[082] Good night Vietnam – ciepłe wskazówki

Czas pożegnać się z Wietnamem – tym magicznym, wyjątkowym miejscem. Zebraliśmy zatem tradycyjnie garść wskazówek, dla potomnych, dla siebie na przyszłość i dla kolejnych podróżników.

Mapa odwiedzonych miejsc https://mapy.com/s/latahejola

Gdzie nas nie było?

Jeszcze przed przyjazdem zdecydowaliśmy (hue hue – Niebieska zdecydowała), że skupimy się bardziej na północy kraju. Decyzja wynikała z rozmów ze znajomymi, którzy już byli w Wietnamie (pozdrowienia dla Smoka), opinii z Internetu i faktu, że wszystkie obiekty UNESCO można znaleźć w górnej części kraju.  A obiekty docenione przez komitet to całkiem niezły wyznacznik jeśli chodzi o punkty zainteresowania. Dużo było o tym gdzie byliśmy i co widzieliśmy, przyszedł zatem czas na rzeczy z listy „do zwiedzenia” których niestety nam się nie udało zobaczyć”.

  • Sapa

Bardzo chcieliśmy odwiedzić Sapę (Sa Pa) – miejsce na północny zachód od Hanoi będące ośrodkiem wypadowym w okoliczne góry, oferujące zapierające dech w piersiach widoki – miejsce polecane przez wielu. My byliśmy bardzo blisko wyjazdu – prawie udało nam się uzyskać zamówione bilety na autobus ale na ostatniej prostej wycieczka przejechała nam przed nosami. Sapa jest miastem na początku doliny wypełnionej polami ryżowymi, tworzących niezapomniane widoki i dające możliwość poznać tę stronę „ryżu” na własnej skórze.

Do Sapy można się dostać pociągiem – około 6 godzin podróży, można też z kuszetką, ale jest ich mało i z naszej perspektywy nim dzieci by usnęły, trzeba byłoby się już budzić. Zaplanowaliśmy zatem podróż Luxury Busem ale zamawiając bilety popełniliśmy błąd we wpisywaniu adresu email i bilety nie przyszły. Mimo wykupionej, dodatkowo płatnej, usługi premium, mającej dać nam priorytetowy kontakt z firmą – nie udało nam się wyprostować tej sytuacji przed odjazdem autobusu.

Koniec końców do Sapy nam się wybrać nie udało, czego bardzo żałowaliśmy, ale być może w ten sposób wszechświat uchronił nas od tragedii – zapowiadane były deszcze i śniegi, zaś nasze przygotowanie podróżnicze nie obejmowało pełnoprawnej zimy – jedynie do takiej późnej jesieni. Kto wie?

  • Ha Giang

Położone przy granicy z Chinami słynie z majestatycznych gór, pięknych widoków i sławnej konstrukcji skalnej zwanymi „bramą do niebios” – taki dosłowny, ogromny portal w ścianie góry. Jest to miejsce polecane dla bezdzietnych bowiem najlepszą opcją jest kilkudniowa wycieczka motocyklowa/rowerowa która oferuje niesamowite, górskie widoki.

  • Cao Bang

Kolejny piękny rejon, słynący z powodu formacji wodnych – począwszy od 4. największego wodospadu na świecie, poprzez system wyżłobionych przez wodę jaskiń i grot, kończąc na kilkudziesięciu małych jeziorach połączonych podwodnymi tunelami, które podczas pory deszczowej przekształcają się w jedno, 300-kilometrowe jezioro.

  • Ho Chi Minh

(dawniej Sajgon) Tam nas nie było z wyboru bo nie ma tam nic interesującego do zobaczenia poza deltą Mekongu (płynęliśmy wcześniej, w Laosie). A przynajmniej w porównaniu z resztą kraju to wypada mało atrakcyjnie.

Jak podróżować

  • GRAB

W większych miastach, niezmiennie pomocna będzie aplikacja GRAB – korzystaliśmy jedynie z funkcji przejazdu, ale w innych krajach zamawialiśmy jedzenie i zakupy – w Wietnamie tego nie próbowaliśmy więc nie wiemy na ile działa. Poprzez program można zamówić samochód albo skuter. Tego drugiego zdecydowanie nie polecamy, tylko w samym Wietnamie byliśmy świadkami trzech wypadków z ich udziałem.

  • Pociąg

Podróż pociągiem jest bardzo dobrą opcją. Bilety są łatwo dostępne dla każdego (i na miejscu i online), dworce są dobrze ulokowane (inaczej niż np. w sąsiednim Laosie gdzie znajdują się co najmniej kilka kilometrów od miasta), komfort jest nienajgorszy. Ten kto urodził się w XX wieku pewnie jeszcze pamięta jak wyglądały ówczesne pociągi i można stwierdzić, że wersja podstawowa wietnamskich składów wygląda trochę jak z naszego dzieciństwa. Z ciekawych obserwacji to fakt, ze czasami pojawia się tapeta na ścianach przedziałów. Drugie spostrzeżenie to brak umywalek w toaletach, ręce można umyć w części pomiędzy przedziałami, często jest to przestrzeń bardzo designersko zaaranżowana (z kafelkami, ładnymi lustrami etc).

Podróż kuszetką była komfortowa, mieliśmy cały przedział dla siebie i – w przeciwieństwie do polskiej kolei – jest tam bardzo dużo miejsca na bagaże pod siedzeniami.

Dworce w Wietnamie – w odróżnieniu od innych krajów – są nienarzucające się. Nie ma kontroli bagażu, ani nawet biletów na wejściu do dworca. Znajdują się tam miejsce do przeczekania i do zjedzenia oraz fotele z możliwością masażu. Również w pociągu nie ma kontroli biletów – bilet się pokazuje przed wejściem do wagonu i to wystarcza.

Mimo wszystko pociągów jest niewiele – a przynajmniej nasze wrażenie jest, że powinno być ich więcej – ale dojeżdżają w większość potrzebnych okolic.

#TravelTip – Zakupu biletów można dokonać na stronie www.vr.com.vn

Jest to oficjalna strona – przez to bilety są tańsze niż kupowane przez inne portale. Na rynku figurują prywatni przewoźnicy, którzy jeżdżą na tych samych trasach, czasami wręcz wagony są podpięte do tego samego pociągu – więc po co przepłacać? Strona jest stworzona bardzo dobrze – zakup biletów jest prosty (chociaż przycisk do kupowania biletów jest gdzieś pod koniec głównej strony – zaznaczone na screenie), zwrot biletów dostępny również online – do 45 dni od zakupu, strona ma wersję po angielsku – i jest to poprawny angielski! Dodatkowo ma świetną obsługę klienta, w momencie jak musieliśmy zmienić daty to udało się skontaktować poprzez funpage. Jeśli ktoś jednak woli bardziej instagramowe kuszetki (ładniejsze ale droższe) to ludzie chwalą sobie przewoźnika Lotus Train (https://lotustrain.com/).

#TravelTip – zapiszcie sobie po zakupie biletu numer rezerwacji – trudno znaleźć tę informację na stronie, więc w ten sposób uniknie się sporo stresu.

#TravelTip: Dzieci do lat 5 nie płacą za bilet. Dlatego czasem taniej wychodzi zakupić kuszetkę dla rodziny niż miejsca siedzące przy stole.

  • Cabin Bus/Luxury bus

Zwane także Sleeperami, to luksusowe, półluksusowe albo w-ogóle-nie-luksusowe autobusy, które jeżdżą licznie, zwłaszcza na północy kraju. Odpowiadają one na zwiększone zapotrzebowania podróżowania pomiędzy Hanoi i Sapą, gdzie jest niedostatek pociągów i bilety szybko znikają. Zależnie od tego jakiego przewoźnika się wybierze, można trafić bardzo dobrze albo gorzej. Najpopularniejszym wyborem są autobusy z dwoma piętrami wygodnych, pełnowymiarowych łóżek (kabin).

Zdjęcie ze strony https://luxurytourvn.com/

#TravelTip – Lepiej kupować bilety z wyprzedzeniem, minimum czasu na realne przetworzenie zakupu to 2 dni.

#TravelTip – Sprawdź przewoźnika z którym chcesz jechać. Ten wybrany przez nas zawiódł (mimo dobrych opinii w Internecie). Alternatywą było zakupienie biletów na portalu www.12go.asia – największego w Azji pośrednika zakupu biletów na transport, aczkolwiek minusem jest fakt, że nie ma się kontroli nad wybieraniem miejsc w pojeździe.

#TravelTip: Upewnij się co do typu busa którym będziesz jechać. Często na stronie przewoźnika prezentowana jest najlepsza jednostka ale po wczytaniu się dalej można zobaczyć informację, ze to będzie zwykły busik.

#TravelTip: W tego typu transporcie klimatyzacja jest włączona na mrożenie, dlatego należy się ubrać bardzo ciepło do spania.

  • Samolot

Dla tych z wyższym budżetem, opcją jest transport samolotowy. W każdym większym mieście (czyli Hanoi na północy, Da Nang w centrum i Ho Chi Minh na południu) znajdują się lotniska, które przeprowadzają kilkanaście lotów krajowych dziennie. Tym samym odwiedziliśmy wszystkie trzy lotniska ponieważ lecąc do Indii mieliśmy przesiadkę właśnie w Ho Chi Minh. Narodowe linie lotnicze Lotos Airlines zasługują na wyróżnienie wśród azjatyckich przewoźników, charakteryzują się fantastycznym stosunkiem niskiej ceny do jakości usług.

Poczta

Są pewne tradycje, którym nie wolno pozwolić umrzeć – takim jest wysyłanie pocztówek. Staraliśmy się z każdego kraju, w którym byliśmy przesłać rodzinie karteczkę (chociaż z pocztówki z Kambodży wysłaliśmy już z Wietnamu, ups!), a jeśli ktoś miał zamówienie, to dostał i paczkę z pamiątkami – chociaż to nie jest tani interes.

Stanowi to część zanikającej tradycji. Niebieska pamięta jak dziadkowie zawsze wysyłali kartki z wczasów (dziadek Jan do tej pory wyśle coś z sanatorium) i mimo, że za dzieciaka nie szło rozczytać kaligrafii seniora, to przyjemne wspomnienie zostało.

Dla dzieci największą frajdą jest zawsze wybieranie kartek, każdy może wybrać absolutnie dowolną pocztówkę więc czasem nie jest to do końca trafny wybór. Potem zawsze następowało ozdabianie korespondencji. Baltazar jako najstarszy zawsze musiał napisać kilka zdań, Aurora rysowała kotki a Makary – no cóż… Tutaj było nieźle jak się udało mu podpisać. Tamara tylko chodzi zawsze dookoła stołu i wyrywała ludziom długopisy ku uciesze swej i jękom reszty zgromadzonych. Na koniec następowała batalia kto do kogo tym razem wysyła ale, że dzieci są jeszcze nieczytające to nie były w stanie zweryfikować swoich wyborów.

Wysyłanie widokówek w Wietnamie jest na szczęście bezproblemowe, gorzej z paczką. Przesłaliśmy delikatne, ceramiczne dzwoneczki, a nie mieliśmy pod ręką folii bąbelkowej do zabezpieczenia przesyłki. Użyliśmy więc pieluch (czystych!). Na poczcie trzeba było deklarować zawartość, zaś pani sprawdzała zgodność z deklaracją. Innymi słowy, moje misterne zabezpieczenie przesyłki wywołało sporo radości pośród pracowników – ale chyba dzięki temu reszta procesu minęła bezproblemowo – bo w opiniach w Internecie opisane doświadczenia były różne (ale pamiętajmy, że opinie wystawiają przede wszystkim osoby z negatywnym doświadczeniem).

Maluszek na Wietnamczyźnie

Charakterystyka naszej podróży nierozłącznie związana jest z obsługą dzieciaków za granicą – oto i nasze doświadczenia.

Dostępność artykułów niemowlęcych: w Hanoi zaopatrywaliśmy się w znalezionym po drodze sklepie z artykułami dziecięcymi. Ale pieluszki można znaleźć w mniejszych sklepach „ze wszystkim”. Podobnie z mlekiem modyfikowanym, chociaż zwrócić należy uwagę, że sklepy spożywcze często miały całe półki opakowań czegoś, co wyglądało jak mleko modyfikowane, ale było to mleko w proszku1.

Jeśli zaś chodzi o kaszki, to trudno było nam znaleźć coś podobnego do naszych – wszechobecne kleiki ryżowe wymagają doprawienia czymkolwiek, bo inaczej przypominają zaprawę murarską (kolorem i zgaduję, że smakiem).

Dodatkowo – w odróżnieniu od sąsiadów – kuchnia wietnamska nie jest pikantna, także nie było żadnego problemu z dostarczeniem codziennej dawki jedzenia do tych krzyczących główek (zwanych naszymi dziećmi).

Ogólne wrażenie jest takie, że nie ma co panikować – jest w co ubrać dziecko i czym nakarmić – ale nie będą to bardzo tanie rzeczy. Przygotujcie się, że obsługa sklepu będzie za wami chodziła z koszyczkiem, gotowa wybrany towar od razu przejąć – nie mogliśmy wyzbyć się wrażenia, że pilnują, byśmy nie ukradli towaru.

  1. Tu mała dygresja – spora obecność mleka w proszku jest niejako ciągnącą się konsekwencją sytuacji gospodarczej po wojnie z USA, kiedy to brakowało jedzenia, na kraj były nałożone embarga, zaś pomoc ze strony ZSRR była, jak ten twór: nieefektywna i niewystarczająca. W konsekwencji produkcji mleka w zasadniczo nie było, zaś mleko w proszku, pochodzące z pomocy humanitarnej, było rzadkością i traktowane jako towar luksusowy. Co więcej pokolenie z lat 70.-80. XX wieku określane jest jako „pokolenie brakującej calówki” – pokolenie zauważalnie niższe (i obarczone chorobami kostnymi) w porównaniu ze współczesnym. ↩︎

Ankieta

Na koniec wyjazdu robimy sobie zestawienie naszych ulubionych wspomnień i miejsc w formie punktowanej ankiety. Oto wyniki:

Dzieci:

  1. Garncarstwo (Duże Bonsai, mała zabudowa)
  2. Water puppet show (Hanoi z żabiej perspektywy)
  3. Coocnout boat (Bambus i kokos)
  4. Train street (Pociąg do kawusi), jedzenie na statku Ha Long Bay (Zatoka Zstępującego Smoka), Hoi An – przebieranie (Lunatycy otaczają nas), muzeum etnograficzne (Hanoi z żabiej perspektywy).

Dzieci tez miło wspominają małe krzesełka na których się je (północ kraju), spływ łódeczkami pomiędzy jaskiniami (Tra Nga) oraz Hoi Ai i całą tamtejszą otoczkę rozpoczęcia nowego miesiąca lunarnego.

Niebieska:

  1. Hanoi – miasto, architektura mieszkalna, klimat, magia, kultura picia kawy i jedzenia na małych krzesełkach, parujące kotły z zupą pho, dużo zieleni w mieście
  2. Water puppet show (Hanoi z żabiej perspektywy)
  3. Hoi An (chociaż Hue jest bardzo blisko)

Adam:

  1. Hanoi – podobnie klimat miasta, magia, mistycyzm, energia, dużo miejsca i parków do biegania
  2. Bieganie po plaży w Da Nang (Buddyńka urodzinowa)
  3. Ninh Binh

Nagroda specjalna należy się dla zupy Phở bò , do której już zawsze będziemy tęsknić (Klakson grozy).

Podsumowanie

Wietnam jest magiczny. Znajduje się (spoiler alert!) na drugim miejscu najfajniejszych krajów które odwiedziliśmy w czasie naszej wyprawy. Ponad połowa badanych z naszej batmanowej grupy się zgodziła z tym stwierdzeniem. Zdecydowanie będziemy polecać go wszystkim, kto będzie chciał słuchać. Jest co zwiedzać, a jednocześnie nie ma się odczucia, że to jakiś kurort robiony pod białego turystę (patrz Tajlandia). Spędziliśmy tam miesiąc ale to i tak za mało, kto może niech leci do Wietnamu.

Tradycyjne wierzenia są tu ciągle żywe, a jednocześnie jest to kraj nieodstający od współczesnego świata. Nie ma się odczucia, że widzimy „biedny” kraj, który musi gonić za wszystkimi. Zapierająca dech w piersiach przyroda, wplecione w nie świątynie, lunarne święta, wszechobecne latarnie i iluminacje. Do tego pyszna kuchnia (och zupko Phở) i Wietnamczycy, którzy nie traktują cię jak wroga, ale też nie są nachalni – zarówno jako sprzedawcy, jak i osoby widzące czwórkę białych dzieciaczków.

Aby zamknąć klamrą nasze powitanie i pożeganie z Wietnamem powiemy jeszcze:

#TravelTip: Nie jedźcie tam w trakcie TET (Nowego Roku Lunarnego), wszystko jest pozamykane.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *