiej jakości.

#TravelTip – Będąc w okresie Grudzień-Styczeń, temperatury rano i wieczorem są niskie, więc bez długiego rękawa się nie obędzie!

#TravelTip – Bilet na pociąg można kupić na 3 dni przed odjazdem, najlepiej przez aplikację – ale trzeba mieć laotański, tajski lub chiński numer telefonu. Na dworzec można wejść na 2 godziny przed odjazdem.

#TravelTip – UWAGA! Wiza elektroniczna eVisa, o którą aplikuje się przed przyjazdem obowiązuje tylko w wybranych punktach i lotniskach! Jeśli wybierzemy się z taką na niewymieniony na liście punkt – nie unikniemy zakupu drugiej wizy „on arrival”, a koszt wydany na eVise jest bezzwrotny.

Listę punktów obsługujących elektroniczną wizę można znaleźć na stronie https://laoevisa.gov.la/.

#TravelTip – Nie bój się próbować laotńskiej kuchni – ma bardzo wiele do zaoferowania.

#TravelTip – wybierając się na operę, nie kupuj biletu dla dzieci (płaci się za miejsca siedzące, a dziecko może siedzieć na kolanach – lub nawet na schodkach w przejściu).

O tak się siedzi na kolanach!

Miejsca, których nie widzieliśmy

Jedną z atrakcji, którą odpuściliśmy (ze względu na zbyt niskie temperatury), były wodospady Kuang Si . Jest to jeden z polecanych punktów z bardzo ładnymi widokami i możliwością kąpieli w źródlanej wodzie. Zwłaszcza Blonka i Drzazga zachwalali to miejsce (byli w Laosie 2 miesiące przed nami). Wodospady znajdują się 30 km od miasta, póki co można się tam dostać tuk-tukiem, taksówką lub GRABem.  Ale za to w planach na najbliższy sezon jest już wprowadzenie miejskich autobusów, które mają kursować na trasie Luang Prabang – Wodospady Kuang Si.

Jaskinia Buddów Pak ou – buddów tam u  nich dostatek, ale i nasze oczy już ich widziały setki tysięcy (Trzecia stolica) więc tym razem odpuściliśmy zwiedzanie. Miejsce to wypełniają posągi, które zostały przeniesione z innych miejsc albo może wyczerpały swoją mannę i postanowiono ich wymienić na nowszy model. Aby dostać się do tej groty trzeba przepłynąć Mekong, a wcześniej jeszcze dojechać z centrum miasta. Wejście jest biletowane, ale to mała stawka (rzędu 5-10 PLN).

Ankieta

Zgodnie z tradycją, zrobiliśmy ankietę na temat tego, co im się najbardziej podobało. Jak nigdy wszyscy absolutnie zgodnie wybrali dzień który spędziliśmy na farmie ryżu także jest to najlepsza reklama. Poniżej znajdują się wyniki z wszystkimi miejscami:

Pierwsze miejsce u dzieci!

Dzieci:

  1. Farma ryżu (Za miskę ryżu) na równi z ptaszkami w klatce (Postaw świątynię, a przybędę)
  2. Procesja z hajsami (Postaw świątynię, a przybędę).
  3. Nocny market (Mnichom darowanie).
Pierwsze miejsce u Niebieskiej

Niebieska:

  1. Farma ryżu (Za miskę ryżu).
  2. Architektura miejska (Bagietka z Azją).
  3. Mnisia procesja (Mnichom darowanie).
  4. Klimat geograficzny
  5. Świątynia Spokoju (Postaw świątynię, a przybędę).
  6. Jedzenie – Laab (Bagietka z Azją)
Pierwsze miejsce u Adama

Adam:

  1. Farma ryżu (Za miskę ryżu).
  2. Bieganie po okolicy (Mnichom darowanie).
  3. Architektura miejsca (Bagietka z Azją).
Tamara niezdecydowana

Podsumowanie

Jak tylko przyjechaliśmy, to wiedzieliśmy, że będziemy żałować, że za krótko tu będziemy. Jest to piękne, magiczne miejsce, które nie jest jeszcze skażone masową turystyką. Świadczy o tym, przede wszystkim wiek europejskich turystów – wyższa średnia wieku świadczy o podejściu „no to gdzie jeszcze nie byliśmy? W Laosie”. Świetne jedzenie, boski klimat i bardzo przyjaźni ludzie (którzy w dużej mierze mówią po angielsku!). Luang Prabang jest marką samą w sobie, ale reszta kraju na pewno oferuje bardzo dużo – szczególnie wizja trekkingu jest kusząca.

Na pewno tu wrócimy – i to chyba powinno wystarczyć jako rekomendację.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *