[064] Ciepłe wskazówki – edycja khmerska

Wszystko co dobre, kiedyś się kończy (co prawda skończyło się jakiś czas temu, ale im dalej w podróż, tym mniej mamy czasu na pisanie), a ta potrawka z khmerską przyprawą była wyjątkowo dobra. Czas zatem na podsumowanie naszego wypadu, kilka wskazówek i kilka informacji, których nie zamieściliśmy wcześniej.

Tak mi żal stąd odjeżdżać…

Gotowi? No to Angkor ten Wat i do dzieła!

Ścieżka po Angkor

Jak już wspominaliśmy – byliśmy na terenie Angkor tylko 3 dni i był to z naszej strony wielki błąd (powtarzamy to wielokrotnie, by ktokolwiek kto to czyta, nie powtórzył naszego błędu). Próbowaliśmy jakoś to nadrobić i dzięki pomocy kuzyna Bastka udało się zobaczyć sporą część kompleksu. Prezentujemy poniżej naszą ścieżkę rowerową – zajęło to nam większą część dnia, ale można znacznie sobie przyspieszyć taką wyprawę – wystarczy nie mieć dziecka na foteliku, a do tego można wypożyczyć sobie rowery elektryczne, skuter albo tuk tuka (kierowca w pakiecie).

https://mapy.com/s/pezulepeda

Jak widzicie, dotarliśmy do świątyni ze słoniami (Ósmy cud świata) i zawróciliśmy, ponieważ kończył nam się już czas i z żalem porzuciliśmy pierwotny plan zrobienia większego kółka drogą na północ. Jeśli więc ktoś się tam wybierze, to czekamy na informację co straciliśmy!

Praktycznie wszędzie można dostać się tuk-tukiem, ale możecie się spodziewać znacznej przebitki cenowej – propozycja przebycia 2km oscylowała w okolicach $3, a z większą ilością przystanków można się spodziewać odpowiednio większych kosztów. Ale nikt tam paragonu nie wystawia, więc można się dogadać i ustalić cenę za całodzienne wożenie od punktu do punktu – widzieliśmy turystów, którzy to praktykowali.

Do Angkor na bosaka – jak to do świątyń!

Rodzaje tuk-tuków

Skoro już przy tuk-tukach jesteśmy, to musimy cos wyjaśnić: tuk-tukami określiliśmy zbiorczo wszelkie pojazdy wożące pasażerów, niebędące częścią zorganizowanej komunikacji miejskiej, a także nie będących samochodami. Dla ludzi precyzyjnych w mowie i myśli rozszerzamy temat.

Dla naszej licznej rodziny celowaliśmy zawsze w większe pojazdy – Rormorki. To takie motocykle z przyczepką, która może pomieścić więcej osób, a jeśli jest rozciągnięta, to też wózek pomiędzy nogami (w innym przypadku, część wózka stanowiło siedzisko dla jednego z dzieci, zaś dół przewożony był na łączniku pomiędzy motocyklem, a naczepą). Nawet pośród rormoroków zdarzają się różne rozmiary ale o tym można się przekonać dopiero siadając, bowiem niekoniecznie są widoczne na pierwszy rzut oka.

Miejsca jeszcze się znajdzie, może autostopowicz?

Drugim rodzajem – znacznie bardziej powszechniejszym i spójnym w projekcie (najpewniej wszystkie wychodzące od jednego producenta), to Riksze. I nie jest to krzesło ciągnięte przez biegającego młodzieńca – to zabudowane, trójkołowe pojazdy, bardzo skrętne i przystosowane do ciasnego, azjatyckiego ruchu ulicznego. Raz zostaliśmy zmuszeni do skorzystania z takiego przejazdu i wózek wylądował na dachu (Dwa wesela i pogrzeb) – jest zatem możliwe wciśnięcie siedmiu europejskich osób plus kierowcę, ale do komfortowych zabaw to nie należy (raz doliczyliśmy się 10 Azjatów w takim pojeździe). Dobrze, że nie ma tutaj żadnych regulacji prawnych (a jeśli takowe istnieją, są skrzętnie ignorowane przez wszystkich).

A i informacja dla wszystkich troskliwych rodziców, którzy słuchają producentów fotelików i je wymieniają na nowe, gdy takowy im upadnie z wysokości 1 metra – fotelików tutaj nie ma – w tym momencie nawet nie przyszło nam do głowy o takowy pytać, zdaliśmy się na wszechświat i azjatyckie umiejętności (i doświadczenie) prowadzenia w takich warunkach. Inna kwestia, ze taki pojazd potrafi rozpędzić się do zawrotnych 40km/h a w praktyce jeździ o połowę mniej.

Trzeba koniecznie dodać, że mieszkańcy Kambodży wykazują się niesamowitą kulturą jazdy, o czym Bastek wspominał zawsze jak tylko gdzieś jechaliśmy. Ogólnie zauważyliśmy azjatycką tendencję poszanowania dla każdego uczestnika ruchu ulicznego ale tutaj to osiągnęło jakiś poziom kurtuazji. Każdy się zatrzyma i będzie wręcz nalegał abyś wjechał przed niego, pieszy natomiast nie jest przeszkodą a taką małą świętością. Moglibyśmy zaryzykować przejście przez ulicę z zamkniętymi oczami i mieć 99% pewność, że nic nam się nie stanie (ta pewność nie dotyczy dzieci bo Aurora to odpowiednik sarny wśród naszej ekipy, wskoczy pod każdy nadjeżdżający pojazd ale dopiero jeśli będzie odpowiednio blisko). Z całej znanej nam Azji to Khmerowie wygrywają nieistniejący konkurs kulturalnego poruszania się po drogach. Powyższa uwaga nie dotyczy ciężarówek – te, rozpędzone, bardzo głośne bo jadące na pełnym klaksonie, zawsze będą miały pierwszeństwo na skrzyżowaniu – niezależne od oznaczeń pionowych i poziomych.

Khmerowie

Skoro o lokalnych już mowa – Khmerowie są bardzo sympatyczni! Być może to kwestia podróżowania z czwórką małoletnich, ale za to bardzo ładnych dzieci, ale spotkaliśmy się z całą gamą pozytywnych reakcji (na te negatywne nie zwracaliśmy uwagi, bo po co sobie psuć wakacje?). Na pewno pozytywnie wpłynął na nasz odbiór Khmerów Hak, właściciel hotelu, w którym się zatrzymaliśmy, a także właścicielka restauracji, której byliśmy częstymi gośćmi. Chyba jest trochę prawdy w tym, że im mniej się ma tym chętniej się dzieli, im większe trudy mają za sobą – tym bardziej doceniają piękno życia na wszystkich wokoło.

Do tego świetnie się porozumiewali po angielsku – ogólnie mieliśmy wrażenie dobrego angielskiego wśród społeczności khmerskiej, czy to u woźniców tuk-tuków, czy u obsługi przydrożnych straganów. I do tego mówią piękną angielszczyzną, bez mocnego akcentu, z bogatym słownictwem. Zdecydowanie to ułatwiło nam życie!

Elektroniczne ułatwienie życia

Jednym z największych źródeł oszczędności było przerzucenie się z wątpliwej jakości umiejętności negocjacyjnych cen przejazdu, na cyfrowego pośrednika. Niejednokrotnie wspominaliśmy o aplikacji GRAB, która w Azji jest numerem jeden, aczkolwiek w Kambodży mają swój odpowiednik (chociaż GRAB tu również funkcjonuje), znacznie popularniejszy i zauważalnie tańszy:

  • PassApp. Jest to produkt dla lokalsów i praktycznie tylko przez nich używany. Nasz host jakby przypadkowo się „wygadał”, że coś takiego istnieje ale podkreślał, że to jest głównie dla Khmerów. My różnicy (poza niższą ceną) nie widzieliśmy chociaż zdarzało się, że kierowcy z PassApp nie znali angielskiego.

Aplikacja jest dobrze zrobiona, intuicyjna i daje możliwość wyboru rodzaju zamawianego pojazdu (i to tu poznaliśmy faktyczne nazwy pojazdów poruszających się po drogach Siem Reap) i ma angielski interfejs.

Pobrać można z tego miejsca
  • Cambodia e-Arrival. By w ogóle wjechać do Kambodży należy wypełnić deklaracje celne i najlepiej to zrobić on-line. Jak już wspomnieliśmy w Kambodża – gdzie pieprz rośnie, to jedna z lepiej przygotowanych aplikacji tego typu – wypełnienie wniosku dla jednej osoby pozwala na ponowne wykorzystanie już wpisanych danych, więc dla naszej szóstki zdecydowanie skróciło to czas, który musieliśmy poświęcić na formalności. Dzięki temu uzyskanie wpisu do paszportu i przejście całej kontroli przeszło tak ekspresowo, że dzieci nie zdążyły się znudzić administracyjną opieszałością.
  • Angkor Pass. Aplikacja z biletami do Angkor Wat. Polecamy, by uniknąć konieczności odwiedzania punktu zakupu biletów (co kosztuje dodatkowe dolary dla taksówkarza, a także czas potrzebny do stania w kolejkach  bo kasy znajdują się 4 kilometry od kompleksu świątynnego). Jedyny minus takiego rozwiązania, to konieczność zrobienia sobie zdjęcia (co widać na załączonych obrazkach). Bilet sprawdzany jest przed wejściem do każdej świątyni.
  • I jak zawsze – polecamy aplikacje tłumaczące to, co widać na ekranie (jak opisana w Ciepłe Wskazówki z Chin).

TravelTipy

A tu zestawienie ważniejszych wskazówek na Kambodżę.

Nie da się oprzeć tej dwójce!

#TravelTip: Zwiedzanie kompleksu Angkor można zrobić na kilka sposobów: piechotą; tuk tukiem, bądź wypożyczonym jednośladem. Wypożyczalnie otwierają się około godziny 5-6 i są czynne aż do samej nocy. Koszt wypożyczenia na dzień roweru to 5-10 $, skuter 10-20 $.

#TravelTip: Nie zostawiajcie nigdy swojego paszportu! Ze strony gov.pl wiedzieliśmy, że częstą praktyką naciągania turystów w Kambodży jest prośba o paszport. Potem podczas zwrotu często żądają dodatkowych pieniędzy za oddanie dokumentu. My pokazaliśmy zdjęcia paszportów i musi to wystarczyć, jeśli nalegają na oryginał – idź do innego punktu.

#TravelTip – kup wejściówkę do Angkor na 7 dni! Zdecydowanie będziecie chcieli tam wracać, choćby na wschody czy zachody słońca!

#TravelTrip: Uwaga na internetowych pośredników ponieważ dalej sprzedają bilety na Teatr Cieni Sbek Thom, który już jest permanentnie zamknięty. Otwarta jest za to Bamboo Stage.

#TravelTrip: Zawczasu można także aplikować o e-wizę, która kosztuje tyle samo co visa on-arrival.

#TravelTip: Szczepienia – przed wyjazdem planowaliśmy szczepienia przeciwko dendze, ale nasza immunolożka (jednocześnie pediatrka i lekarka medycyny podróży, cudowna kobieta! Pozdrawiamy) powiedziała, że to drugie przechodzenie dengi jest tym najcięższym, dlatego szczepienie w Polsce oznaczałoby, że dengę numer 1 mamy za sobą i na miejscu czekałaby na nas tylko ta cięższa opcja. Dodatkowo szczepionka miała relatywnie niską skuteczność. Dlatego też nie zalecała szczepienia i my jej posłuchaliśmy. Chcemy jednak jasno zaznaczyć NIE JESTEŚMY LEKARZAMI i wszelkie wskazówki co do szczepień należy wcześniej konsultować ze SPECJALISTĄ!

#TravelTip: Koniecznie spróbuj ziaren lotosu, zazwyczaj sprzedają je przydrożne seniorki przy trasie.

Ankieta

Zawczasu należy dodać, że spędziliśmy w Kambodży aż 3 tygodnie i nie do końca produktywnie rozplanowaliśmy ten czas, a to dlatego, że nasz pobyt wydłużył się o jeden tydzień w ostatnim momencie. Gdybyśmy o tym wcześniej wiedzieli to na pewno wybralibyśmy się gdzieś dalej (polecane jest przede wszystkim Kampot – to jest to miejsce gdzie pieprz rośnie). Natomiast warto wiedzieć, że transport dalekobieżny nie jest tam najlepiej rozwinięty. Sieć pociągów jest kiepska, najczęściej się podróżuje autobusami, natomiast może być problem ze zlokalizowaniem dworca, nierzadko są to umowne miejsca gdzieś na mieście/przy drodze i trzeba się tutaj pytać lokalsów. Aby przemieścić się między Siem Reap, a Phnom Penh najlepiej wybrać samolot.

Najmłodsi już coś kombinują…

Tym razem ankieta najlepszych punktów danej wyprawy podzieliliśmy na dzieci i dorosłych – dla dorosłych jest to zestawienie najlepszych odwiedzonych kompleksów w Angkor, zaś dla dzieci, to zestawienie różnych aktywności.

Dzieci – zbiorcza ankieta, ponieważ były zgodne co do wyborów.

  1. Mini golf (Miniaturowy park miniatur).
  2. Farma Lotosu (Lotos dawcą życia).
  3. Miniaturowe autka (Miniaturowy park miniatur).

Dorośli – miejsca wg Niebieskiej (wszystkie we wpisie Ósmy cud świata):

  1. Ta Prohm – to ta od Tomb Ridera.
  2. Bayon – ta od twarzy, w centrum Wielkiego Kwadratu.
  3. Angkor Wat – ta najsłynniejsza, ten Mały Kwadrat.
  4. Bramy wejściowe – te dookoła Wielkiego Kwadratu.
  5. Taras Słoni – to ten taras z płaskosłoniami.
  6. Easter Mebon Temple – to ta z dużymi słoniami.
  7. Baphuon – to ta co wygląda jak piramida.

Adam – to samo co wyżej, tylko zamienić miejsca 1 i 2.

Podsumowanie

Jak podsumować Kambodżę? Chociaż widzieliśmy tylko mały jej wycinek, to bardzo polubiliśmy się z tym krajem. Widać wciąż świeże rany po wyniszczających działaniach Czerwonych Khmerów, ale być może dlatego wśród ludzi wyczuwa się większą życzliwość i docenienie życia? Dla nas jest to zdecydowanie odkrycie wyjazdu – kuchnia khmerska na stałe zagości (w zeuropeizowanej wersji, niestety) w naszym repertuarze, zaś Angkor zdetronizował wiele pięknych i niesamowitych miejsc w naszych oczach. Klimat znacznie przyjaźniejszy i ludzie bardzo życzliwi.

Jeśli ktoś szuka miejsca nie będącego zjedzonego przez turystykę, to Kambodża powinna się znaleźć na waszych listach.  No i wiecie – ten Angkor…

Niby góra gruzu, a tyle ukrytych skarbów!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *