[010] Cesarz Pierścieni

„Jeden pierścień dla Chińskiego Cesarza, z Zakazanego Miasta
Drugi dla jego podwładnych, w hutongach zamieszkałych,
Trzeci dla niziołków, w hołdzie socjalnym podległych,
W dalekim Pekinie, gdzie nastała jesień
Czwarty pierścień, by stwory gromadzić
Piąty, by latem wypocząć
Szósty, by znużony wędrowiec przed drogą mógł sił nabrać
W dalekim Pekinie, gdzie nastała jesień”

Pierścienie Pekinu

Dzisiaj sobie opowiemy o Zakazanym Mieście. Ale to za chwilę, teraz wykorzystamy okazję, by raz jeszcze spojrzeć na mapę Pekinu i pewne sprawy sobie przemyśleć.

Zakazane Miasto stanowi centralną część stolicy Chin – otoczone fosą, murami jest małym, kwadratowym okręgiem gdzie zjeżdżają się tłumy. Jednak, gdy się tak przyglądamy tej mapie, wyłania się pewien schemat – tych kanciastych okręgów jest więcej.

Okazuje się, że Pekin ma 6 obwodnic – po angielsku Ring, pierścień, z tym że nie ma numeru 1, który był oryginalnie nazwanym po prostu „Ring Road”, a przebiegał po trasie tramwaju w latach 1920 – 1950. Tramwaje zostały zlikwidowane po 1950, a nazwa „Ring Road” (環形路) została zastąpiona oryginalnymi nazwami ulic, które zawierała. Obecnie nie używa się określenia 1. pierścienia, numeracja zaczyna się od 2.

Zatem wszyscy przygotowujący się do matury, oto interpretacja wiersza:

Centrum zajmuje Zakazane Miasto i jego okolice. Wewnątrz drugiego Ringu można odnaleźć wspominane we wcześniejszych wpisach hutongi, trzeci ring zaczyna nowszą zabudowę mieszkalną. Numer cztery zahacza o zoo i oceanarium (też był o tym wpis!), zaś numer 5 zawiera w sobie Pałac Letni (o tym będzie niedługo). Szósty po prostu jest bardzo daleko.

Ciekawostka: w budowie jest już siódmy pierścień, o planowanej długości… 940 km! Mają rozmach…

Jingshan Park

景山公园 to obszar graniczący z Zakazanym Miastem od północy. Niegdyś było częścią Zakazanego Miasta, no ale już nie jest (1928 – otwarcie dla publiczności).

Podejście numer 1 do parku

Odwiedziliśmy go dwukrotnie, pierwszy raz praktycznie zaraz po przyjeździe do Pekinu. Przygnały nas tam kesze (no dobra, Blu o nim wiedziała już dużo wcześniej), ale z racji sąsiedztwa z Beihai Park obskoczyliśmy oba.

Centralną częścią jest wzgórze Jingshan, które zostało stworzone z ziemi wykopanej podczas budowania fosy dookoła Zakazanego Miasta. Co ciekawe, nazywano je również Węglowym Wzgórzem, ponieważ krążyła plotka, że Cesarz ma tam ukryte zasoby węgla. Wzgórze o wysokości 48 metrów (z wózkiem po schodach wydaje się, że jednak trochę więcej), było niegdyś najwyższym punktem Pekinu! Na jego szczycie wznosi się jeden z pięciu pawilonów – Pawilon Wiecznej Wiosny (Wanchunting) i to z niego jest wspaniały widok na Zakazane Miasto, chociaż ma się wrażenie, że jest się przed Moną Lisą w Luwrze – pełno Azjatów cykających fotki, lecz brak ludzi, którzy kontemplują ten widok.

Tłum ludzi próbujący cyknąć odpowiedni kadr Zakazanego Miasta

A na wzgórze nie udało nam się wejść za pierwszym razem, ponieważ okazuje się, że wraz z zapadnięciem zmroku wejście na szczyt jest zamykane. Nie wiemy, czy wynika to z kultury, czy też zwykłej złośliwości, ale bramki zamykające szlaki do góry miały tabliczkę – wejście na szczyt w tę stronę –>, które tak prowadziły człowieka aż do wyjścia. Sprytne, ale … no właśnie. Może tak wcześnie zamykają, bo straszy tam duch cesarza, który powiesił się na jednym z drzew podczas jednej z rewolucji? Kto to wie…

Widok na Zakazane Miasto ze szczytu wzgórza

Zakazane Miasto unesco

故宫 – dosłownie „Starożytny Pałac”, to centralny kompleks mieszkaniowy dla jednego człowieka – Cesarza. Niecałe 10 tysięcy pomieszczeń (9999 i pół pomieszczeń – ponoć nie może być okrągłe 10 tys. bo taka liczba zarezerwowana jest dla stwórcy), ogromna przestrzeń do ogrzania i sprzątania. Dominacja kolorów żółtego (symbol ziemski – żółty miał rzucać blask na wszystko dookoła) i czerwonego (symbol pomyślności).

Drużyna pierścienia jak widać gotowa do zwiedzania

Wpuszczają 30 000 odwiedzających dziennie. Ale zdobycie biletów to jednak nie lada wyzwanie, a to dlatego, że można je kupić z maksymalnie tygodniowym wyprzedzeniem, a gdy śledziliśmy oficjalną stronę (przez pięć dni z rzędu), to znikały w ekspresowym tempie. Koniec końców zdecydowaliśmy się skorzystać z pośrednika (jak wszędzie nie bierzcie pierwszego lepszego, bo potrafią cenę podbić kilkukrotnie. Zdecydowanie polecamy tych z platformy Viator niż tych z GetYourGuide), więc koszt był trochę większy, ale udało się dostać do środka – i to jest najważniejsze.

#TravelTip Nowa pula biletów jest wpuszczana o godzinie 20:00, nie o północy

#TravelTip jeśli masz ze sobą zabronione przedmioty (noże, nożyczki, flamastry – tak, plecaki dzieciaków zostały poddane kontroli i przeglądowi) można oddać je zawczasu na wejściu, a zostaną przekazane na wyjście.

Kolejka do kontroli bezpieczeństwa

Wysiedliśmy z metra na przystanku Tian’anmen East 天安门东, ale nie polecamy tego wyjścia – jest to przystanek dla wysiadających na Plac Tianamen, muzeum narodowego oraz Zakazanego Miasta – innymi słowy – wielki labirynt barierek, kontroli biletów, paszportów, zamknięte przejścia, obejścia i tłumy.

#TravelTip Lepiej uderzyć metrem na Jinyuhutong i przejść się 25 minut, lub podjechać taksą na wschodnią lub zachodnią bramę i przejść 10 minut. Nasz plan skrócenia sobie drogi kosztował nas godzinę dojścia od stacji metra do wejścia.

No dobra, dotarliśmy, bramki nas przepuściły (do ostatniej chwili nie byliśmy pewni, czy pośrednik nie był jedynie pułapką na turystów) więc wchodzimy przez wielką bramę na pierwszy z dziedzińców.

A tutaj pierwsza niespodzianka – tak jest to ogromne, ale to nie było niespodziewane – zaskoczył nas niedobór turystów. Bramki przed miały kolejkę zawijającą kilkukrotnie, lecz po wejściu do środka ma się wrażenie, że to jakiś martwy sezon. 

Układ Miasta-Gdzie-Nie-Wolno (ile razy można używać określenia „Zakazane Miasto”?!) można podzielić na dwie części (chociaż tych części jest więcej) – północ – południe. Południe, czyli od strony wejścia, stanowią wielkie, otwarte przestrzenie, jeszcze większe place i ogromne pałace. Można by pomyśleć, że to przestrzeń, gdzie władca będzie przemawiał do zgromadzonego, wielkiego tłumu, gdyby to nie było Miasto-Nunu (że zakazane, Tamara aktualnie poznaje to słowo), nawet mały, malutki tłumik tam nie mógł wejść. Drugą część stanowi gęsta zabudowa z wieloma przejściami, zaułkami i dziedzińcami. Tam tłum odwiedzających zgęstniał i pokazał swoją siłę. Jednocześnie jest miejscem występowania bardzo nietypowych pałaców. Na przykład: Pałac Przedłużania Szczęścia, Pałac Wielkiej Mądrości, Pałac Wiecznej Harmonii czy Pałac Osiągniętej Czystości. Aczkolwiek brakowało Pałacu Kaczki po Pekińsku, czy Pałacu Chaosu na Drogach.

Chomikotki w Zakazanym Mieście – autor zdjęcia: Aurora Ewa Trojak

Dla nas Zakazane Miasto było podsumowaniem Pekinu, ponieważ wybraliśmy się tam na koniec naszego pobytu, ale jeśli ktoś zacznie od tego, to będziecie widzieć powtarzające się motywy architektoniczne po wszystkich świątyniach, parkach i rezydencjach. Musicie odpowiedzieć sobie sami – czy obiad zaczynacie od najsmaczniejszych kąsków, czy najlepsze zostawiacie sobie na koniec?

A gdzie w tym wszystkim informacja jak to wszystko zrobić z czwórką dzieci? Wystarczy się pogodzić z tym, że czas przejścia z dziećmi (obeszliśmy około 70 % powierzchni) to 5 godzin.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *