[056] Czas apokalipsy

18 marca 1970 roku, Lon Nol – premier powołany przez monarchę Norodoma Sihanouka – korzystając z nieobecności monarchy w kraju, wraz z CIA przeprowadził zamach stanu. Na teren Kambodży wkroczyło 70 tysięcy żołnierzy amerykańskich, powstała Republika Khmerów.
Zdetronizowany monarcha zawiązał sojusz z dotychczasowymi przeciwnikami – Czerwonymi Khmerami. Początkowo nieduża formacja, po wsparciu króla, rozrosła się do sporych rozmiarów. Stopniowo zajmując coraz większe tereny Republiki, 17 kwietnia 1975 roku zajęli stolicę kraju, doprowadzając do ewakuacji rządu i wojsk amerykańskich – de facto przejmując władzę w kraju.

Rozpoczął się Rok Zerowy.

Amerykańskich Jeepów na ulicach wciąż nie brakuje

Państwo Czerwonych Khmerów

Określenie Rok Zerowy miało symbolizować nowy porządek, który Czerwoni Khmerzy zaczęli wprowadzać w teraz Demokratycznej Kampuczy. Działania te zaowocowały ludobójstwem z rekordowym poziomem wymordowania ludności kraju we współczesnej historii. Szacuje się, że na wskutek bezpośrednich działań, oraz konsekwencji w postaci głodu i chorób spowodowało śmierć 20-25% ludności kraju. Wśród ofiar były osoby związane z poprzednim reżimem, fachowcy, intelektualiści (tu wliczani byli np. ludzie noszący okulary, czy tacy o zbyt delikatnych dłoniach). Mieszkańcy miast zostali wypędzeni na wieś, oporni – ginęli (po zajęciu stolicy przeprowadzono jej ewakuację – w ciągu dwóch dni wypędzono prawie 2 miliony ludzi). Zamknięto szkoły, szpitale, fabryki, banki. Zlikwidowano pieniądz i własność prywatną, zdelegalizowano religię. Prowadzono czystki etniczne – w głównej mierze skierowane w stronę ludności wietnamskiej.

Czerwoni Khmerzy zaatakowali Wietnam 1 maja 1975 roku – roszcząc sobie prawa do wyspy Phú Quốc, a później również wyspy Thổ Chu – dokonując masakry 500 mieszkańców wyspy. Kontrofensywa Wietnamu pozwoliła odzyskać wyspy, a także zająć wyspy Koh Puulo Wai. 30 czerwca Czerwoni Khmerzy ponownie zaatakowali sąsiada, znów nie oszczędzając cywilów. To spowodowało kolejną odpowiedź Wietnamu, który rozgromił wojska Czerwonych Khmerów i dotarł prawie do samej stolicy, Phnom Penh. Następnie armia wietnamska się wycofała i zgarnęła ze sobą tysiące cywilów i więźniów reżimu Czerwonych Khmerów. Przy okazji Wietnam zaczął prowadzić rozmowy z członem Czerwonych Khmerów, który był przeciwny masakrom zainspirowanych przez rząd. W efekcie w 1978 roku Wietnam zaczął naloty na Kampuczę i prowadził szkolenia kambodżańskich partyzantów. W grudniu tego roku udało się obalić rządy Czerwonych Khmerów.

To nie był koniec, ponieważ mocna pozycja Wietnamu była nie w smak USA, Chinom i krajom ASEAN (m.in. Tajlandii). Oprócz akcji propagandowych, mających wybielić Czerwonych Khmerów, kraje te wsparły ogromnymi kwotami teraz partyzanckich Czerwonych Khmerów. Po różnych perturbacjach na scenie politycznej i po wycofaniu się wojsk wietnamskich w 1989 roku, odbyły się wybory, zaś grupy rebelianckie Czerwonych Khmerów zawarła sojusz z rządem Kambodży. Rozejm nie potrwał długo, bo już w 1993 roku, Czerwoni Khmerzy nie uznali wyniku wyborów i zaczęli nową wojnę z rządem. Walki trwały do roku 1999, kiedy to zostali ostatecznie rozbici przez wojska rządowe. Po poddaniu się przywódców formacja przestała istnieć.

Apopo

Jak widać, najnowsza historia Kambodży naznaczona jest krwią i tragedią. Kambodża była areną walk dla mocarstw, które swoim wsparciem dozbrajały strony konfliktu i poza śmiercią i zniszczeniem, konsekwencją jest to, że duże obszary kraju pozostają zaminowane i ciągle niebezpieczne. Wielu ludzi cierpi z tego powodu, wiele osób ginie, jeszcze więcej zostaje kalekami. Urodziło się nowe pokolenie Khmerów którzy – mimo tego, że nie zaznali wojny – dorastają w strachu. Pomóc w tym mogą skromne szczury.

Pokaz pracy szczurów w APOPO Visitor Center

Pierwszym miejscem jakie odwiedziliśmy w Kambodży było APOPO Visitor Center – centrum prezentujące w jaki sposób używa się szczurów do wykrywania min lądowych. Jest to stosunkowo mało znane miejsce na mapie Siem Reap, my się dowiedzieliśmy o nim od jakiegoś lokalsa na grupie facebookowej „Travel to Cambodia”.

Powiemy tylko, że koncept ten i sposób trenowania i cały know-how powstał na Ukrainie i stamtąd zawędrował w różne rejony świata.

Teraz zapewne ciekawi Was jak to działa.

Zaczyna się od przygotowania zaminowanego terenu. W pierwszej kolejności wjeżdża ciężki sprzęt, którego zadaniem jest zasadniczo pozbycia się roślinności. Niestety, by wykryć miny trzeba ściąć całą roślinność do poziomu kilku centymetrów. Następnie, za pomocą wykrywacza metalu, tworzy się bezpieczne ścieżki – szerokości 1-2 metrów w odstępach 3-4 metry od siebie.

Proces wykrywania min polega na puszczania szczura w poprzek tej szerszej ścieżki i w ten sposób jej „skanowania”. Szczur ma szelki, które mają uchwyt przepuszczony przez linę, która jest rozciągnięta pomiędzy dwoma operatorami szczura, stojącymi w bezpiecznych strefach po obu stronach sprawdzanego pasa. Dodatkowo do szczura przyczepione są dwie linki-miarki, które operatorzy trzymają w rękach – służą do wskazywania odpowiedniego kierunku (dla fizyków: zwrotu) szczurowi, a także oznaczenia położenia znalezionej miny (po to ta miarka). Niech obrazek wyjaśni to bardziej:

Rozciągnięte liny i obsługa poza kadrem

Stosowane szczury, to szczury afrykańskie. Pierwsze, które trafiły do Kambodży przyjechały z Tanzanii.

Jeśli chodzi o stosowanie psów, to szczur ma lepszy węch, potrafi znaleźć minę nawet metr pod powierzchnią ziemi. Dodatkowo jest lżejszy, a niektóre z min są aktywowane już od 1,5kg nacisku. Z drugiej strony nie każdy teren nadaje się do użycia gryzoni.

Dlaczego więc nie zostać przy sprawdzonym wykrywaczu metali? Prosty powód – szczur potrafi w ciągu kilku godzin (bo pracują od około 5 rano do 9-10, w zależności od temperatury) sprawdzić teren, który wykrywaczem sprawdza się do 4 dni (w zależności od ilości skrawków metalu w ziemi).

Jeśli zaś chodzi o wybór miejsc do sprawdzenia, to wybierane są tereny, które zostały oznaczone na jakichś mapach jako zaminowane, albo udało się znaleźć kogoś, kto pamięta zaminowane obszary (z wojennych), albo, gdzie już jedna wybuchła i zdarzyło się nieszczęście. Niby skromne kryteria, ale terenu do sprawdzenia nie brakuje.

Zwiedzanie odbywa się w zorganizowanych grupach co pół godziny, obejmuje historię trenowania szczurów, prezentacje zakresu geograficznego ich działalności; pokazanie różnych typów bomb, które znajdują się na terenie Kambodży; pokaz pracy szczura, krótkiego wideo z relacjamii ludzi mieszkających na terenach zaminowanych oraz (ostatni ale nie najmniej ważny) kontaktu z herorat (jak nazywa je tu szuro-bohaterami).

Podczas naszego pobytu, rzecz jasna dzieciom najbardziej się spodobała możliwość potrzymania szczura na rękach. Są one bardzo duże, bardzo łagodne i w ogóle nie gryzą za to chętnie liżą. Koniecznie przed wzięciem gryzonia w objęcia należy wymyć ręce bardzo dokładnie (zapachy mogą spowodować, że szczur będzie uciekał lub zmieni zdanie co do niegryzienia). Dzieci trochę się na początku bały, a potem nie chciały ich wypuścić z rąk, ale też uważnie słuchały, gdy tłumaczyliśmy im cały ten koncept. Więc walor edukacyjny był bardzo widoczny.

Gdybyście się zastanawiali, to banan jest największym przysmakiem takiego szczura.

Hej przyjacielu, nie spuszczaj papieru toaletowego, produktów higienicznych, swoich marzeń i snów ani mnie. Dziękuję

Szczury

Podczas wizyty w Apopo, przewodniczka wspomniała, że ktokolwiek z nimi zaczął pracować, już nigdy nie zje szczura. Zrobiliśmy wielkie oczy zaś szybki przegląd Internetu potwierdził, że szczury tu się jada. Jakby tego było mało, to wracając do naszego hotelu, na zakręcie stało sobie stanowisko z jakimś jedzeniem. I miało taki baner, który wyglądał jak opieczony szczur. Przez długi czas nie było nam dane przyglądnąć się temu plakatowi lepiej, bo mijaliśmy go w jakiejś formie transportowej. Później się okazało, że to tylko źle obrobione zdjęcie korpusu byka. Ale po próbowaniu w Peru świnki morskiej, zgodnie stwierdziliśmy, że aż za takimi nowymi doświadczeniami nie gonimy.

Muzeum i memoriał wojny

Jak wspomnieliśmy w tym o wiele zbyt uproszczonym i na pewno pomijającym ważne wydarzenie wstępie, Wietnam odegrał główną rolę w zakończeniu reżimu Czewonych Khmerów. Kambodżanie o poświęceniu wietnamskich żołnierzy nie zapominają i starają się uhonorować ich bohaterstwo w wielu miejscach. Jednym z takich przykładów jest Muzeum Wojny. Można to nazwać skansen sprzętu wojskowego, ponieważ to taki teren, gdzie można znaleźć sporo zniszczonego sprzętu – czołgów, wyrzutni rakiet, amfibii, pojazdów opancerzonych, a nawet helikoptera i myśliwca.

Dzieci jak usłyszały, że jedziemy do muzeum, to nie bardzo były zadowolone (wolały pobyczyć się nad basenem), ale przekonały się do niego na miejscu. Bo dla nich to tak naprawdę był jak wielki plac zabaw: wszystko jest umieszczone w pięknym ogrodzie, jest cicho i spokojnie, do tego znaleźliśmy się tam w złotej godzinie, więc dla nas była to dość sielankowa wizyta – zupełnie nie pasujące do historii jaką za sobą niosą eksponaty. Wybraliśmy się tam z niewspomnianym wcześniej kuzynem Niebieskiej – Bastkiem, z którym nasze ścieżki podróżnicze się przecięły właśnie w Kambodży (no co za przypadek). Wujek postarał się być najwujkowskim wujkiem jaki się da, więc uwolnił wewnętrznego dzieciaka i pogonił te nasze po terenie muzealnym. To nam dało chwilę oddechu i możliwości pomedytowania nad tym, co widzimy. No dobrze, Tamara nam towarzyszyła, więc aż tak głębokiej medytacji nie było, bo Ona MUSI biegać za kogutami, ale wciąż – fajnie, że wujek się z nami zabrał.

Muzeum wojny otwarte jest do godziny 18, ale nawet się nie zorientowaliśmy, kiedy ten czas minął, a nikt nas nie wyprosił, nikt nawet nie sugerował, że powinniśmy się już zbierać. Dopiero po wyjechaniu tuk tukiem zorientowaliśmy się, że dawno powinniśmy byli już stamtąd wyjść.

Poza muzeum, niedaleko Apopo znaleźć można Memoriał Wojny, albo bardziej po Polsku – Pomnik Ofiar Wojny.

Tylko Niebieska tam zawędrowała któregoś razu jak się pół-samotnie (Tamara liczy się jak połowa dziecka o ile jest przypięta w wózku i nie może decydować, w którym kierunku się zmierza).  Ten obiekt był pierwszą rzeczą jaką zobaczyliśmy w Siem Reap (w drodze do Apopo) i najpierw myśleliśmy, że to tam już zaczyna się kompleks Angkor Wat, bo całość została przygotowana w stylistyce architektonicznej nawiązującej do Imperium Khmerów. Jest to miejsce pamięci i czci, z wypisanymi nazwiskami poległych, w tym także żołnierzy wietnamskich.

Wojna domowa

Ten wpis był jednym z cięższych do napisania – skupiliśmy się w nim na tragedii wojny domowej, która trawiła kraj przez lata, zaś jej konsekwencje wciąż są odczuwane. Z miejsc wartych odwiedzenia, jest również muzeum min lądowych, ale nie było nam po drodze. Warto pamiętać o historii tego kraju, gdy się go będzie odwiedzało – pozwoli to lepiej wytłumaczyć sobie to, co widać na własne oczy.

A całą tę historię, jak ona wpływa na dzisiejszego kambodżanina (chociaż raczej używa się słowa „khmer”) i jak jest przez niego odczuwana, zobaczyłem w oczach naszego gospodarza, gdy jednego poranka spotkałem go i zobaczyłem w wojskowym uniformie. Tutaj ćwiczenia wojskowe są obowiązkowe nie pozwalają zapomnieć o całej tragedii. W narodzie jest wielka chęć zostawienia tego za sobą, by żyć normalnym życiem, a jednocześnie by podtrzymać pamięć o tych milionach tragicznych śmierci i przedwcześnie zakończonych żyć.

I po raz kolejny przypominamy sobie, jakie to szczęście mamy w życiu, że się urodziliśmy w Polsce.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *