[009] Certyfikowana herbaciara

Jak widzicie dosyć intensywnie spędzamy czas. Próbujemy wycisnąć ile się da z naszego tutaj pobytu, odwiedzić wiele miejsc, zobaczyć wiele zabytków, a nasze dzieci nie mają wyboru – muszą z nami podążać. Ale może by tak doświadczyć coś, co nie wymaga chodzenia?

Czas na herbatkę

Chiny słyną ze swoich herbat, mają ich ponad 1500 rodzajów do wyboru i być może to był powód krzywego spojrzenia pewnej pani ekspedientki, kiedy kupiłem klasycznego Liptona w torebkach.

Ups, wziąłem herbatę w torebkach w Chinach

Już od dawna się rozglądaliśmy za możliwością uczestniczenia w ceremonii parzenia herbaty, gdzie będziemy również mogli wprowadzić dzieci i nie będzie to nas kosztowało nerki. Rzecz jasna przechadzając się po deptakach i okolicach głównych atrakcji bywaliśmy zapraszani na kosztowanie herbaty, ale zostaliśmy ostrzeżeni przez kuzynostwo z Warszawy (pozdrowienia dla Ignatiuków), żeby unikać takich miejsc – wszak liczą sobie sporo za samo wejście, a do tego trzeba płacić za herbatę i inne usługi.
Dlatego nie odpuściliśmy i po dłuższym researchu udało się ustalić pewną miejscówkę, która zapowiadała się nieźle.

Wybraliśmy się do Alice’s tea house który można znaleźć na TripAdvisorze.

Ku naszej uciesze oczekiwania zostały spełnione – miejsce jest bardzo urokliwe, a mieliśmy całą przestrzeń dla nas.

Do tego nasza przewodniczka po świecie teiny bardzo dobrze mówiła po angielsku! (Tutaj wykrzyknik, bo gdy się mówi, że nawet jak w czymś jesteś dobry, to znajdzie się gdzieś chińczyk, który to robi lepiej, to język angielski musi być wyjątkiem w tej regule). Miejsce znajduje się na uboczu i nawet prowadząca mówiła, że zagranicznych turystów raczej się tam nie widuje. Jest to na tyle na uboczu, że publiczne toalety mają bezprzedziałowe dziury w ziemi (kucający sedes – to musi mieć swoją nazwę, nie?), więc korzystanie wymaga cierpliwości lub przełamania kolejnej granicy komfortu.

Zatem: rozróżnia się 6 typów herbaty: biała, żółta, zielona, niebieska, ciemna i czarna. Z tego niebieskiej nie znajdziesz poza Chinami, dlatego też się na nią zdecydowaliśmy. W ramach danego koloru, można rzecz jasna znaleźć pewne odmiany i na przykład skorzystaliśmy z takiej co nazywana jest Easter Beauty – Wschodnia Piękność – raczej preferowana przez kobiety ze względu na lekko miodowy posmak wynikający ze sposobu przygotowywania liści – jeśli dobrze zrozumieliśmy herbata ta jest trawiona przez jakieś robaczki, stąd ten posmak.

Sposób parzenia herbaty można krótko podsumować jako wielokrotne zalewanie tej samej partii liści w bardzo małym dzbanuszku i picie z bardzo małych miseczek. Każda iteracja dawała bardziej intensywny posmak, a ceremonia w tym wszystkim to wspólne picie tej herbaty, rozmawianie i delektowanie się smakiem.

Co nas bardzo pozytywnie zaskoczyło to były dzieci. Sądziliśmy, że będziemy na ceremonii jakieś pół godziny do godziny, nim dostaną małpiego rozumu, ale nie – wyszliśmy po ponad dwóch godzinach. Dzieci same podeszły do naszego stołu, razem z nami pijali kolejne herbaty, wyjadali przygotowane przegryzki, ale również rozmawiały z Panią po angielsku. Przypuszczamy, że łagodne usposobienie prowadzącej tylko zachęcało ich do otwierania się. Baltazar mówiący „this is very good, I like it”, czy „what is that”, czy „I want more”, zaś Aurora – jak to Aurora – bez cienia wstydu zatrudniła Panią do otwierania jej słonecznika i jak zapętlona powtarzała „sie-sie” 謝謝 co oznacza dziękuję.

Byliśmy z nich naprawdę dumni.

Bardzo miłe doświadczenie, dużo się dowiedzieliśmy, bo okazuje się, że można zostać herbacianym somelierem i nawet uzyskać tytuł naukowy ze znajomości herbaty. Kariery inżyniera na nim nie zrobisz, ale założyć świetną herbaciarnię – dlaczego by nie?

A! Parzenie herbaty po chińsku znalazło się na niematerialnej liście światowego dziedzictwa UNESCO!

Prince Kung’s Mansion

Niedaleko stacji Beihai Bei 北海北 można znaleźć największą w Pekinie, udostępnioną do zwiedzania rezydencją – Rezydencja księcia Kung. Wybraliśmy się tam z myślą, że będzie to fajny przystanek – nie jest to Zakazane Miasto, czy Wielki Mur, więc może będzie trochę spokojniej?

Prince Kung’s Mansion – zdjęcie w stylu Gauguinowskim

Pierwsze znaki naszej pomyłki były jeszcze w drodze. Zdecydowaliśmy się złapać tosta z awokado w pobliskiej knajpie. Czekaliśmy 40 minut. Nawet nie było tłumów! Dosłownie kilka ludzi. 40. minut. na. tosta. Był to znak od wszechświata, ale go zignorowaliśmy.

Zakręt dalej zobaczyliśmy co nas czeka. Tłumy. Ale nie takie tłumy, jak na dworcu w Warszawie, czy Rynku w Krakowie. Tak jakby wziąć ludzi z rynku Krakowskiego i wrzucić na dworzec w Warszawie. Dworzec Warszawa Gdańsk.

Ale co to dla nas, nie po to przebyliśmy tyle drogi by teraz przestraszyć się kilku czarnowłosych współturystów. Ruszyliśmy dzielnie dalej by przejść przez bramki i wejść do Rezydencji.

Każda flaga to jeden przewodnik, każdy przewodnik to wiele Chińczyków

Może opiszę obrazek – rezydencja składa się z dwóch części – ogrodów i zabudowań. Zabudowania to seria małych dziedzińców porozdzielanych domkami, bramami i wąskimi przesmykami. Wylądowaliśmy na początku tego toru przeszkód z wózkiem. Każde schodki, progi czy drzwi oznaczały wstrzymanie rzeki ludzi, przekrzyczenie masy przewodników z małymi przenośnymi wzmacniaczami, by zatrzymać pozostałą trójkę, przeniesienie wózka i kontynuację. Po kilku takich ekscesach postanowiliśmy, że zrobimy naszą sztuczkę – jedno zostaje z dziećmi, drugie idzie na szybki obchód. Blu ruszyła walczyć z tłumem, a my zostaliśmy w jednej wnęce, która okazała się najwyraźniej platformą wystawową, ponieważ czwórka ładnych, białych dzieci jest bardziej interesująca niż kilkusetletnia budowla.

Wygooglajcie sobie „Zoo etniczne”

Z kolei Blu dotarła do ogrodów, ale przy tej ilości ludzi zajęło jej to grom czasu, a w ogrodach wcale się nie poluźniło.

Obydwoje zdecydowaliśmy więc, że czas na ewakuację – gra nie jest warta świeczki (kadzidełka?).

Pekin pokazał nam, że nie należy go lekceważyć.

2 odpowiedzi do „[009] Certyfikowana herbaciara”

  1. mysle ze jak ubierzecie dzieci w jakies egzotyczne -polskie stroje to stojąc w tej wnęce z kapeluszem moze by wam się loty zwróciły

  2. Awatar Natasza Jarońska-Ignatiuk
    Natasza Jarońska-Ignatiuk

    Bardzo się cieszymy, że rady się przydały i udało się Wam uniknąć herbacianych naciągaczy! 🙂

    Herbatę niebieską można od jakiegoś czasu kupić również w Polsce. Ma w sobie kwiaty klitorii (kwiat ma kształt podobny do żeńskich narządów płciowych- stąd nazwa). Po dodaniu kilku kropel cytryny kolor zmienia się na fioletowy. 🙂

    Herbata pyszna!

    Ściskamy!

Skomentuj Aga Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *