[005] Kiełbaska pocieszenia

Kto ma dzieci, w liczbie mnogiej, ten wie, że to są małe tłuczki (a dla osób niezaznajomionym z terminologią z świata J. K. Rowling – małe kule bilardowe) – poruszają się po ścieżce, którą można określić ruchem Browna. Prościej mówiąc – obijają się o siebie i o wszystko dookoła, wywracają się na prostym, niesprawiającym wrażenia niebezpiecznego odcinku. Wchodzą w znaki, drzewa, płoty, siebie nawzajem i postronnych ludzi. Zderzają się z nieporuszającymi się pojazdami i nieuskakującymi im z drogi budynkami. Jak małe tarany, które jeszcze nie nabrały masy, ale mają już zapał i poczucie misji.

Czym takie interakcje się kończą? Zadrapaniami, guzami, skaleczeniami, stłuczeniami i nieodzownym płaczem. Chociaż trzeba oddać, że Baltazar już stara się trzymać fason i cofać łzy przy stłuczkach.

Jest to jeden z powodów, dla którego mamy przy wóżku małą apteczkę wypchaną natychmiastowym lodem i plasterkami.

#TravelTip – zainteresuj się twojratownik.pl (dla którego robiłam prace graficzne: o tutaj), sprzedaje właśnie takie wózkowe apteczki.

Jeśli ktoś jest spostrzegawczy, to zapewne już dojrzał, że Makary ma na czole guza sugerującego, że przeistacza się w jednorożca (pamiątka spotkania głowy z chodnikiem przy Lama Temple).

Dzieci nie są wybredne jeśli chodzi o miejsca, gdzie robią sobie krzywdę – może to być spadek z łóżka w nocy, może to być pośród tłumów na chodniku, czy w metrze przy siedzącej publiczności. Zdarza się jednak, że my – już niejako nauczeni rozróżniania powagi „zdarzenia” po dźwięku płaczu, dajemy młodym poradzić sobie z bólem, zanim przybędziemy z interwencją (przy tej ilości potomstwa, taka umiejętność rodzi się sama), jednak postronni świadkowie tego nie znają, więc ruszają z pomocą.

Przy Tamarze, ta pomoc niesie skutek przeciwny od zamierzanego, ponieważ jest akurat na etapie – nie dam się dotknąć nikomu poza rodzicami (głównie mama, tata jest tolerowany).

Przy reszcie – okazuje się, że często magicznie pojawiają się małe przekąski w plastikowych opakowaniach1.

Takie małe przekąski pojawiają się niespodziewanie i sprawiają też niemałą niespodziankę swoją zawartością: czy to suszona figa (chyba) dla Aurory, czy 2cm3 galaretki, czy małe sero-krówkowe coś, czy też… mała kiełbaska. Tak, to właśnie dostał Makary od małej Chinki w komplecie pocieszającym. Stąd też i wspomniany tytuł. A kiełbaski tutaj są tłuste, słone i słodkie. Tu wszystko jest słodkie, ale to temat na osoby wpis.

Parks and recreations

Skoro jesteśmy przy upominku dla Makarego i to nie za telemark czołem o chodnik, to dookreślmy gdzie miał miejsce i powiedzmy coś więcej na ten temat.

Historia miała miejsce w Taoranting Park (陶然亭公園)

Mały park z jeziorem o kształcie donata (ktoś jest głodny podczas pisania wpisu?) z małą wysepką w centralnej części. Sam park jest bardzo urokliwy – bardzo dużo ładnych miejsc do spacerowania, jest też nawet miejsce, gdzie można łowić ryby! Pewnie części naszych drogich czytelników przeszło przez myśl, że co to Polska gorsza, nie ma gdzie ryb łowić? Ale już spieszę z wyjaśnieniem – jest specjalnie wydzielona przestrzeń, gdzie można wynająć sobie wędkę, wiaderko, krzesełko i coś tam jeszcze i łowić rybki wprost ze stawu! 5 rybek można zabrać ze sobą. Taka rozrywka dla starszych i młodszych. Nas niestety nieco gonnił czas, więc nie skorzystaliśmy, ale Aurora (największa fanka robaków i wszelkich „mało dziewczynkowych żyjątek”) bardzo chce wybrać się na ryby. Ktoś z czytających chciałby ją zabrać na mały połów?

Staw gdzie można złowić sobie złotą rybkę
Nie można nie zauważyć kunsztu edycji grafiki komputerowej.

  1. w Chinach WSZYSTKO się pakuje w plastik. Przykłady? Płatki śniadaniowe – plastikowa torba, pełna małych wydzielonych porcji w osobnych plastikowych torebeczkach. Wafelki dla bobasów – pakowane po dwie sztuki w plastikowe opakowanie, takich paczek kilkanaście w kolejnym plastikowym opakowaniu, a to wszystko w pudełku. ↩︎

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *