Dzisiaj ponownie zejdziemy ze szlaku wycieczkowego i przyglądniemy się bardziej praktycznym kwestiom życia w Pekinie. A dlaczego Miasto Wierzb? Bardzo rezolutnie z naszej strony – bo jest ich sporo. Wyobrażenie Pekinu to nie wierzby, a tak być powinno. I jest to piękne.
Szpitale
Tak się zdarzyło, że Aurora biegając po Wielkim Murze (mimo wielokrotnych uwag ze strony rodziców) wywróciła się i palec zaczął jej puchnąć. Z racji, że chwilę wcześniej trącała martwego robaka nieznanego pochodzenia tymże palcem, niezerową szansą było, że to reakcja na tego robaka. Jednak szybko okazało się, że niekoniecznie i wymagało od nas kontaktu z ubezpieczalnią.

#TravelTip – ubezpieczenie dla naszej szóstki na 10 miesięcy zostało wycenione w okolicach 22 tysięcy złotych. Całkiem sporo. Ale okazało się, że jeśli weźmiemy to samo ubezpieczenie, ale na rok, to cena spada do okolicy 6 tysięcy. Warto zapamiętać, że roczne ubezpieczenie może być tańsze niż kilkumiesięczne!
Pani po drugiej stronie była konkretna mimo, że w Polsce to była późna godzina. Jednocześnie udało się zorganizować bardzo szybki transport do szpitala. A sam szpital był prywatny, ale nijak nie ustępował europejskim – był czysty, zorganizowany, obsługiwany po angielsku. Od momentu przyjazdu do wizyty doktora minęło kilka minut, wizyta u ortopedy dziecięcego, prześwietlenie i diagnoza (mikropęknięcie na kości), zabezpieczenie palca i wytyczne na przyszłość nastąpiło zaraz po sobie. Całość trwała niecałe 45 minut. Nie wyłożyłam ani yena, wszystko (łącznie z transportem) zostało zapłacone przez ubezpieczyciela. Pozytywne zaskoczenie.
Bilety na atrakcje
Tutaj już kilkukrotnie wspominaliśmy o procesie zakupu biletów na różne atrakcje. Zasadniczo można to podsumować w kilku punktach: miej przy sobie paszport (chociaż czasami wystarcza samo zdjęcie), dzieci poniżej 1.2m lub poniżej 6 lat wchodzą za darmo, zaś przy Placu Tian’amen trzeba było pokazać potwierdzenie zrobienia rezerwacji (np. screen z telefonu strony po zakupie mówiącej coś w stylu „zakupiłeś 3 bilety, nazwisko takie i takie, numer paszportu abc******22).

Ogólnie fajna sprawa, że dzieci nie płacą, a już na samych obiektach jest dużo tolerancji dla dziecięcego zachowania – parę razy ktoś zwrócił uwagę, by dzieci zeszły z jakiegoś elementu (są na etapie małpy – czy my byliśmy tacy sami w naszym wieku?), ale bez większych pretensji.
Toalety
Po pierwsze „Toilet” nie jest dla wszystkich zrozumiałe. Po chińsku będzie to 洗手間 Xǐshǒujiān (wymowa xi shou jian).
W obszarze występowania Hutongów, toalet jest sporo – z tym, że raczej bez wyposażenia (papier, mydło) ale za to często z przestrzenią do nawiązywania znajomości przy dwójce. Pełnoprawny open-space bez żadnej przedziałki.

Jeśli zaś chodzi o toalety, to papier wyrzuca się do kosza, nie do dziury, raczej są brudniejsze niż jesteśmy przyzwyczajeni, ale za to bardzo dużo jest toalet rodzinnych, gdzie można spotkać zestaw duży-mały: muszla, pisuar czy umywalka.
Wracając do wyposażenia toalet to warto mieć przy sobie dwie rzeczy – papier i mydło (polecamy małe pojemniki turystyczne na szampon czy płyn do odkażania – łatwo dostępne w każdej drogerii). Z papierem to jest szczególnie ciekawe, bo można by powiedzieć, że 60% odwiedzonych przez nas boskich przybytków nie miało papieru na wyposażeniu, 30% miało, zaś 10% miało, ale należało zeskanować kod QR i zapłacić by uzyskać dostęp do niebiańskich liści (jeśli miałeś członkostwo premium to cena za metr papieru była o połowę tańsza!).
Pojazdy szynowe
Metro – warto mieć przy sobie mapę z chińskimi nazwami, ponieważ większa część automatów nie ma opcji po angielsku, więc wybiera się numer linii, a następnie przystanek docelowy i na tej podstawie wyliczana jest cena przejazdu. Można skonfigurować sobie opcje płacenia przez telefon (wybiera się opcję w aplikacji i pojawia się kod QR, który się skanuje na bramkach na wejściu), ale można kupić jedynie dla jednej osoby.

Pociąg – zakup przez zewnętrzne aplikacje obarczone są dodatkową opłatą. Bilety dla dzieci poniżej 3 lat są darmowe, ale nie ma wtedy przydzielonego miejsca. Jeśli chcecie miejsce siedzące, wtedy stawka wynosi połowę biletu jak dla dorosłego. My kupowaliśmy bilety w kasie, ponieważ zakup przez dedykowaną stronę wymaga weryfikacji dokumentu (miał trwać 3 dni, ale do tej pory nie mamy zweryfikowanego konta), zaś w automatach przy dworcach nie było opcji wprowadzenia paszportu zagranicznego. Dogadanie się z panią zza okienka też bywało wyzwaniem i raz się po prostu poddałem i nie kupiłem miejsca siedzącego dla Makarego – mimo wielu usilnych prób, pani bardzo nie chciała mi sprzedać miejscówki dla niego. Koniec końców i tak siedział, bo nie brakowało wolnych miejsc.
Krótka historia która mogła się znaleźć jednocześnie przy opisie toalet jak i metrze: wczoraj widzieliśmy jak matka trzymała pudełko po jakichś owocach, do którego mały chińczyk się wysikał, a matka to później odłożyła, w miarę kulturalnie, bo przy ścianie, tak by nikt w to nie wdepnął… Tutaj mamy klasyczny przykład inaczej rozumianych standardów społecznych (warto dodać, że łazienka była dosłownie obok. Na każdej stacji metra są darmowe łazienki, dostępne zawsze).



Policja
Kontakt bezpośredni z policją mieliśmy dwukrotny. Pierwszy raz odbył się, zaraz po przyjeździe do naszego Hutonga. Właściciel, który nas ugaszczał miał obowiązek zgłosić nas na policję. Niestety jakaś aplikacja, która do tego miała służyć mi nie działała, więc musieliśmy się wybrać osobiście na komendę. Wtedy też po raz pierwszy (i póki co ostatni) doświadczyłem jazdy „na plecak” na skuterku, siedząc za okrąglutkim chińczykiem, który lawiruje między ludźmi po chodnikach i ulicach. Niezwykłe doświadczenie.
Na komendzie nie było osoby odpowiedzialnej za rejestrację cudzoziemców, więc informacje jakie się dało, to zostawiliśmy, a druga interakcja wynikała właśnie z powyższego faktu – dzielnicowy (?) musiał zobaczyć nas osobiście i zebrać dodatkowe dane. Wziął nas zatem z zaskoczenia i naszedł nas w mieszkaniu, gdy byliśmy w naszym standardowym, czterodziecinnym chaosie. Zatem próby rozmowy z elektronicznym tłumaczem, a jednocześnie odganianie się nogami od dzieci musiało zapaść panu władzy na jakiś czas w pamięci.
Poczta
Crème de la crème, czyli instytucja poczty. Okazuje się, że jest to niejako święty Graal, ponieważ niewiele ich zostało w formie lokali do odwiedzenia. Obecnie wszystko załatwia się przez Internet, zatem jest to forma umierająca, ale nigdy nie umrze ostatecznie. Jednocześnie dla nas było wyzwaniem, by w ogóle znaleźć takie lokum, ponieważ google tutaj ma bardzo nieaktualne dane, zaś chińska wyszukiwarka dawała o wiele za dużo wyników. Mieliśmy trzy podejścia do miejsca gdzie powinna się znajdować poczta i każda z tych prób zakończyła się fiaskiem. Wielokrotnie też przechodziliśmy obok budynków pocztowych które od jakiegoś czasu były permanentnie zamknięte.

Koniec końców udało się znaleźć po wyjściu z Zakazanego Miasta, ale był to czysty przypadek – akurat zrobiliśmy małą przerwę w przepychaniu się pomiędzy tłumem ludzi robiących zdjęcia żółciejącym liściom na drzewie (telefonów i aparatów było więcej niż liści na drzewie – taki ślepo zapatrzony w ekrany tłum zaczął budzić we mnie uczucia filmowego złoczyńcy, który gotów jest stworzyć groźnie wyglądające urządzenie, które w jednym momencie wyłączy wszystkie te urządzenia, a mi pozwoli wybuchnąć szaleńczym ŚMIECHEM I ZACZĄĆ PLANOWAĆ JAK TU PRZEJĄĆ WŁADZĘN NAD ŚWIATEM!!! HAHAAHAHAAH!!***** Tu przepraszamy, ale tworzący wpis musiał chwilę odetchnąć i policzyć do dziesięciu. Zdarza się to od czasu do czasu).
#TravelTip – jeśli wysyłasz coś więcej niż pocztówkę – miej ze sobą paszport.






Dodaj komentarz