Wszyscy lubią trójkąty! Są takie angażujące, szczególnie matematycznie! Chociaż mówią, że jeśli się wpadnie w sidła Trójkąta Bermudzkiego, to zaangażowanie jest zapierające dech w piersiach.
A my tutaj, spędzamy tydzień w Dźajpurze (wciąż dziwnie się czuję pisząc nazwy w polskiej notacji). Jest to trzecie miasto tworzącego tzw. Złoty Trójkąt czyli najpopularniejszy obszar turystyczny (pozostałe dwa to odwiedzone już przez nas Delhi i Agra). A tam kolejne punkty w naszej grze „złap wszystkie obiekty UNESCO”.

Jantar Mantar – obserwatorium astronomiczne
Po raz drugi! Uważni czytelnicy mogą kojarzyć tę nazwę – obiekt o tej samej nazwie odwiedziliśmy już w Delhi. A jest ich więcej – Jai Singha II, ten władca naukowiec zafascynowany astronomią (zamiennie z astrologią) i ogólnie naukami ścisłymi kazał stworzyć takie obiekty również w Delhi, Ujjain, Varanasi i w Mathura (nie zachowany).








Jakby tego było mało, opracował też swoje instrumenty pomiarowe, ponieważ te wówczas dostępne były – w jego opinii – niewystarczająco dokładne. By uzyskać większą dokładność, należy zrobić większe urządzenie (duży kraj, duże potrzeby). Widać ta filozofia trwa do dzisiaj, skoro akcelerator w CERN o obwodzie 27 km już nie jest dostateczny i trwają nad zbudowaniem takiego, co w obwodzie będzie miał 100km… Wracając: Sawai Jai Singha II bardzo zaangażował się w konstrukcje tych przyrządów, jednak jego – jakby nie patrzeć wielkie – osiągnięcia nie wyszły poza granice Indie. Późniejsi władcy – jak sobie możecie wyobrażać – już nie byli tak pochłonięci zagadnieniami astronomicznymi, więc obiekt ten został zaniedbany. W pewnym momencie nawet służył za magazyn z bronią. Potomkom Jai Singha II chyba jednak zrobiło się głupio z tego powodu, dlatego nazywano go później z tytułem Sawai, co oznacza jeden i ćwierć, czyli że był mądrzejszym i lepszym władcą od innych – wyrabiał 125% normy! Chociaż ten tytuł również przyklejono mu z przypisem małym drukiem, świadczącym o klasycznej, ludzkiej próżności: mianowicie tytuł Sawai był tytułem dziedzicznym, więc potomkowie bez cienia zażenowania używali tego określenia wobec samych siebie. Jakby tu pokazać, że się jest lepszym od plebsu?
Wracając do Jantar Mantar. Jest to obserwatorium astronomiczne znajdujące się w centrum Jaipuru. Jego nazwa oznacza dosłownie Instrument Obliczeniowy, więc nie ma tutaj duchowej warstwy, co jest dosyć wyjątkową kwestią w Indiach. Obiekt podupadał, ale co jakiś czas prowadzone były prace renowacyjne (jak na przykład wykorzystanie metalowych pasków do oznaczeń w kamieniu, zamiast klasycznego żłobienia). Zaś w 2010 roku został wpisany na listę UNESCO. Mimo, że znajduje się on w centrum miasta to stanowi on osobny obiekt na tej liście, niezależnie od starówki.
Wybraliśmy się tam a na miejscu zastosowaliśmy taktykę podzielenie się na grupy. Tego dnia dzieci nie były szczególnie zainteresowane i skore do zwiedzania terenu, więc by dać sobie przestrzeń i możliwość spokojnej kontemplacji urządzeń wyruszaliśmy osobno, zaś dzieci dostały zeszyty z kredkami i zawzięcie przelewały swoją kreatywność na papier.





Porównując obiekt z tym stołecznym można tu znaleźć więcej urządzeń pomiarowych, chociaż wciąż brakowało jasnego oznaczenia dającego wyobrażenie jak się takiego używało. Znów trzeba było skorzystać z opcji przewodnika – same czytanie tablic przy obiektach nie było wystarczające do zrozumienia dla osób nie siedzących w temacie. Ale obiekty ze znakami zodiaku były dosyć jednoznaczne, więc te poletko z kolejnymi konstrukcjami pomagające zlokalizować daną konstelację były chyba najbardziej obleganymi obiektami w kompleksie.
Vrihat Samrat Yantra – to największy zegar słoneczny na świecie, na którym można odczytać czas z dokładnością do 2 sekund. Ma też na kompleksie swojego mniejszego brata Laghu Samrat Yantra, do pomiaru czasu lokalnego. Z punktu widzenia dzieci to jest fantastyczne miejsce zabaw, niestety kategorycznie zabrania się wchodzenia na największe schody w okolicy.



Digamsha Yantra – służy do wyznaczania czasu wschodu i zachodu słońca, a także azytmutu Słońca. Wygląda jak wielka studnia z wypustką na środku.
Nadivalaya Yantra – kolejny do pomiarów słońca – tym razem śledzenie słońca na równiku.


Chakra Yantra – pierścień do określania deklinacji i godziny.


Rashi Valaya Yantra – wspomniane wcześniej znaki zodiaku.






Yantra Rej – oparta na średniowiecznych instrumentach konstrukcja obrazująca położenie ciał niebieskich – stereograficzna projekcja na płaszczyźnie równika

Jaw Mahal
Jednym z obiektów, które znajdują się na liście „musisz zobaczyć” (według internautów) w Jaipurze jest Jaw Mahal. Jest to taki pałac na wodzie, który stanowi tło niesamowitych zdjęć. Powstał jeszcze za panowania Madho Saigha I, ale rozbudował go Sawai Jai Singha II. Jest to pięciokondygnacyjny pałac wybudowany w stylu radżpudzkim, chociaż jego 4 piętra znajdują się pod wodą. Został tak zaprojektowany, by właśnie woda chłodziła wnętrze, więc lokalizacja nie jest przypadkowa. Służył jako pałac letni (ciekawe określenie, skoro tam jest ciągle ciepło) i miejsce do polowania na kaczki.

Miał dosyć burzliwą historię renowacyjno-konserwatorską z nietrafionymi inwestycjami, dużymi pieniędzmi i przywracaniem do stanu sprzed remontu (czyżby wygrała najtańsza oferta?).
Co jest istotne – do pałacu nie ma dostępu. Nie ma też niestety możliwości podpłynięcia łodzią bliżej – mimo, iż jest do tego przygotowana infrastruktura. Jest to zarówno negatyw jak i pozytyw. Z jednej strony oglądać go można jedynie z odległości – z brzegu jeziora, więc widać jego front na tle gór, co daje całkiem niezłą scenerię do fotografii – z drugiej strony, bez dobrego sprzętu nie da się zrobić niesamowitych fotografii, zaś odległość jest na tyle daleka, że nie da się dostrzec szczegółów architektonicznych. Z trzeciej strony można zrobić zdjęcie pałacu na tle nie zatłoczonego jeziora, bez otaczających budowlę ławic turystów.
Wieczorową porą jest podświetlany – myśmy tam jednak byli za dnia i szczerze mówiąc, nie wynagrodził dalekiej drogi, jaką trzeba przebyć by dostać się na miejsce (leży on na skraju miasta, przynajmniej godzinę drogi od centrum).
Z plusów zaś mogłem poćwiczyć swoje umiejętności negocjacyjne, ponieważ tuk-tuciarzy tam nie brakowało i mimo, iż stali wspólnym frontem co do ceny przejazdu, wiedziałem, że znajdzie się taki, który się wyłamie z bractwa i przewiezie nas w bardziej normalnych cenach (a nie takich turystycznych).
Jeśli ktoś się tam wybiera to na miejscu można zrobić sobie sesję w tradycyjnych jaipurskich strojach (bardzo popularne) albo wypożyczyć sobie wielbłąda na wycieczkę.



Patrika Gate
Największą chyba niespodzianką Jaipuru była dla nas Patrika Gate. Jest to nowoczesna budowla (z 2016 roku!) położona w Jawahar Circle – jednego z największych rond w Azji (ponad 400 metrów średnicy) a jego centrum stanowi piękny park.

Położona jest kawałek od centrum, ale dojazd jest stosunkowo gładki (tj. nie wiedzie wąskimi uliczkami, czy zatłoczonymi zaułkami). Wstęp jest za darmo i każdy może oglądać, chociaż park doń przylegający już ma ograniczone godziny zwiedzania (jak zresztą wszystkie parki w Indiach). Jedynym wyzwaniem jest przedostanie się doń ponieważ trzeba pokonać 5 pasów ruchu (tak na oko, ciężko stwierdzić gdy każdy jeździ jak chce) a o światła i przejścia dla pieszych nie jest łatwo.
Jadąc na miejsce nie znałem jego historii (ale to wynika z mojej ignorancji i lenistwa- skoro żona organizuje, to mogę się skupić na chłonięciu tego, co mi zostało zaserwowane). Gdy dojechaliśmy pod Bramę, to nie mogłem wyjść z podziwu i zdecydowanie stawiałem na stanowczo starszy wiek budowli. I byłem zachwycony!
Rozmiar zdecydowanie robi wrażenie, ale to zdobienia wyniosły budowlę na kolejny poziom. Na pierwszy rzut oka olśniewa swoim różem indyjskim, trzeba jednak przejść pod łukami, aby dostać się do parku i nagle człowiek znajduje się w innym świecie. Ornamentalne, kolorowe freski opisujące historię totalnie mi nieznane, ale zdecydowanie przykuwające wzrok. Zaś korytarz z łuków narzucał się jako świetne tło do fotografii.
TravelTip: To jest nasz absolutny hit w Jaipurze, jeśli jesteś influencerem to musisz się tu znaleźć







Nie mogliśmy przybyć na miejsce i nie skorzystać z ogrodu spacerowego, więc ruszyliśmy na przechadzkę. Okazało się, że jest to jeden z przyjemniejszych parków – szczególnie zachęcał do pobiegania (to uczucie zasadniczo nie towarzyszyło mi w Indiach).
Jednym z ciekawych obiektów jest położona na końcu konstrukcja z portali, która nawet na dzieciakach zrobiła wrażenia. Można nawet było poprowadzić z nimi rozmowę na temat architektury, możnaby ale wolały podejmować próby wspinaczki. Ciekawość dziecka jest nieskończona!







Jaipur bye bye
Jaipur jest dosyć niejednoznacznym miastem. Ma swoje problemy, jak każde miasto w Indiach, ale pozytywnie zaskakuje. Piękna Patrika Gate i niesamowity Pałac Wiatrów. Może podświadomie potraktowaliśmy wszechobecny róż zgodnie z myślą hinduistyczną – jako oznakę gościnności? Bo tak się czuliśmy – jak goście, a nie jak egzotyczne obiekty (którymi niewątpliwie byliśmy). Dlatego jeśli będziecie podążać śladem Złotego Trójkąta, to nie rezygnujcie z Jaipuru. I weźcie sobie przewodnika w Jantar Mantar!:)











Skomentuj Anna Kwiecińska Anuluj pisanie odpowiedzi