[008] Widzieliśmy Wielkiego Mura

Wielki Mur Chiński

Przechadzając się po pięknych świątyniach, parkach i zakamarkach nietrudno o zachwyt nad tutejszą architekturą. Jednak gdzieś tam z tyłu głowy wypływał mały, niezbyt przyjemny przyjemniaczek, który cieniutkim głosem tylko mówił „u nas w Europie to budowali większe i ładniejsze zamki”, „u nas pałaców nikt nie robił z drewna” i tak dalej. Jednak nawet ten mały głos musiał przyznać, że co jak co, ale fajnie, że władcy Chin w ramach podbudowania ego tworzyli wielkie, zielone przestrzenie, pełne jezior, wierzb i małych, harmonijnych zakątków. A i kto jak kto, ale Chińczycy wiedzą jak robić porządne mury.

Widok na Mur Mutianyu z wieży numer 4 (ponoć najbardziej malowniczy widok)

Zabierzmy się zatem na ten najsławniejszy ze wszystkich, wcale nie widoczny z kosmosu, ale wciąż imponujący Wielki Mur Chiński o długości ponad 2500 km (chociaż przewodniczka mówiła, że niektórzy szacują, że kiedyś miał nawet i 21 tysięcy km).

Wokół Pekinu udostępnionych jest obecnie 6 odcinków muru – my wybraliśmy nie ten najbliższy (i najbardziej zatłoczony), a mianowicie Mutianyu. Jest to najnowszy, odrestaurowany odcinek, a jednocześnie ma niedostępną gdzie indziej atrakcję – można zjechać ze szczytu w torze saneczkowym (bobslejach?).

Zdecydowaliśmy się, że skorzystamy ze zorganizowanego dojazdu. Wszak nie była to najtańsza, ani najszybsza opcja dostania się na miejsce, ale znając życie, nasza szybsza i tańsza próba dostania się na miejsce okazałaby się dłuższa i droższa.

W tle wieża wartownicza numer 11

Na miejscu mieliśmy mieć pięć godzin do kręcenia się po murze, nim odjedzie nasz autokar powrotny, który mógł dojechać jedynie do małej miejscowości pod tym murem, skąd wziął nas już lokalny autobus. Nie ma innej opcji, zostało to tak zorganizowane, by faktycznie usprawnić dojazd do samego muru – inaczej wygrałaby natura ludzka i ludzie zatkaliby całkowicie trasę próbując podjechać jak najbliżej się da. Minusem tego był fakt, że zjadło nam to prawie godzinę, bo ludzi już nie brakowało. W czasie wspominanego wcześniej Wielkiego Tygodnia, półtoragodzinny powrót do Pekinu trwał ponad 5 godzin, więc powinniśmy się uważać za szczęśliwców, aczkolwiek miło by było zostać o tym wcześniej powiadomionym.

Na mur wjechaliśmy wyciągiem gondolowym i chcąc, nie chcąc trzeba było zaufać chińskiej myśli technicznej i chińskiemu rozwiązaniu budowlanemu, więc był stres.

Na szczycie przepchawszy się przez tłum skierowaliśmy się ku malejącym numerom wież strażniczych.

Okazało się rozsądnym rozwiązaniem nie wzięcie wózka, ale widzieliśmy po drodze kilka osób, które nie przemyślały tej kwestii zawczasu. Trasa po wielkim murze wyłożona jest kamieniami i schodami (a to niespodzianka), ale stromość podejść i schodów mocno oscyluje, więc bywały takie odcinki, gdzie trzeba było wchodzić bardzo ostrożnie, a i tak wybraliśmy się na ten „łagodniejszy” odcinek.

Przeszliśmy po murze 10 wież strażniczych (Niebieska przeszła 14), co daje około kilometra, ale ze względu na ukształtowanie „terenu” zajęło nam to ponad 2 godziny.

Niestety najwyraźniej wybraliśmy się kilka dni za wcześnie by złapać ten czas, gdy las poniżej murów jest pełen barw jesieni, jednocześnie złapaliśmy jeden z ostatnich ciepłych dni (na czas pisania w Pekinie temperatura oscyluje w granicach 10-15 stopni z zimnym wiatrem, więc na murze sytuacja musi być wybitnie nie na nasze warunki ubraniowe).

Zaczęliśmy przy wieży strażniczej numer 14, skończyliśmy przy wieży numer 4, ale pytacie się co jest za numerem 1? Wieża numer 0 i ujemne? Blu była na jedynce i trochę nielegalnie przeszła przez Terminal Na Końcu Muru. A tam smoki, potwory, dzikie zwierzęta, napadając Hunowie (albo ich duchy), ślady ruin nieodnowionego muru oraz głośna cisza, gdy nic nie słychać poza bardzo intensywnymi dźwiękami przyrody. Magicznie i przerażająco. Ale co ją powodowało, że się tam wybrała? Poza, rzecz jasna, naturalną ciekawością historyka sztuki z zamiłowaniem do średniowiecza? Otóż można tam znaleźć kesza. To znaczy nam się nie udało, ale gdzieś tam powinien być. Za to udało nam się znaleźć kesza bliżej wejścia, który został umieszczony za zgodą i wiedzą zarządców tego odcinka muru (wszak wszechobecne kamery nie pozwoliłyby na zbyt długą passę podejmowania kesza bez zwracania uwagi).

Fragment muru za wieżą strażniczą numer 1 tzw. Dziki Mur

Gdy czekaliśmy na powrót Blu, dzieci dały upust swoim kreatywnym potrzebom, wzięły mazaki w ręce i poczęły pisać po ścianach. Ale bez strachu! W wieży 6 i którejś z wyższym numerem można legalnie pomalować po materiale rozwieszonym na ścianie. W galerii poniżej przykład.

Przy wieży numer 6 człowiek ma opcje powrotu na wyciągu krzesełkowym, zejścia pieszo, lub zjazd na wspomnianej wcześniej zjeżdżalni. Rzecz jasna bardzo chcieliśmy tej ostatniej opcji spróbować, ale niestety zjazd indywidualny jest możliwy jedynie dla osób powyżej 10 lat, a młodsi muszą zjeżdżać z osobą dorosłą. Nikt nie przygotował niestety trzyosobowych wózków, a nie udało nam się zaprzyjaźnić w tak krótkim czasie, by komuś podrzucić dwójkę z naszej czwórki.

Koniec końców i tak wyszło na dobre, bo kolejka do bobslejów była ogromna, a nam czas się już kończył, więc zjechaliśmy wyciągiem krzesełkowym. Kolejny punkt ekscytujący dla dzieci, chociaż jedynie Tamara nie powiedziała, że się trochę bała.

Tak więc, cytując Baltazara: widzieliśmy Wielkiego Mura, zaś na koniec podsumujmy:

#TravelTip: wybierz się jak najwcześniej – być może uda Ci się uniknąć tłumów. Aby na spokojnie przejść cały odcinek Mutianyu trzeba mieć 6-7 godzin na murze (wersja bez dzieci) i jakieś 8 godzin (z obciążeniem dziecięcym)

#TravelTip: nie bierz wózka!

2 odpowiedzi do „[008] Widzieliśmy Wielkiego Mura”

  1. Autora ma świetne i coraz to nowsze okulary! Wielki mur jak ściana Lenona 😉

  2. Awatar Natasza Jarońska-Ignatiuk
    Natasza Jarońska-Ignatiuk

    Jak byliśmy na murze w 2013r, też w Mutianyu, ;-), to też musieliśmy się obejść smakiem, jeśli chodzi o powrót zjeżdżalnią. Było bardzo mgliście i ze względów bezpieczeństwa zjeżdżalnię zamknęli. Kuba był niepocieszony.

Skomentuj Aga Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *