Takie określenie od żony mej (tu Adam!) zdecydowanie pasuje do tego miasta, szczególnie o tej porze roku. Na drzewach dojrzałe brzoskwinie – szczególnie widoczne, bo liście już opadły, a owoce jeszcze wiszą, niczym na zbyt długo nie rozbieranej choince. Niektóre drzewa już przybrały barwy jesieni, zaś zachodzące słońce przebijające się przez aurę smogu, dorzuca pomarańczowego koloru do tej mieszanki.

Dzisiejszy post będzie bardziej informatywny, bo kontekst jest również ważny.
Golden Week
Skoro zaczęliśmy od kolorów, to na początek pomówimy o National Day Golden Week.
Jest to święto narodowe, całkiem świeże, bo ustalone po 2000 roku. Trwa, w różnych konfiguracjach, ale jest to ogólnie tydzień wolny (obecnie to 3 dni wolnego, 2 dni weekendu i 2 dni, które należy odrobić w poprzedzającą i następną sobotę). Tak długi czas wolny był oprotestowany wielokrotnie przez różne środowiska, ale celem takiego zabiegu było ożywienie wewnątrzkrajowej turystyki i umożliwienie spotkania rodzin z odległych zakątków kraju w ramach polepszenia jakości życia mieszkańców. Efektem tego jest fakt, że Pekin zwiększa populację o około 50% każdego roku na początku października (raptem z 20 milionów do 30 milionów ludzi).
Czym się objawiał Złoty Tydzień z naszej perspektywy – zamknięte stacje metra, zamknięta część ulic i ograniczenia w ruchu pieszym na niektórych przejściach. Czytając to można sobie wyobrazić morze czarnowłosych głów, nieprzebrane tłumy podobnych dla Europejczyka ludzi, ale nie było wcale tak źle. Być może przez to, że nie zdążyliśmy się dobrze przestawić z czasu europejskiego i nasze pobudki jeszcze nie bywają przed 9, zaś wygrzebanie z domu odbywa się przed 12, to ominęliśmy te większe tłumy. Co można było jeszcze zauważyć? Pełno ludzi przebranych w tradycyjne stroje ludowe:



Hutong
Hutong – ta nazwa już się przewijała w poprzednich postach. To tutaj mieszkamy, tutaj używane są te sławetne blendery (patrz post 001), systemu ogrzewania nie ma – jest jedynie klimatyzacja mały, przenośny grzejniczek – co jest typowe dla tych budowli.


My mieszkamy na Bensi Hutong – miejsce, które wzięło swoją nazwę z faktu, że była tu siedziba administracji edukacji muzyki i tańca. Całkiem miło, nie?

Teraz trochę doczytaliśmy, więc możemy sprecyzować, że mieszkamy w siheyuan (四合院 – czworobok), zaś sam Hutong (胡同), to wąska uliczka, wzdłuż której zbudowane są z szarej cegły wspomniane czworoboki. Są też szersze uliczki, które nazywa się xiang (巷弄), ale otoczone są ciągle tym samym zespołem budynków.
Układ ulic przypomina nowojorską szachownicę – wynika to z faktu, że Hutongi stanowią zabudowania wokół wewnętrznego dziedzińca – w kwadracie lub prostokącie, często z drzewem po środku – u nas jest widoczne przez okno w kuchni. Wejścia do budowli typowo są od południowej strony, by złapać jak najwięcej słońca.

Były to siedziby rodzin przez pokolenia, ale że są to Chiny to sprawa własności jest jak związki na facebooku – skomplikowana. Mianowicie to państwo jest właścicielem, zaś obywatele – użytkownikami. Nie jestem pewien, jak do w szczegółach wygląda, ale konsekwencje mogą (i są) często bardzo przykre.
Przykładem niech będzie Olimipada w roku 2008 w Pekinie, kiedy to w ramach przygotowań, państwo postanowiło zaktualizować uład miasta i zniszczyło ponad jedną trzecią z 62km2 Hutongów. Rzecz jasna obywatel, którego to dotknęło mógł odwołać się do „instutucji”, ale sami możecie się domyśleć jaki to miało skutek. Historia pokazuje, że jeśli dyktatura, czy też inna opresyjna forma władzy, ma taką chęć – może zrównać całe osiedla z ziemią (popatrzmy na Rumunię, by nie szukać daleko).
To co zostało albo jest odrestaurowane, albo ukazuje obraz biedoty ludzi w nich mieszkających.
Trudno stwierdzić, czy to oddolna inicjatywa, czy też forma tuszowania win władz, ale powstało zaledwie kilka lat temu Muzeum Hutongów Shijia, całkiem niedaleko od nas.


Hutongi są różne. Duże, małe, zaniedbane i odnowione. Jest ich tu dalej sporo, a my niewątpliwie będziemy wrzucać jeszcze zdjęcia z ich różnymi obliczami.
A na koniec, tradycyjnie – my i lokalsi.








Dodaj komentarz